Walka w kisielu. „303. Bitwa o Anglię” vs „Dywizjon 303. Historia prawdziwa”

-

„Nigdy w dziejach wojen tak liczni nie zawdzięczali tak wiele tak nielicznym” – mówił brytyjski premier Winston Churchill o lotnikach biorących udział w bitwie o Anglię. Z takich wyrazów uznania szczególnie dumni mogli być piloci Dywizjonu 303. Według opinii historyków ich wkład w obronę Wielkiej Brytanii przed najazdem niemieckim atakiem był nie do przecenienia.
Smutna historia

Za oficjalną datę utworzenia dywizjonu uznaje się 2 sierpnia 1940 roku. Ówczesnym polskim dowódcą tej jednostki był major Zdzisław Krasnodębski, a zastępcą pułkownik Witold Urbanowicz. Do dziś „303” jest zaliczany do najlepszych jednostek myśliwskich II wojny światowej. W czasie Bitwy o Wielką Brytanię w 1940 roku przypisywano mu 126 pewnych zestrzeleń, co stawiało go na pierwszym miejscu wśród wszystkich oddziałów biorących udział w konflikcie zbrojnym.

Kadr z filmu „303. Bitwa o Anglię”

I chociaż Polacy w olbrzymim stopniu przyczynili się do zwycięstwa Armii Brytyjskiej, zostali zapomniani. Zmienne losy wojny rodziły nowe sojusze. Zakończył się wielki, płomienny „romans” polsko-angielski. Gorzkim „policzkiem” wymierzonym w Polskie Siły Zbrojne był brak zaproszenia na wielką paradę zwycięstwa, która rok po zakończeniu II wojny światowej przeszła ulicami Londynu. W efekcie aleją The Mall maszerowały wszystkie narodowości, nawet przedstawiciele Iranu, Meksyku i Fidżi. Zabrakło na niej Polaków.

Z przykrością trzeba stwierdzić, że sama historia Dywizjonu 303 odeszłaby w zapomnienie gdyby nie pisarz i podróżnik Arkady Fiedler. Napisał książkę o legendzie lotnictwa pod tytułem „Dywizjon 303”.  Doczekała się ona blisko 30 wznowień, w tym pięciu w wydawnictwach podziemnych. Po raz pierwszy została wydana w Anglii w 1940 roku, w Polsce ukazała się sześć lat później. Kolejna próba pokazania historii „303” to  angielski film fabularny „Bitwa o Anglię” z 1969 roku w reżyserii Guya Hamiltona. Po prawie 50 latach do kin weszły dwa głośne filmy: „303. Bitwa o Anglię” (ang. „Hurricane: Squadron 303”) oraz „Dywizjon 303. Historia prawdziwa”. Można je było zobaczyć na ekranach w sierpniu 2018 roku. Ta sama historia, ci sami bohaterowie, podobne tytuły i zbliżona data premiery – jak je odróżnić? Szybko ustalił się wyraźny trend odbiorczy – ludzie zaczęli chodzić na dwa „Dywizjony”, żeby je porównać i zobaczyć, który wygrał batalię. My też to zrobiliśmy.


Budżet

Pierwsza olbrzymia różnica między filmami, która w znacznym stopniu mogła wpłynąć na całość, to pieniądze. „Bitwa o Anglię” może pochwalić się budżetem około 10 mln dolarów, podczas gdy w polskiej ekranizacji pojawiała się kwota w wysokości około 12–14 mln złotych.

Kadr z filmu „303. Bitwa o Anglię”

Produkcja

Reżyserem „303. Bitwa o Anglię” jest David Blair, a scenariusz napisali Robert Ryan i Alastair Galbraith. To film wyprodukowany przez Brytyjczyków we współpracy z Polakami. Aby dodać mu autentyczności, użyto języków, którymi posługiwali się żołnierze. Słyszymy nie tylko angielski, ale także francuski i polski. Z dostępnych informacji dowiadujemy się, że podczas powstawania filmu jego twórcy konsultowali się z żyjącymi pilotami Dywizjonu 303, ekspertami lotnictwa oraz historykami. To daje mocne podwaliny pod dobry film historyczny.

Za produkcją drugiej ekranizacji stoi duet polsko-chorwacki: Wiesław Saniewski i Denis Delicia. I chociaż wyraźnie dominują nasi rodacy, to jednak w obsadzie widzimy także zagraniczne nazwiska i słyszymy język angielski. W teorii scenariusz tego obrazu miał opierać się na wspomnianej wcześniej książce Arkadego Fiedlera, niestety twórcy zdecydowali się na przekoloryzowanie, a raczej zakamuflowanie niektórych wydarzeń. Od samego początku produkcji, która rozpoczęła się w roku 2015, nad planem unosiło się widmo niepowodzenia. Gdy w końcu udało się ukończyć montaż, pierwszy dystrybutor filmu – Kino Świat – wycofał się z produkcji, zarzucając twórcom między innymi niezgodności historyczne. Nie ma co ukrywać, że – niestety – polska ekranizacja koncentruje się na pokazywaniu zwycięstw. O porażkach praktycznie nie ma mowy – tylko w jednej scenie bohaterowie odśpiewują nasz hymn z powodu śmierci dwóch pilotów. Również koniec filmu przedstawiony jest tak, by ukazywać jedynie pozytywny aspekt historii lotników, pominięto zaś gorzki koniec samego dywizjonu i brak udziału Polaków w paradzie zwycięstwa. W tym tkwi przewaga brytyjskiego filmu – David Blair nie bał się rozliczyć ze zdrady, jakiej wobec swoich bohaterów dopuścili się Brytyjczycy.

Obsada

Moim zdaniem na korzyść polskiego filmu przemawiają aktorzy. I chociaż wiele osób odstrasza plejada popularnych artystów, kojarzonych głównie z serialami czy ckliwymi romansidłami, to jednak są oni w swoich rolach bardzo przekonujący. Ukłony szczególnie należą się dla Piotra Adamczyka za jego genialną angielszczyznę. To polska obsada „Dywizjonu” była bardziej przekonująca, przez co produkcję oglądało się przyjemniej i czuło „swojski” klimat. Plus za końcowe porównanie zdjęć aktorów z archiwalnymi fotografiami bohaterów. Naprawdę widać było podobieństwo!

Kadr z filmu „Dywizjon 303. Historia prawdziwa”

W angielskiej wersji znalazło się wiele gwiazd, takich jak Iwan Rheon – znany z serialu „Gra o Tron” (w roli Jana „Donalda” Zumbacha), Milo Gibson – syn Mela Gibsona (jako John Kent) i polski aktor Marcin Dorociński, wcielający się w Witolda Urbanowicza. Chociaż twarz Dorocińskiego zdobiła plakaty, to jednak – niestety – grał dość poboczną rolę. Całość czasu „ukradli” brytyjscy odtwórcy. Minusem była dość kontrowersyjna decyzja reżysera, by w polskich kinach głos Rheona zastąpić dubbingiem. To okropny pomysł, który sprawia, że Jana Zumbacha trudno traktować poważnie. Niestety uważam także, – chociaż może to przez jego rolę w „Grze o Tron” – że Iwan Rheon nie jest stworzony do grania pozytywnych postaci budzących sympatię.

Werdykt

Cała historia Dywizjonu 303 zdecydowanie zasługuje na swój film – i to niejeden. Obie sierpniowe ekranizacje spełniają swoje zadanie i pokazują widzom bohaterstwo polskich pilotów. Niestety to wciąż produkcje średnich lotów. Obie się uzupełniają – brytyjska jest bardziej szczery i mniej poprawny politycznie, a polska może się pochwalić lepszymi scenami walk powietrznych i lepszym aktorstwem. Warto zobaczyć oba, by w każdym z nich znaleźć pewne niedopowiedzenia i braki. To, o czym mówi jeden, jest pomijane w drugim. Szkoda, że obie ekipy filmowe nie podjęły wspólnej pracy nad ekranizacją książki Arkadego Fiedlera. Tym razem bitwy o Anglię nie wygrał nikt.


INNE WALKI W KISIELU

Walka w kisielu. „Mroczne umysły” – film vs książka

Walka w kisielu. „Ania z Zielonego Wzgórza” – serial vs film

Walka w kisielu. „Pułapka czasu” – film vs książka

Weronika Penarhttps://recenzowniaksiazkowa.blogspot.com/
Z zawodu behawiorystka i badaczka kociego zachowania -  nic co kocie, nie jest jej obce. Z zamiłowania czytelniczka dobrych kryminałów i książek przygodowych, kinomaniaczka i ciągła podróżniczka. Jeśli nie biega na swojej uczelni, nie uczy studentów lub nie czyta pod kocem książek, to na pewno podróżuje, szukając swojego miejsca w świecie.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu