Wolność za wolność? „Siedem dni” – recenzja filmu

-

Odwieczny konflikt pomiędzy Palestyną a Izraelem od lat wywołuje wiele emocji zarówno w mediach, jak i prywatnych rozmowach. Nie każdy zdaje sobie sprawę z jego przyczyn, ale wszyscy dostrzegają brutalność obu stron, z przerażeniem śledząc wiadomości ze świata. Scenariusze pisane przez życie często wzbudzają zainteresowanie producentów filmowych. Ich odzwierciedlenie wymaga wiele pracy i zaangażowania oraz poznania rozwoju wydarzeń z różnych punktów widzenia. Jak twórcy Siedmiu dni poradzili sobie z odtworzeniem historii porwania samolotu pasażerskiego przez terrorystów w 1976 roku? Z pewnością nie było to łatwe zadanie. Bezwzględność zbrodniarzy przeplata się z niewinnością zakładników. Kto wyjdzie zwycięsko z tej dramatycznej sytuacji?

Na początku chciałabym wspomnieć, że bardzo sobie cenię filmy oparte na prawdziwych wydarzeniach – dzięki nim mogę poznać historię nierzadko mającą wpływ na sytuację w świecie, którym żyjemy. Takie produkcje zazwyczaj nie pozostają bez odzewu. Wzbudzają w widzach sprzeczne emocje, a ich autorzy zmuszają do analizy tematu, którego dotyczą, starają się coś wyjaśnić, a czasem sprostować.

Kadr z filmu „Siedem dni”

Ataki terrorystyczne to ogromne zagrożenie. Osoby podejmujące się tak drastycznego zadania wydają się pozbawione pozytywnych uczuć. Czy rzeczywiście tak jest? Co nimi kieruje? Wbrew pozorom są to niejednoznaczne postaci – poznając je lepiej, możemy przekonać się, że w każdym tkwi choćby ziarenko dobroci…

Porwanie samolotu

Muszę przyznać, że gdyby nie ten film nie wiedziałabym, że w przeszłości miała miejsce akcja antyterrorystyczna izraelskiego rządu nazwana Entebbe – od miejscowości, w której przetrzymywano zakładników. Nic dziwnego, gdyż rozgrywała się prawie 20 lat przed moim urodzeniem. Oglądając tę produkcję, mogłam poznać z bliska niektóre aspekty konfliktu pomiędzy Izraelem a Palestyną, być obserwatorem wydarzeń z 1976 roku, dostrzegającym z różnych stron ich szczegóły oraz motywy postępowania bohaterów. Czego dokładniej dotyczy fabuła?


Samolot francuskich linii lotniczych zostaje porwany przez czwórkę zamachowców – początkowo niezwykle zdeterminowanych i przekonanych o słuszności swojego postępowania. Wśród nich jest para niemieckich rewolucjonistów – Brigitte Kuhlman (Rosamund Pike) i Wilfried Böse (Gregory Burke). Możemy podziwiać doskonałą grę aktorską będącą wyrazem zaangażowania i poświęcenia, które włożyli w swoją pracę. Dialogi pomiędzy porywaczami prowadzone są w ich ojczystym języku, co sprawia wrażenie naturalności, idealnie oddając klimat rozmów i pełen emocji nastrój. Nie omieszkam nadmienić, że aktorka języka niemieckiego uczyła się wyłącznie na potrzeby tej roli. Świadczy to o tym, że było to dla niej bardzo ważnym wyzwaniem.

Kadr z filmu „Siedem dni”

Wracając do fabuły: premier Izraela zostaje postawiony przed trudnym wyborem. Zamachowcy żądają uwolnienia wielu terrorystów w zamian za wolność uprowadzonych osób. Czy zgodzi się on wykonać taki krok, a może poświęci życie setki niewinnych osób w imię szeroko rozumianego dobra społecznego? Obserwując dylematy izraelskiego rządu, do końca nie jesteśmy pewni jego decyzji. Rozpoczyna się trudny tydzień, który trwa, wydawać by się mogło, nieskończenie długo a my przeżywamy go dzień po dniu.

Klimat niepewności od pierwszych minut seansu

Decydując się na obejrzenie tego filmu, tak naprawdę nie byłam pewna, czego mogę się spodziewać. Zazwyczaj nie gustuję w tego typu tematach, ale jestem bardzo zadowolona, że skusiłam się na niego. Wszystko gra idealnie, film jest dopracowany od pierwszej minuty – takie odniosłam wrażenie. Już początkowa scena na lotnisku trzyma widza w napięciu. Uczucie to będzie mu towarzyszyć przez cały czas trwania seansu.

Aktorzy odegrali swoje role celująco. Stworzyli atmosferę przesiąkniętą emocjami. Z niecierpliwością czekałam na rozwój wydarzeń. Szczególnie zachwycił mnie duet Pike-Brühl. Mężczyzna wiarygodnie oddał osobowość porywacza, którego w pewnym momencie dopadają wątpliwości. Jego partnerka sprawia wrażenie bardziej zdecydowanej, ale obserwujemy także jej drobne słabości, które dają o sobie znać w końcowej fazie całej akcji. Klimat niepewności przykuwał moją uwagę, byłam całkowicie pochłonięta grą aktorską igrającą ze mną, poniekąd drażniącą i sprawiającą, że z niecierpliwością czekałam na finał.

Emocjonujące widowisko

Na uwagę zasługuje również fantastyczne wtrącenie do filmu występu zespołu tańca nowoczesnego. To niezwykle podniosło jego poziom i dostarczyło mi niezapomnianych wrażeń. Film rozpoczyna się od sceny z jego udziałem i zarysowania problemu, którego dotyczy. Przez dłuższy czas nie mamy do czynienia z tancerzami, ale nie martwcie się, powrócą i to z takim przytupem, że będziecie nimi zachwyceni. Twórcy produkcji połączyli ten motyw z akcją antyterrorystyczną, przeplatając te sceny ze sobą, co dodaje obrazowi wyrazistości i wyzwala ogromne emocje.

Kadr z filmu „Siedem dni”

Wątek ten pozwala nam również poznać duet innych bohaterów, którzy też mają udział w tych wydarzeniach – tancerkę i jej pracującego w wojsku chłopaka. Obserwujemy ich niecodzienne dylematy i przede wszystkim strach. Podczas seansu czułam ich obawę przed rozwojem wydarzeń. Obawę nie tylko zakładników, porywaczy, ale także jednego z komandosów i jego dziewczyny. Dlaczego to muszą być właśnie oni? Pytanie to niezmiennie pozostaje bez jasnej odpowiedzi. Razem z nimi byłam przejęta trwogą o ich życie.

Taniec i towarzysząca mu muzyka perfekcyjnie spełniły swoje zadanie. Napisy końcowe również są wzbogacone występem, który z pewnością ma swoje przesłanie o sytuacji panującej od lat na Bliskim Wschodzie.

Selekcja i narodowa przynależność

Seans ten dostarcza nam także polityczno-historycznej wiedzy. Obserwujemy powtarzające się schematy sprzed lat. Na pokładzie znajdują się Francuzi i Izraelczycy. Zostaje dokonana selekcja pasażerów skazująca na dalszą niepewność ludzi, których jedynym grzechem było urodzenie się w tym, a nie innym kraju. Niemcy przeciwko Żydom. Ich postępowanie determinuje miłość lub nienawiść do ojczyzny. Te informacje dodają obrazowi znaczenia, które stawia go wysoko na mojej liście najlepszych dramatów opartych na prawdziwych wydarzeniach.

Na koniec pokrótce wspomnę o moralnej postawie załogi samolotu, która zasługuje na wielkie uznanie oraz dążeniu premiera Izraela do pokoju, którego do tej pory nie udało się uzyskać. Z pewnością produkcja ta ma swoje wady – może wydawać się upolityczniona. Jednak ja odebrałam ją bardzo dobrze. Wczułam się w fabułę, która, poprowadzona i odegrana tak umiejętnie, przekonała mnie swoją prawdziwością, trzymając w napięciu do ostatnich minut.

 

 

Tytuł oryginalny: Entebbe

Reżyseria: José Padilha

Rok powstania: 2018

Czas trwania: 21 godzina 47 minut

Paulina Adamczuk
Indywidualistka szukająca nowych wyzwań. Pasjonatka literatury z zamiłowaniem do kryminałów, uwielbia zagadki i mroczne klimaty. Chętnie buja w obłokach oderwana od rzeczywistości poznając fantastyczny świat popkultury. Specjalista od spraw nieziemskich - nic, co trudne nie jest jej straszne. Nie zaczyna dnia bez uśmiechu, czarnej kawy i dobrej książki.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu