Strzeż się nieubezpieczonych! „Skandal w angielskim stylu” – recenzja serialu

-

Od początku listopada na HBO można obejrzeć miniserial Skandal w angielskim stylu z Hugh Grantem w roli głównej. Wyreżyserowana przez Stephena Frearsa produkcja jest adaptacją książki Johna Prestona opartej na biografii Jeremy’ego Thorpe’a – pierwszego polityka zasiadającego w parlamencie, któremu wytoczono sprawę o tak poważne zarzuty, jak udział w spisku i próba zabójstwa.
Niesławny romans

Polityczna kariera Jeremy’ego Thorpe’a rozwijała się prężnie, zasiadał w tajnej Radzie Królewskiej, później został przywódcą Partii Liberalnej, miał również w planach objąć stanowisko premiera. Na drodze stanęła mu pewna relacja z przeszłości, która, mimo zakończenia, przez lata co jakiś czas dawała o sobie znać, tym samym zagrażając reputacji cenionego polityka. Norman Scott, przedstawiający się pod różnymi nazwiskami, dawny wieloletni kochanek Jeremy’ego, gdy jego życiowe koleje znowu sprowadzały go do roli nędzarza i żebraka bez ubezpieczenia, a co za tym idzie prawa pracy, przypominał się Thorpemu celem otrzymania obiecanej legitymacji ubezpieczeniowej. Czynił to różnymi metodami, otwarcie przyznając się do homoseksualnych stosunków, jakie ich łączyły. Polityk jednak, zamiast dać to, czego były kochanek żąda od lat, podjął próby uciszenia go. I nie czynił tego bynajmniej dlatego, że związki homoseksualne są karalne, gdyż parę lat wcześniej pederastię zniesiono z listy przestępstw. Co zatem kierowało działaniami Jeremy’ego? Powodów może być kilka. Początkowo mogła to być obawa o utratę głosów nawet liberalnych wyborców, która nie pozwoliłaby mu wspiąć się na kolejne szczeble kariery politycznej. Tym bardziej że Norman pochodził z najniższej klasy społecznej. Później była próba podtrzymywania kłamliwej narracji o znikomych kontaktach z Normanem, którą karmił swoje kolejne żony, matkę, wyborców i pracowników parlamentu. Bez względu na motywacje bohatera, złożoność jego działań może wydawać się nieproporcjonalna do prostoty rozwiązania problemu. Ale to chyba nie byłoby w angielskim stylu…

Strzeż się nieubezpieczonych! „Skandal w angielskim stylu” – recenzja serialu
Kadr z serialu
Nierówni wobec prawa

Kuriozalna historia Thorpe’a została w serialu rozłożona na trzy części, odpowiadające klasycznemu modelowi szkolnego wypracowania. Wstęp – już pierwszy kadr, będący zbliżeniem na talerz z tatarem i jajkiem sadzonym, za którego konsumpcję zabiera się Jeremy, zdradził zamiłowanie postaci do cielesnych namiętności. Następujące później sprośne rozmowy Thorpe’a z Bessellem o seksualnych preferencjach potwierdzą, że nadzwyczajna troska o potrzeby ciała będzie tym, co wpakuje głównego bohatera w kłopoty. W tej części poznajemy szczegóły dawnego romansu polityka. Rozwinięcie równolegle przedstawia dalsze losy kochanków, którzy z rozsądku postanawiają ożenić się z kobietami, co miałoby rozwiązać ich problemy – bez skutku, gdyż ścieżki życia mężczyzn znowu się splatają. Zakończenie stanowi wielka sprawa w sądzie, w którym polityk skutecznie walczy o reputację, a Norman próbuje swoją osobą i historią zwrócić uwagę publiczności na ofiary systemu, porzucone, na marginesie społeczeństwa, pozbawione podstawowych praw i, jak potwierdza to ostateczny wyrok, niezasługujące na poważne traktowanie ze strony władzy. Tym samym serial, choć opowiada o wydarzeniach z przełomu lat 60. i 70., ilustruje wciąż aktualną wyraźną dysproporcję między prawami poszczególnych klas społecznych oraz problem mniejszości, której głosu nikt nie chce słuchać i uwzględniać w decydujących kwestiach.

Strzeż się nieubezpieczonych! „Skandal w angielskim stylu” – recenzja serialu
Kadr z serialu
Angielski styl

Jednak nie sama oparta na faktach fabuła tworzy ten serial. To prawda, że opowieść została sprawnie wyreżyserowana, scenariusz budowany na dyskretnym, brytyjskim humorze nie pozwala widzowi się nudzić, a aktorzy dość dobrze odnajdują się w swoich rolach – nawet ta niezmienna „hughgrantowość”, tak potwornie irytująca w wielu filmowych kreacjach, tu nie gryzie się z podszytą pod angielską elegancję fałszywością, przemieszaną z bojaźnią rolą ambitnego polityka. Jednak najmocniejszą stroną niniejszej produkcji jest tło opowieści. Czas akcji – lata 60. i 70. – stanowi wdzięczny okres dla scenografii i kostiumów. Łatwo zauroczyć widzów wystrojem wnętrz, samochodami, rekwizytami i strojami bohaterów, które w historii mody stoją na granicy między znaną nam współczesnością a stopniowo odchodzącą od XIX-wiecznych wzorów klasyką pierwszej połowy XX wieku. Prosty, powtarzalny motyw muzyczny zamyka tę opowieść w kameralnej aurze, sprawiając wrażenie, że nie mamy tu do czynienia z krajowym skandalem, lecz lokalną, małomiasteczkową aferą, którą łatwo zamieść pod dywan – co też ostatecznie się dzieje.

Kuriozalność serialowej opowieści sprawia, że czasem wydaje się ona niewiarygodna.  A jednak autentyczność tej historii mówi wiele nie tylko o brytyjskim podejściu do rozwiązywania problemów, powszechnym lekceważeniu głosu mniejszości, ale przede wszystkim uświadamia nam, jak często sami lubimy sobie komplikować życie, nawet gdy obok pojawiają się całkiem proste rozwiązania.

 

Katarzyna Kurowska
Katarzyna Kurowskahttp://przekladanieckulturalny.pl
Czyta od 5. roku życia, zaczytywała się już we wszystkich rodzajach i gatunkach, ostatnio najbardziej ceni literaturę postmodernistyczną. Żyje PRL-em zmitologizowanym przez współczesną kulturę, karmi się kinem kulinarnym, a spośród komiksów wyłapuje kobiece narracje. Jest jedną z nielicznych osób na świecie, które gry planszowe traktują poważnie, naukowo. W jej szafie nie uświadczysz spodni, za to wiele fantazyjnych rajstop. Taniec zastępuje jej siłownię i poranny jogging. Cierpi na nadmiar pomysłów i wieczny niedobór czasu.

Inne artykuły tego redaktora

1 komentarz

  1. Najmocniejszą stroną serialu jest ukazanie homoseksualistów jako ludzi, którzy też potrafią być podli, wyrachowani, rozwydrzeni, rozkapryszeni i nieodpowiedzialni. Nie bez przyczyny bohater grany przez Wishawa częściej irytuje niż wzbudza współczucie lub sympatię, podobnie zresztą Hugh Grant. W dobie poprawności politycznej, gdy gejów przedstawia się jako szlachetne, niewinne i bezbronne ofiary bezdusznego systemu, to spory powiew świeżości. Twórcy oczywiście popierają ideę tolerancji i akceptacji homoseksualizmu, ale już jeśli chodzi o same metody walki „bojowników” o prawa gejów i zachowania liderów środowisk homoseksualnych, mają do tego sporo zastrzeżeń.

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu