Kiedy ogłoszono casting do filmu o jednym z najsłynniejszych przeciwników Batmana, internet zawrzał. W sieci pojawiło się mnóstwo zachwytów nad wybranym do roli Joaquinem Phoenixem, a jednocześnie obaw o jakość zapowiedzianego obrazu. W końcu DC średnio radzi sobie z filmami opartymi na komiksowych motywach, zresztą sama kreacja Jareda Leto pozostawiała sporo do życzenia.

Niemniej pomimo towarzyszącej fanom niepewności, w chwili gdy ukazały się pierwsze zwiastuny Jokera, niepokój ustąpił miejsca ekscytacji, która z każdym kolejnym materiałem promocyjnym przybierała na sile. Wobec obrazu Todda Phillipsa narodziły się niezwykle wysokie oczekiwania i pora ocenić, czy zostały one spełnione.

That’s life

Arthur Fleck nie radzi sobie zbyt dobrze w życiu. Będący w trudnej sytuacji finansowej bohater, który mieszka z wymagającą opieki matką, ledwo wiąże koniec z końcem, a dręczące go problemy psychiczne utrudniają normalne funkcjonowanie. Mężczyzna marzy o karierze komika, jednak na razie jest skazany na pracę jako niskiej klasy klaun. Mimo że Arthur lubi swoje zajęcie i stara się wykonywać je jak najlepiej, a także uczęszcza na terapię, spotyka się z szyderstwami, przemocą psychiczną i fizyczną, zaniepokojonymi spojrzeniami i pogardą.

Sposób, w jaki bohater jest traktowany, w połączeniu z niezrozumieniem i odrzuceniem, to prosta droga prowadząca do… obłędu.

Kadr z filmu
Put on a happy face

Najnowszy obraz Todda Phillipsa to trudny film. Na próżno szukać w nim elementów charakterystycznych dla kina superbohaterskiego – i dobrze, bowiem Joker nie aspiruje do bycia kolejnym komiksowym blockbusterem. To podszyta bólem opowieść o skrzywdzonym przez życie człowieku.

Origin story słynnego antagonisty znakomicie łączy w sobie historię niebezpiecznego żartownisia z obrazem współczesnego społeczeństwa. Film rzuca światło na nierówności klasowe, podkreśla brak empatii i piętnowanie, ukazuje, jak niebezpieczne mogą być zachowania ludzi pozbawionych skrupułów, czerpiących przyjemność z krzywdzenia innych, i do czego są w stanie doprowadzić.

Ten mroczny obraz toksycznego społeczeństwa na każdym kroku wzbudza w widzu niewytłumaczalne napięcie, momentami sprawiając, że ciężko mu patrzeć na pełne nieuzasadnionej przemocy wobec bohatera sceny. I chociaż tempo produkcji jest wolne, a fabuła prowadzona metodycznie, to taki właśnie ma być Joker – pozwala to bowiem zrozumieć, że najmniejszy szczegół może ogromnie wpływać na ludzką psychikę, śmiech wcale nie oznacza szczęścia, a w okrucieństwie nie ma nic zabawnego. Obraz skłania do refleksji nad naszym własnym postępowaniem, robiąc to w sposób bardzo brutalny – manipulując emocjami odbiorcy, wzbudzając w nim pokłady współczucia wobec postaci, która, bądź co bądź, okazuje się bezwzględnym mordercą, ale przede wszystkim stawiając przed widzem lustro ukazujące niewygodną prawdę, by zmierzył się i poddał ewaluacji własne postępowanie, odwołując się do swojej wrażliwości.

Kadr z filmu

Twórcy zabierają nas w przerażającą podróż w głąb umysłu psychicznie chorej i pozbawionej wsparcia osoby, budując ciężki klimat sprawiający, iż nawet przy zamierzonych, acz nienachalnych i niezwykle rzadkich, żartach uśmiechnięcie się wydaje się zupełnie nie na miejscu. Nie w takiej sytuacji, nie obserwując, jak Arthur stopniowo popada w szaleństwo.

My life is a fuc*ing comedy

Joker nie znaczyłby jednak nic, gdyby nie fenomenalna kreacja aktorska Joaquina Phoenixa, nadającego całości jeszcze silniejszego wydźwięku. Jest on najjaśniejszym punktem produkcji, tworząc postać mroczną, oryginalną, swoją własną, doskonale zmieniając stany psychiczne bohatera – od skrzywdzonego, wychudzonego, chorego wyrzutka, po szalonego, tonącego w obłędzie mordercę.

Występ Phoenixa to wręcz absurdalnie wysoko zawieszona poprzeczka i tak naprawdę nie da się wybrać jednej udowadniającej tę tezę sceny – każda bowiem to niebanalny pokaz wyjątkowych umiejętności aktorskich, kunsztu i profesjonalizmu. Praca włożona przez Joaquina w wykreowanie Jokera jest dostrzegalna na każdym kroku, nie tylko w chwilach charakterystycznego tańca, ale głównie w momentach niekontrolowanych napadów śmiechu, kiedy to bohater jednocześnie się krzywi, miejscami wręcz krztusząc się i charcząc.

O niebywałym talencie Phoenixa świadczy także jego umiejętność stworzenia takiej postaci, z którą widz nawiązuje podczas seansu dziwaczną więź, czasami łapiąc się na usprawiedliwianiu czynów szaleńca czy fakcie pałania do niego sympatią i współczuciem.

Kadr z filmu
You don’t listen, do you?

W całym tym zachwycie Joker nie jest niestety wolny od wad. Jak wspomniałam, tempo produkcji należy do powolnych i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie wrażenie niepotrzebnego przeciągania momentu zmiany Arthura w złoczyńcę, jakby żadna minuta nie wydawała się odpowiednia, aby powiedzieć – tak, to właśnie teraz nastaje punkt zwrotny w życiu Flecka. Z jednej strony chwali się, że transformacja nie odbywa się na pstryknięcie palcami, ot – pstryk! i nagle mamy Jokera, ponieważ jest to długotrwały proces o skomplikowanym podłożu, z drugiej jednak zdecydowaną większość filmu poświęcono przedstawieniu detali warunkujących owe przeistoczenie, miejscami tak bardzo zagłębiając się w tę kwestię, iż nie udało się uniknąć niepotrzebnych scen. Zwłoka natomiast sprawiła, że oglądanie już Jokera, zamiast Arthura, pozostawia pewien niedosyt, chciałoby się więcej.

Można odnieść wrażenie, że Todd Phillips nie do końca pewnie czuł się w realizacji dramatu psychologicznego, tak innego od gatunku, jakim do tej pory się parał. Miejscami reżyser gubi się i kończy co lepsze momenty na rzecz niezbyt płynnej kontynuacji w innej konwencji, jakby brakowało mu pomysłu na połączenie kadrów, a budowany klimat gdzieś ucieka, choć tylko na chwilę. Do tego należy dodać nieodparte wrażenie, iż Phillips za bardzo chce podać widzowi na tacy wszystkie odpowiedzi, nie pozostawia miejsca na domysły czy przemyślenia, wprost wyjaśniając pewne kwestie. W moim odczuciu tego typu film powinien jednak bazować na niedopowiedzeniach, pozwalając odbiorcy samemu zastanowić się nad przekazem. Reżyser stara się natomiast bawić formą, czasami wyprowadzając oglądających na manowce, ciekawie prezentując pułapki umysłu Arthura.

Kadr z filmu

Niemniej Joker charakteryzuje się doskonałym zestawieniem barw i estetyką, nie zabrakło także (choć uważam, że nieco niepotrzebnych) nawiązań do rodziny Wayne’ów. W filmie złożono również mały ukłon w stronę kreacji antagonisty w wykonaniu Heatha Ledgera, a całość okraszono idealnie dobraną muzyką, odpowiednio budującą atmosferę.

All I have are negative thoughts

Joker to produkcja o ciężkim klimacie, emocjonalnie wycieńczająca, intensywna, odważnie poruszająca trudne tematy, budująca napięcie i niepokój. Oglądając zwiastuny i plakaty, miałam co do niego spore oczekiwania i choć dostałam nie do końca to, czego się spodziewałam, to nie jestem zawiedziona. Refleksyjny potencjał obrazu, w połączeniu z zapadającą w pamięć brawurową kreacją Joaquina Phoenixa, tworzy mieszankę wybuchową – film nie da o sobie szybko zapomnieć, a co więcej – zostawi w widzach swego rodzaju pustkę w oczekiwaniu na kolejną część.

 

Tytuł oryginalny: Joker

Reżyseria: Todd Phillips

Rok powstania: 2019

Czas trwania: 2 godziny 2 minuty

 

 


Cytaty pochodzą z filmu Joker.

Odpowiedz

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię