Z rodziną dobrze jedynie na zdjęciach. „Chrzciny” — recenzja filmu

-

Za możliwość obejrzenia filmu Chrzciny dziękujemy Cinema City Polska

Czy połączenie wiejskiej prowincji, czasów PRL-u, skłóconych krewnych i stanu wojennego może się udać? 

Pani Marianna (matka szóstki dzieci i babcia kilku wnucząt) organizuje chrzciny dla najmłodszego członka rodziny. Wydarzenie jakże ważne, bo w końcu po piętnastu latach udaje się sprowadzić do domu wszystkich najbliższych. Jej głównym celem jest pojednanie mocno powaśnionych synów i córek. Wraz ze wsparciem Najświętszej Panienki robi,  co w swojej mocy, by pod koniec dnia wszyscy padli sobie w ramiona. Jednak jak można się spodziewać, wiele się zmienia, gdy 13 grudnia — w dzień chrzcin — wybucha stan wojenny. 

Kobieta robi wszystko, aby jej krewni nie dowiedzieli się o nagłej decyzji generała Jaruzelskiego.

Z rodziną dobrze jedynie na zdjęciach. „Chrzciny” — recenzja filmu
Kadr z filmu Chrzciny / Andersa Street Art and Media
Jest po prostu smutno

Kultura o PRL-u  mówi w większości z przymrużeniem oka. Lubimy żartować z pustych półek, jedzenia na kartki czy polityki tamtych lat. Czasami tylko wspomina się o tym, jak trudne to były czasy, pełne obaw o jutro, które często wpływały na losy niejednej rodziny. Ten w pewnym sensie unikany temat poruszył Jakub Stoczeń, który w swoim kinowym debiucie Chrzciny podjął cieżkie wyzwanie ukazania traum, strachu i bezradności po ludzku — prawdziwie.

Po opisie filmu kategoryzowanym jako komedia spodziewamy się kolejnej historii wyśmiewającej tamte czasy. Dostajemy jednak masę bólu, żalu, niezgody i ciągłych pretensji. Tytuł nie należy do łatwych, daje do myślenia. Nawet sam Andrzej Konopka grający księdza Wiesława na pokazie przedpremierowym skomentował Chrzciny słowami: „Myślałem, że będzie zabawniejszy”. 

Kontakty pomiędzy poszczególnymi członkami rodziny Pani Marianny opierają się głównie na konfliktach, pretensji i frustracji.  Wszyscy mają dość, każdy myśli o ucieczce. Wieczne kłótnie, tajemnice i…. religijny fanatyzm. Jakub Stoczeń pokazuje bardzo trafnie, jak trudno stworzyć dobre, zdrowe, pełne szacunku do drugiego człowieka relacje.

Myślę, że każdy z nas zna lub słyszał o takiej rodzinie nawet w teraźniejszych czasach, gdzie brak zrozumienia dla innych i zero tolerancji dla obcych poglądów doprowadziły do wieloletniej nienawiści i urwania wszelkich kontaktów.

Czy skromność twórców jest kluczem do sukcesu?

Oglądając Chrzciny, odnosi się wrażenie, że jest się w teatrze. Ujęcia bardzo proste, wręcz specyficzne, skupiające się jedynie na aktorach, gdzie tło nie ma większego znaczenia. Kamera momentami drga, co utrudnia odbiór. Odnosi się wrażenie, że montaż jest niedopracowany i lekko chaotyczny. Sama historia w większości dzieje się w jednym miejscu. Tło muzyczne bardzo skromne, odróżniające się od skomplikowanych i różnorodnych ścieżek dźwiękowych, jakie znamy z innych filmów.

Na olbrzymi plus zasługują piękne zdjęcia Bartka Cierlicy, które w sposób zachwycający pokazują uroki Polskiej wsi zimą.

Aleja gwiazd

Trzeba przyznać, że jak na debiut reżyserski to Jakubowi Stoczeniowi udało się zaprosić do współpracy dobre grono artystów. Mamy tych bardziej doświadczonych, jak Żurawski, Bykowska, Konopka, i tych młodszych: Chyczewską, Gierszewską czy Włosokę.

Z rodziną dobrze jedynie na zdjęciach. „Chrzciny” — recenzja filmu
Kadr z filmu Chrzciny / Andersa Street Art and Media

Na pierwszy plan oczywiście wychodzi Katarzyna Figura w roli Marianny, która była rewelacyjna. Udowodniła na ekranie, że kojarzenie jej tylko z blond seksbombami to jedna wielka pomyłka. Na dużą pochwałę zasługuje także Maciej Musiałowski, po którego postaci najbardziej widać, jak zmienia się i dzięki niej gęstnieje atmosfera w tej „idealnej” rodzinie.

Niestety nawet dobra obsada nie jest w stanie nadać filmowi odpowiedniego tempa. Mamy z minuty na minutę rosnące emocje, ale brak tutaj planu i puenty. Widz oczekuje mocnego zakończenia, które byłoby wisienką na torcie i scaliło historię. Nie ma znaczenia, czy byłoby ono dobre czy złe, ale powinno jednak  być JAKIEŚ, z charakterem. Dostajemy jednak totalnie absurdalną końcówkę, która pozostawia jedynie niesmak, zdziwienie i frustrację, że reżyser nie wykorzystał w pełni swoich możliwości. Jakub Stoczeń chyba nie do końca wiedział, na czym w pełni się skupić, więc odbiorca fabułowo dostaje miszmasz wszystkiego.

Chrzciny to dobry obraz o trudach relacji w rodzinie i niestety nic więcej.

Z rodziną dobrze jedynie na zdjęciach. „Chrzciny” — recenzja filmuTytuł w oryginale: Chrzciny

Reżyser: Jakub Skoczeń

Rok Produkcji:  2022

Czas trwania: 1 godz. 28 min.

podsumowanie

Ocena
5

Komentarz

„Chrzciny” to komedia, która stała się dramatem o skomplikowanych relacjach w rodzinie. I niestety nic więcej.
Weronika Penar
Weronika Penarhttps://recenzowniaksiazkowa.blogspot.com/
Z zawodu behawiorystka i badaczka kociego zachowania -  nic co kocie, nie jest jej obce. Z zamiłowania czytelniczka dobrych kryminałów i książek przygodowych, kinomaniaczka i ciągła podróżniczka. Jeśli nie biega na swojej uczelni, nie uczy studentów lub nie czyta pod kocem książek, to na pewno podróżuje, szukając swojego miejsca w świecie.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

„Chrzciny” to komedia, która stała się dramatem o skomplikowanych relacjach w rodzinie. I niestety nic więcej.Z rodziną dobrze jedynie na zdjęciach. „Chrzciny” — recenzja filmu