Świat za ponad tysiąc lat. „Zabójcze maszyny” – recenzja filmu

-

Z pewnością każdy z nas zastanawiał się kiedyś, jak będzie wyglądało życie na Ziemi za sto, dwieście czy nawet pięćset lat. Możemy wyobrażać sobie naszą planetę jako siedlisko niepojętego na tę chwilę postępu technologicznego. Jednak tak jak nieubłagany jest upływ czasu, równie nieprzewidywalne są koleje ludzkiego losu. Wszystkie teorie na temat przyszłości okazują się poparte nauką. Gatunek fantastyki zwany science fiction może na nich bazować albo też ustalać własne prawa i założenia. Z tego też względu twórcy go tworzący mają szerokie pole do popisu, co sprawia, że ich utwory prawie zawsze wzbudzają w odbiorcach zdziwienie, czasami też niedowierzanie. Zabójcze maszyny to film, do którego scenariusz napisał sam Peter Jackson, bez wątpienia nie trzeba tej persony nikomu przedstawiać. Czy najnowsze dzieło współtwórcy Władcy Pierścieni, Hobbita a także King Konga także odniesie niebywały sukces?

Skąd tym razem słynny scenarzysta zaczerpnął pomysł na fabułę tej produkcji? Myślę, że nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że to jego kolejna adaptacja powieści z gatunku science fiction. Przyszłość naszego globu, opisana w książce Reeve’a, w której miasta zamieniają się w maszyny na kółkach, to dość nietypowa wizja, przez co jest także zaskakująca i wzbudza ciekawość potencjalnych widzów. Peter Jackson niewątpliwie uznał, że ma ona ogromny potencjał, bo postanowił wziąć udział w ukazaniu jej na wielkim ekranie.

Kadr z filmu „Zabójcze maszyny”

Silniejszy wygrywa, słabszy przegrywa

Akcja filmu rozgrywa się ponad tysiąc lat od teraz. Rzeczywistość, w której obecnie żyjemy, jest już starożytnością dla bohaterów Zabójczych maszyn. Nasza cywilizacja została zniszczona w zaledwie sześćdziesiąt minut. Nowy świat ma zupełnie inny wygląd. Miasta przeobraziły się w potężne maszyny –  aby przetrwać, polują na mniejsze osady, wchłaniając je w siebie. Najpotężniejszym z nich jest Londyn, zarządzany przez burmistrza, dla ktorego pracuje Thaddeus Valentine (Hugo Weaving), człowiek dwulicowy, ukrywający wrogie zamiary wobec innych miast. Swoim postępowaniem zraził do siebie parę osób, między innymi tajemniczą młodą dziewczynę –  Hester Shaw (Hera Hilmarsdóttir). Co takiego uczynił ten mężczyzna, iż zasłużył na jej nienawiść? Zapraszam do miejsca, w którym walka o przetrwanie trwa bez przerwy.

Spektakularny początek

Efekty specjalne to zdecydowanie mocna strona tej produkcji, już pierwsza scena z rozmachem wprowadza nas do świata maszyn będących miejscem życia ówczesnych ludzi. Christian Rivers zapoznaje nas z nim w sposób ekspresyjny obrazując prawa nim rządzące. Dynamizm to cecha przewodnia całej akcji. Fantastyczne zdjęcia w połączeniu z rewelacyjną muzyką tworzą widowisko, od którego nie chce się odrywać wzroku. Chociaż zostajemy zbyt szybko wprowadzeni w całą historię, to obraz wyraźnie przedstawia wizję przyszłej rzeczywistości. Możemy z zachwytem podziwiać wytwory ludzkiej wyobraźni – jak pięknie i niezwykle wyglądają miasta z budowlami współcześnie nam znanymi. Po początkowym zamieszaniu wszystko zostaje dopowiedziane i wyjaśnione, umiejętnie kreując historię przyciągającą uwagę i skupienie widza. Poznajemy elementy fabuły z zawrotną szybkością, zwalniającą na chwilę w kilku ważnych sytuacjach.


Kadr z filmu „Zabójcze maszyny”

Reżyser  postawił na efekty specjalne, unikając dłuższego rozwoju scen. Zostajemy wrzuceni na naprawdę głęboką wodę, jednak bez trudu powinniśmy się z niej wynurzyć. Tempo akcji zachwyca swoim rozmachem, nie zabraknie również momentów pełnych tajemnic – za sprawą Hester, której historia wzbudza czujność odbiorcy, intryguje, a także wywołuje u niego współczucie i smutek. Jedynie wątek ze Shrikem (Stephen Lang) mógł zostać rozegrany inaczej – zagrać na czułych strunach oglądających. Nie zaprzeczam, że byłam przejęta losem tej postaci, jednak nie na tyle, by poczuć wzruszenie. Niemniej film mnie zachwycił, szczególnie pomysł na tak skonstruowany przyszły świat. Z przejęciem śledziłam rozwój wydarzeń oraz z niepokojem obserwowałam poczynania bohaterów.

Kupuję to nawet w ciemno

Niewątpliwie nawt filmoznawcy i fani science fiction zauważą mankamenty obrazu, jak  nieskomplikowane dialogi, płytka, schematyczna fabuła i tym podobne niuanse. Tak – uważam, że w przypadku tego filmu są to właśnie niuanse. Całość broni się i to bardzo dobrze. Oczywiście mogę napisać, że istnieją lepsze produkcje. Wiem jednak, iż na pewno wielu osobom spodoba się ta poniekąd prosta forma scenariusza i ograniczenie całej fabuły zaledwie do kilku wątków. Uwaga, bo to historia nie tylko o miastach, ale także o ludziach. W pełni ją akceptuję i z przyjemnością obejrzałabym ten film jeszcze raz.

Kadr z filmu „Zabójcze maszyny”

Aktorzy i grane przez nich postaci wywołują pozytywne wrażenie, nikt nie jest irytujący ani niepotrzebny. Każdy odgrywa ważną rolę i wszystkie sceny mają swoje znaczenie. Stworzyli oni obraz, który nawet doświadczony krytyk filmowy powinien uznać za ponadprzeciętny, a zwykli zjadacze chleba i osoby stroniące od science fiction bez wątpienia mogą się nim zachwycić. Miłym urozmaiceniem są sceny humorystyczny i chociaż nie były na najwyższym poziomie, to stanowiły atrakcyjny przerywnik.

Wizja świata przedstawiona w Zabójczych maszynach z pewnością nie zachęca, by w nim żyć, ale intryguje swoją specyfiką. Historia bohaterów zaskakuje, wciąga i porusza na tyle, że czas trwania filmu się nie dłużył. Końcowe sceny mogą wydawać się przewidywalne, ale w  przeważającej części obraz trzyma w napięciu. Wychodząc z kina, dostrzegłam piękno otaczającego mnie świata, a uśmiech długo nie schodził z mojej twarzy.

Za możliwość obejrzenia filmu dziękujemy Multikino Lublin

 

Tytuł oryginalny: Mortal Engines

Reżyseria: Christian Rivers

Rok powstania: 2018

Czas trwania: 2 godziny 8 minut

Paulina Adamczuk
Indywidualistka szukająca nowych wyzwań. Pasjonatka literatury z zamiłowaniem do kryminałów, uwielbia zagadki i mroczne klimaty. Chętnie buja w obłokach oderwana od rzeczywistości poznając fantastyczny świat popkultury. Specjalista od spraw nieziemskich - nic, co trudne nie jest jej straszne. Nie zaczyna dnia bez uśmiechu, czarnej kawy i dobrej książki.

Inne artykuły tego redaktora

1 komentarz

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu