Klątwa kolejnego sezonu „Peaky Blinders” – recenzja serialu

-

Twórcy Peaky Blinders od lat trzymali niewiarygodnie wręcz wysoki poziom swojej produkcji, unikając „klątwy kolejnego sezonu”. Każda kolejna seria szokowała i wciągała, zapewniając godziny niczym niezmąconej rozrywki. Czy tym razem również udało im się to osiągnąć?
Zagrożenie czyha z każdej strony

Piąty sezon Peaky Blinders rozpoczyna się krachem na amerykańskiej giełdzie, który w dotkliwy sposób uderza w klan Shelbych – z brytyjskiego gangu stali się  międzynarodową spółką, z zyskiem inwestującą również za oceanem. Mimo ogromnych strat, jakie ponieśli w trakcie kryzysu, jak i nieodpowiednich decyzji Michaela Greya, problemy finansowe zostają jednakże zepchnięte na boczny tor, ustępując innym wydarzeniom.

Kadr z serialu „Peaky Blinders”

Thomasowi zgodnie z ambicjami, ale przede wszystkim dzięki układom z poprzedniego sezonu, udało się zasiąść w Izbie Gmin. Tam bardzo szybko zyskuje rozgłos jako charyzmatyczny mówca, jednocześnie zwracając na siebie uwagę politycznego oponenta – Oswalda Mosleya (Sam Claflin). polityk o faszystowskich poglądach jest, zgodnie z dotychczas obieranym w serialu schematem, głównym antagonistą sezonu. I tutaj zaczynają się pierwsze schody, bo choć w zbudowanie postaci bezwzględnie zimnego polityka, nowy członek obsady włożył wiele serca, nie została ona napisana w najmniejszym stopniu tak barwnie i charakterystycznie jak rywale z poprzednich sezonów. I choć Alfiego Solomonsa (Tom Hardy) ciężko nazwać wprost wrogiem rodziny Shelbych, to był on jedną z najbardziej zapadających w pamięć osobowości. Dołączając do tego charyzmatycznego Lukę Changrettę (Adrien Brody), czy fenomenalną postać inspektora Campbella – nowy przeciwnik Tommy’ego wypada na tle poprzednich co najmniej blado.

Poza polityczną wojną, lider klanu toczy również walkę z samym sobą. Presja związana z byciem biznesowym i moralnym przywódcą rodziny, spełnianiem się w roli polityka oraz ojca, przytłaczają coraz gorzej radzącego sobie ze stresem Thomasa. W konsekwencji męczą go koszmary oraz wywołane narkotykami halucynacje związane ze zmarłą ukochaną, Grace. Wątek pogrążania się w paranoi oraz histerii sam w sobie był ciekawy – oto do tej pory niezwyciężony i silny przywódca gangu łamie się pod naporem stresu i oczekiwań. Niezbyt udanym zabiegiem okazało się włączenie wręcz paranormalnych scen rozmów bohatera z nieżyjącą żoną. Ponadto postać Tommy’ego zasłynęła ze swojej niezależności oraz tendencji do zamykania się na bliskich, tymczasem w najnowszym sezonie bohater często omawia swoje problemy z siostrą, Arthurem, czy ciotką Polly. Miałam wrażenie, że tego typu interakcje nie pasują do jego osobowości, a co za tym idzie twórcy wykazali się sporą niekonsekwencją w budowaniu tej postaci, względem poprzednich sezonów.

Na Arthura można liczyć

Mimo pewnych wywrotek fabularnych, nie można odmówić tej produkcji rewelacyjnie wręcz przygotowanych do swoich ról aktorów. Arthura Shelby jak w każdym sezonie wprowadza humor oraz dramaturgię. Znakomita rola Paula Andersona to w przypadku Peaky Blinders pewna stała – każda scena w jego wykonaniu to majstersztyk. Aktor ma w sobie wiele autentyczności i co istotne, nigdy nie wychodzi z roli, i dlatego po Arthurze zawsze spodziewamy się podobnych zachowań i reakcji, które idealnie wypełniają poświęcone mu wątki.

Kadr z serialu „Peaky Blinders”

Pozostałych członków klanu Shelbych również wyśmienicie ogląda się na ekranie. Na szczególne uznanie zasługuje fakt, że w najnowszym sezonie, zdecydowano się na rozwinięcie postaci Ady, najmłodszej z rodzeństwa oraz wprowadzono nową postać kobiecą – Ginę Grey, świeżo poślubioną żonę Michaela. Dołączając do tego, jak zwykle niezawodną Polly Grey oraz żonę Thomasa, Lizzie – mamy pełen przekrój świetnie napisanych, damskich ról. W pewien sposób zdominowały one swoją obecnością oraz istotnością wątków, bohaterów męskich, co w przypadku tego sezonu wyszło serialowi na dobre.


Slow motion i Radioheads

Mimo że dynamika serialu nieco osiadła, twórcy nadal raczą nas niesamowitościami w stylu Birmingham. Znów mamy świetny montaż, wspaniałą charakteryzację oraz wybornie uchwyconą atmosferę lat 20.  Do tego niezwykły soundtrack, niesamowicie wręcz kontrastujący z tym, co widzimy na ekranie – przepis na klimatyczną produkcję gotowy. Mam wrażenie, że rodzina Shelbych idąca w zwolnionym tempie w towarzystwie kurzu i ognia, to obrazek, który nigdy się nie znudzi, a wręcz przeciwnie – za każdym razem będzie ekscytował tak samo.

Kadr z serialu „Peaky Blinders”

Wydarzenia piątego sezonu nie wyrzuciły mnie z butów i większość wątków uznałam za nudnawą, natomiast nie mogę odmówić scenarzystom rewelacyjnie napisanych odcinków finałowych. Nie chcąc spoilerować, zaznaczę tylko, że poza rewelacyjną batalią stoczoną na linii Shelby–Mosley, warto przygotować się również na wielkie powroty. Peaky Blinders to serial, przy którym warto zawsze być czujnym i nie wierzyć ślepo w to, co widzi się na ekranie. Sezon został zakończony w niezwykle ciekawy sposób i tak, jak to było w przypadku każdego poprzedniego, jestem bardzo podekscytowana tym, czego mogę spodziewać się w kontynuacji.

Nie taki diabeł straszny

Od pierwszego odcinka byłam raczej zawiedziona tak nowymi wątkami, jak i powrotem do poprzednich. Nie odpowiadał mi sposób przedstawienia prywatnych problemów Thomasa, a głównemu antagoniście zabrakło pieprzu i charyzmy, którą cechowali się jego poprzednicy. Pomimo tego, z każdym kolejnym odcinkiem coraz głębiej wchodziłam w wydarzenia nowego sezonu, a oglądanie scen z ulubionymi bohaterami (Arthur!), sprawiało mi taką samą frajdę, jak w przypadku wcześniejszych serii. Podczas oglądania finałowego odcinka poczułam się tak, jak na początku przygody z Peaky – do reszty pochłonięta losami klanu Shelbych, z wypiekami na twarzy obserwowałam, jaki tym razem finał przygotowali nam twórcy.

Po tym, co zobaczyłam, jestem wręcz pewna, że w kolejnym sezonie produkcja już całkiem wskoczy na dobre tory. Zważywszy na zakończenie, które powiedziało wiele o fabularnych możliwościach serialu, jestem o to spokojna i z utęsknieniem wyczekuję następnych odcinków.

podsumowanie

Ocena
6

Komentarz

Na każdą kolejną odsłonę „Peaky Blinders” czekam z wytęsknieniem, zawsze nastawiając się na kilka godzin wspaniałych, serialowych przeżyć. Piąty sezon przyniósł nieco rozczarowania – dynamika opadła, a nowe wątki oraz bohaterowie nie porwali. Pomimo mankamentów, wyśmienity finał po raz kolejny pozostawił mnie w stanie przyjemnego oczekiwania na więcej.
Aleksandra Plichta
Wierna fanka Patricka Swayze, psów i braci Shelby. Nie ma czasu na nic, co nie jest serialem, książką albo dobrym kanałem na YT. Wielbicielka muzyki z lat '80 i produkcji kostiumowych. Nie lubi się przytulać.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu