Nowy Świat ze starymi przywarami. „Zew nocnego ptaka” – recenzja książki

-

Wydawnictwo Vesper znów postanowiło porozpieszczać czytelników, wydając Zew nocnego ptaka Roberta McCammona – tomiszcze, w którym pisarz, znany głównie z pisania fantastyki, pokazuje się od nieco innej strony.

Dla mnie to zupełna nowość, choć część książkoholików może kojarzyć najpopularniejsze powieści tego autora, takie jak Magiczne lata czy postapokaliptyczny Łabędzi śpiew. Pierwszy tom serii o przygodach Matthew Corbetta jest natomiast ciekawym gatunkowym połączeniem kryminału historycznego z elementami grozy i literatury obyczajowej.

Przeklęte miasteczko

Rok 1699. Obrzeża brytyjskich kolonii w Ameryce Północnej. Miasteczko Fount Royal, w którym panoszy się zło. Tam właśnie trafia Isaac Woodward – sędzia, i jego sekretarz Matthew, aby przeprowadzić proces kobiety podejrzanej o czary, spółkowanie z Szatanem i działanie na szkodę całej osady. Mimo dowodów i nader przekonujących zeznań świadków, młody asystent nie wierzy w winę Rachel Howarth i rozpoczyna własne śledztwo.

>>Polecamy: Strasznie czy śmiesznie? „Horrorstor” – recenzja książki<<

W jednym z opisów publikowanych w mediach społecznościowych trafiłam na stwierdzenie, że przez tę powieść dosłownie się płynie. Jednak mi udało się rozwinąć żagle dopiero w okolicach dwusetnej strony, gdy akcja nabrała właściwego tempa, a Matthew zyskał nieco większą niezależność i podążając za swą wrodzoną ciekawością, postanowił wyjaśnić wszelkie wątpliwości związane ze świadectwem przesłuchiwanych przez sędziego osób. Od tego momentu trudno było się oderwać od lektury.

Mroczne czasy

McCammon przedstawia wycinek świata z przełomu XVII i XVIII wieku w bardzo rozbudowany i klimatyczny sposób. Podążając za bohaterami ulicami Fount Royal, niemal czułam wilgotne, duszne powietrze znad okolicznych bagien, na wyobraźnię działały też wprawne opisy wyludniającej się osady i budowana przez autora atmosfera epoki naznaczonej niedawnymi procesami czarownic z Salem. Język także został odpowiednio wystylizowany, aby oddać realia tamtego okresu, choć momentami miałam wrażenie, że postaciom „wyrywają się” z ust czasem dość współczesne sformułowania. Niemniej podziwiam pracę Macieja Machały przy tłumaczeniu książki.


Postaci powołane do życia na kartach powieści skonstruowane są różnorodnie i autentycznie, choć miejscami ich zachowanie może wydawać się nieco przerysowane czy nawet abstrakcyjne. To stanowi jednak wspaniały kontrast dla bliższego czytelnikowi, bardziej nowoczesnego i logicznego podejścia do sprawy, jakie reprezentuje Matthew Corbett. Choć i jemu zdarza się działać pod wpływem emocji.

Autor idealnie zarysowuje nam także tło społeczne i mechanizmy wyznaczające rytm życia i wolę przetrwania ludzi z małych osad zakładanych w okresie kolonialnym. Widmo oskarżenia o czary wisiało wtedy nad każdym, kto choćby nieznacznie wyróżniał się z tłumu wyglądem czy umiejętnościami. Takie zarzuty nierzadko stawały się także elementem zemsty czy chęci realizacji własnych interesów, a jeśli zostały oparte na zeznaniach świadków, których nie sposób wprawdzie udowodnić i racjonalnie wytłumaczyć, ale także brakuje narzędzi do ich podważenia, efekt dla niewygodnego osobnika był dosłownie zabójczy.

920

Nie sposób także nie zwrócić uwagi na to, z jaką dbałością o szczegóły wydano tę powieść. Tom liczący dziewięćset dwadzieścia stron oprawiono w twardą okładkę ozdobioną klimatyczną ilustracją oraz ornamentem, który został dodatkowo podkreślony wybiórczym lakierem. I może ten zabieg stał się ostatnio dość modny w oprawach graficznych, ale tutaj pasuje doskonale.

W środku natomiast znajdują się rysunki, stworzone przez Macieja Komudę, stylizowane na ryciny przedstawiające czarownice podczas odprawiania czarów czy usługiwania swojemu Panu, a początek każdego z rozdziałów opatrzono ozdobnikiem. Ta stylistyka idealnie współgra z treścią książki i robi naprawdę imponujące wrażenie.

Ważny jest każdy szczegół

Autor poza przedstawieniem bardzo przekonującej wizji świata z przełomu XVII i XVIII wieku, naznaczonego procesami czarownic i szlakiem płonących stosów, oraz dobrze rozplanowaną akcją powieści zaserwował czytelnikom doskonałą zagadkę kryminalną. Umiejętnie podsuwa liczne tropy i szczegóły, dzięki którym można próbować samodzielnie domyślić się, kto stoi za tragicznymi wydarzeniami rozgrywającymi się w miasteczku oraz mimo objętości książki, nie sposób odczuć znużenia akcją.

Za materiał do recenzji dziękujemy

vesper

zew nocnego ptakaAutor: Robert McCammon

Wydawnictwo: Vesper

Liczba stron: 920

ISBN: 9788377313879

Więcej informacji TUTAJ

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

Nie bójcie się rozmiarów tej książki, gdyż dostaniecie w niej dokładnie to, co na tyle okładki obiecuje wydawca. Rozmach, akcję, barwne postaci i zaskoczenie.
Patrycja Smaga
Patrycja Smaga
Zawód: Grafik, chociaż ani artystką ani projektantem się nie czuje. Posiada aspiracje na ilustratora. Typ osobowości: Introwertyk, domator o trybie wieczornym – sowa. Inne przypadłości: książkoholizm, serialoholizm, kinomania. Znaki szczególne: Duże okulary, nieobecny wzrok, książka pod ręką.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

Nowy Świat ze starymi przywarami. „Zew nocnego ptaka” – recenzja książkiNie bójcie się rozmiarów tej książki, gdyż dostaniecie w niej dokładnie to, co na tyle okładki obiecuje wydawca. Rozmach, akcję, barwne postaci i zaskoczenie.