Podsumowanie minionego roku to coś, co wielu z was lubi najbardziej. Nie będę kłamać, redaktorzy Popbookownika również! Filmy, seriale, gry, książki… W minionym roku sporo tytułów skradło nasze serca. Dziś przedstawimy wam nasze ulubione filmy kinowe 2019 roku. 
Shazam!, reżyseria David F. Sandberg

Komiksy DC nie mają szczęścia, jeśli chodzi o ich ekranizacje, jednak ten rok jest dla nich wyjątkowo dobry. Na Shazam! niezbyt czekałem, traktowałem go jako ciekawostkę niż wyjątkowe wydarzenie filmowe. Okazał się bardzo fajnym, pozytywnym zaskoczeniem. Zachary Levi w głównej roli Shazama sprawdził się fenomenalnie, młodociani aktorzy także dawali radę. Cały seans jest przepełniony fajnymi gagami i bardzo zjadliwym humorem. Jedynym mankamentem jest sztampowy i do bólu przewidywalny antagonista, ale nie można mieć wszystkiego. (Mateusz)

>> Polecamy: Wypowiedz me imię! „Shazam!” – recenzja filmu <<

Joker, reżyseria Todd Phillips

Zupełnie nowe podejście do postaci komiksowych oraz pierwszy porządny film od DC, oparty na tych motywach. Joker to nie opowieść o lubiącym dziwne żarty złoczyńcy, a historia człowieka skrzywdzonego przez społeczeństwo, którego chory umysł nie pomaga w radzeniu sobie z brutalnością świata. Produkcja jest mrocznym obrazem toksycznego społeczeństwa, cechującym się ciężkim klimatem, jednocześnie będącym emocjonalnie wycieńczającym, intensywnym, odważnie poruszającym trudne tematy, budującym napięcie i niepokój filmem. I chociaż nie obyło się bez potknięć, Jokera warto zobaczyć, poddać refleksji nasze zachowania względem innych i odnaleźć w sobie pokłady empatii. Z pewnością zapadnie w pamięć. (Adrianna)

>> Polecamy: Żyjemy w społeczeństwie. „Joker” – recenzja filmu <<

Śmierć nadejdzie dziś 2, reżyseria Christopher Landon

Nadal nie rozumiem, czemu powyższy obraz jest zaliczany do horrorów… Jeżeli ktoś liczy, iż ujrzy w nim sporo krwawych scen, podczas których we wszystkie strony latają części ciała, to zawiedzie się srogo. Natomiast jeśli widz oczekuje dobrej komedii, to właśnie ją dostanie. W tej części tajemniczy zabójca w masce dzieciaka kontratakuje. Akcja rozpoczyna się od pobudki Ryana w aucie. Zdezorientowany wraca do akademika, gdzie prowadzi tajny projekt reaktora kwantowego. Niestety w końcu o całym przedsięwzięciu dowiaduje się dziekan i zawiesza je. Zupełnie niespodziewanie chłopak ginie z rąk tajemniczego mordercy. Druga część dorównuje pierwszej, ponownie twórcy skupili się na rozpoczynaniu dnia ciągle od początku. Akcja jest wartka, pojawia się sporo zwrotów akcji i ponownie nie brakuje tutaj humorystycznych dialogów czy zachowań bohaterów. Jeżeli oglądaliście pierwszą część, to koniecznie musicie obejrzeć i tę! (Paulina)

>> Polecamy: Zdmuchnij świeczkę! „Śmierć nadejdzie dziś 2” – recenzja filmu <<

Pokémon Detektyw Pikachu, reżyseria Rob Letterman

Na ten film czekałam odkąd tylko pojawiła się zapowiedź. Nie ma co dużo pisać, Warner Bros. wykonał kawał solidnej roboty. Zwłaszcza jeżeli chodzi o oprawę audiowizualną.  Pokemony, czyli kieszonkowe potwory, wyglądają niemal prawdziwie, aż trudno uwierzyć, że zostały wygenerowane komputerowo. Na największe brawa zasługuje oczywiście Pikachu! Nie dosyć, że jest przesłodki, to jeszcze głosu użyczył mu Ryan Reynolds, który z powodzeniem mógłby zawiesić karierę aktorską i dubbingować wszelkie produkcje. Także obsada została całkiem nieźle dobrana. Można by się jedynie przyczepić do schematycznego scenariusza. Ale tak to tylko oglądać i się zachwycać. Czekam na kolejny film z tego uniwersum! (Agnieszka)

>> Polecamy: Pika pika! I to bardzo dobrze! „Pokémon: Detektyw Pikachu” – recenzja filmu DVD <<

To my, reżyseria Jordan Peele

Jordan Peele znów pokazał nam, jak zrobić dobry horror bez masy jump scare’ów, za to z wieloma nietuzinkowymi i zaskakującymi rozwiązaniami. Mała Adelaide trafia do gabinetu luster w wesołym miasteczku, gdzie spotyka inną dziewczynkę. Po powrocie do domu rodzice zauważają znaczną zmianę w jej zachowaniu, jednak po terapii sytuacja się poprawia. Jako dorosła, wraz z mężem i dwójką dzieci, wybiera się na wakacje do domku po zmarłej matce. Wyjazd zmienia się w koszmar, gdy na podjeździe pojawiają się goście w czerwonych strojach. Dopracowany i zadziwiający scenariusz, znakomita gra aktorska, doskonała, zapadająca w pamięć ścieżka dźwiękowa i dreszczyk podczas oglądania sprawiają, że to jeden z najlepszych horrorów, jakie miałam okazję oglądać. (Patrycja Smaga)

>> Polecamy: 11:11. „To my” – recenzja filmu <<

Pewnego razu… w Hollywood, reżyseria Quentin Tarantino

Tarantino, jak jest… wie już chyba każdy. Amerykański reżyser nie patyczkuje się w tańcu, niejednokrotnie biorąc na swój warsztat momenty ważne dla historii świata lub odbijające się w nim głośnym echem. W Bękartach wojny przedstawił alternatywną wersję II Wojny Światowej, a w Pewnego razu… w Hollywood wziął na tapet wydarzenia, które w sierpniu 1969 roku wstrząsnęły opinią publiczną – zabójstwo ciężarnej Sharon Tate, żony Romana Polańskiego przez członków Rodziny, sekty Charlesa Mansona. Oczywiście, jak zwykle, Tarantino nie mógł sobie odmówić przedstawienia tej historii na swój, unikatowy sposób, który może zaskakiwać. W Pewnego razu nie zabrakło także gwiazdorskiej obsady: Loenardo DiCaprio, Brad Pitt, Margot Robie i Al Pacino wspinają się na wyżyny swoich umiejętności aktorskich. (Martyna)

>> Polecamy: Nostalgiczny Tarantino. „Pewnego razu… w Hollywood” – recenzja filmu <<

Green Book, reżyseria Peter Farrelly

Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że Green Book to najlepszy film, jaki widziałam w
2019 roku. Aktorzy byli czarujący, a w szczególności Mahershala Ali, który odgrywał
Dona Shirleya. To, w jaki sposób kreował swoją postać, sprawiało, że widzowie
mogli poznać ją lepiej i realnie odczuć jej emocje w trudniejszych scenach.
Przyjemnie oglądało mi się także, jak rozwijała się przyjaźń Dona i Tony’ego.
Mężczyźni pomagali sobie nawzajem, pomimo różnic kulturowych. Najmocniejszym
filarem tego filmu na pewno jest scenariusz, który oparty jest na faktach. Historia,
jaka przydarzyła się tej dwójce, została opowiedziana w taki sposób, że chce się ją
oglądać i do niej wrócić. Produkcja przedstawia nam trudny temat negatywnego
tratowania czarnoskórych osób, jednak przeplatana jest scenami humorystycznymi,
dlatego też pomimo poważnego tonu, da się na tym filmie wiele razy zaśmiać. (Patrycja Sz.)

Avengers: Koniec gry, reżyseria Anthony Russo, Joe Russo

Na ten film czekało spore grono fanów produkcji spod znaku Marvela. Z jednej strony pojawiło się mnóstwo plotek i założeń dotyczących obrazu, z drugiej obawa, że może jednak twórcy nie zgotują nam godnego zamknięcia pewnego rozdziału. Na szczęście zmartwienia okazały się niepotrzebne. Bracia Russo stworzyli niesamowitą, słodko-gorzką opowieść, w której dostajemy wszystko to, co cechuje filmy Marvela. Genialne sceny, boskie dialogi, niesamowita scena finalnej bitwy… Tak powinien wyglądać każdy film. (Monika)

>> Polecamy: Zakończenie godne mistrzów. „Avengers: Koniec gry” – recenzja filmu <<

Aladyn, reżyseria Guy Ritchie

Najlepsza filmowa wersja bajek Disneya, jaka wyszła w tym roku. Pełna kolorów, z rewelacyjną grą aktorską, barwnymi strojami, humorem i cudownymi utworami. Obok tego obrazu nie da się przejść obojętnie, można go obejrzeć kilka razy i za każdym bawić się równie dobrze. Bajeczny świat, magia, walka dobra ze złem i miłość. Disney stworzył coś cudownego. (Monika)

>> Polecamy: Podróż na latającym dywanie. „Aladyn” – recenzja filmu na DVD <<

Odpowiedz

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię