Starcie ze Skałą. „Escape Room: Ucieczka z Alcatraz” – recenzja gry

-

Zacznijmy od krótkiej lekcji historii. Mamy rok 1934. Na smaganej zimnymi wiatrami wyspie Alcatraz, leżącej pod nosem rozświetlonego San Francisco, zostaje uruchomione więzienie o zaostrzonym rygorze. Wypełnione najgroźniejszymi kryminalistami, zapewnia stosowną karę za poważne przestępstwa. Były obiekt wojskowy nie okazuje litości osadzonym. Szara masa betonu dosyć szybko staje się symbolem niepokonanego wymiaru sprawiedliwości. Pomimo wielu prób ucieczki, oficjalnie nikomu nie udaje się zbiec, aż do zamknięcia ośrodka w 1963.

Alcatraz.

Obecnie synonim więzienia i kary. Poprzez lata powstało wiele tekstów kultury eksploatujących ten temat, choćby Ucieczka z Alcatraz, nazwana „najbardziej wyrazistym filmem Donalda Siegela”. Motyw zakładu karnego doskonale komponuje się z ideą escape roomów, czyli pokoi pełnych zagadek, w których zamyka się śmiałków, mających za zadanie odnaleźć drogę do wyjścia. Nic zatem dziwnego, że powstała kombinacja tych dwóch światów. Oto, dzięki wydawnictwu FoxGames, do naszych kieszeni trafia niepowtarzalna przygoda. Tak, dokładnie. Miałem na myśli to, że jest jednorazowa.

Szary sufit, kraty w oknach

Przejdźmy do opisu komponentów gry. W małym pudełeczku dostajemy uporządkowaną talię sześćdziesięciu czterech kart oraz tajemniczy arkusz, który wykorzystamy w dalszych etapach zabawy. Same kartoniki są dwustronne. Na awersie mamy dużą grafikę, często konieczną do rozwiązania zagadki, wydrukowanej na dole. Na odwrocie znajduje się zazwyczaj rozwiązanie i opis następnych kroków. Całość jest ilustrowana raczej przeciętnie. Dobrze oddaje więzienny klimat, czyli szarość i nudę. Nie jest to brzydkie, ale brakuje pazura. Elementy gry są solidnie wykonane i zapewniają dobre wrażenia z rozgrywki.

Mistrzowski plan ucieczki

Zabawa polega na odkrywaniu kolejnych kart i rozwiązywaniu znajdujących się na nich zagadek. Wygląda to tak, że dostajemy wstęp fabularny i pytanie, często wymagające kojarzenia informacji z poprzednich etapów. W tym miejscu należą się potężne pochwały autorowi łamigłówek. Są one lekko wymagające, będąc jednocześnie przystępnymi dla każdego użytkownika. Nie korzystają ze specjalistycznej wiedzy – wystarczy mieć głowę na karku, bystre oko i zdolność łączenia faktów, by bez problemu dotrzeć do wielkiego finału.


Gdy skończymy się zastanawiać na danym problemem i jesteśmy w miarę pewni odpowiedzi, możemy odwrócić kartę. Na drugiej stronie znajdziemy poprawne rozwiązanie, wraz z wytłumaczeniem, oraz kolejne kroki, jakie należy przedsięwziąć. Jeżeli źle odpowiedzieliśmy na zagadkę, dodatkowo spotyka nas negatywny efekt, opisany na dole kartonika. Zazwyczaj jest to zmniejszenie punktów na koniec zabawy.

Warto tu zaznaczyć, że forma rozwiązania nie jest idealna. Dostajemy jedną poprawną, narzuconą odpowiedź i czasami nasza pomysłowość może nie być przewidziana przez autora. Nawet pomimo tego, że rozwiązanie ma sens. Lekka bolączka, ale nie trafia się zbyt często.

Podczas gry uzbieramy także spore stosiki znajdziek, które mogą nam się przydać w najmniej spodziewanym momencie. Są to specjalne kartoniki, zawierające dodatkowe informacje, bądź przydatne grafiki. Jedna z nich jest wydrukowana w formacie A4 i przyda się wielokrotnie, ale nie zdradzę więcej szczegółów, by nie psuć zabawy.

W naszym skromnym zbiorku znajdziemy także dwie specjalne karty. Pierwsza z nich to ściągawka, pozwalająca nam bezkarnie zdobyć podpowiedź do danej zagadki. Sprawia to, że gra nie utknie w miejscu i zachowa dobre tempo. Drugą jest notatnik na punkty. W momencie, gdy źle odpowiemy na zagadkę, zgodnie z instrukcją, zwiększamy tak zwany poziom alarmu, bądź robimy tyle znaczków X, ile mamy symboli tego pierwszego. Iksy,które zanotujemy na tej karcie, zmniejszają nam wynik na koniec zabawy. Ponadto ten kartonik zawiera także miejsce, by zapisać godzinę rozpoczęcia i skończenia zabawy, co jest mechaniką znaną wszystkim wyjadaczom uciekania z pokojów. Nasz ostateczny wynik będzie zależeć właśnie od liczby znaczków X oraz czasu rozwiązania całości. Można to wykorzystać, by porównać wyniki ze znajomymi czy rodziną.

Jakość życia w zaostrzonym rygorze

Ucieczkę z Alcatraz ciężko zestawiać z innymi grami karcianymi czy planszowymi. Jej założeniem jest jedno podejście, bardzo intensywne, ale już nie do powtórzenia. Sama rozgrywka też nie ma prawie żadnych mechanik czy zasad. Ot, rozwiązujemy kolejne zagadki, aż do finału. Nie jest to jednak w żadnym wypadku wada, bo samo rozgryzanie łamigłówek pochłania niczym bindżowanie Rancza. Doskonale została tu oddana mechanika escape roomów. Gra świetnie sprawdzi się w roli wprowadzenia w ten typ zabawy, oferując niski próg wejścia, bez wychodzenia z domu. No dobra, trzeba wyleźć, by odebrać paczkę od kuriera czy z paczkomatu, ale to marginalny wysiłek.

Ciężko powiedzieć coś na temat fabuły bez zdradzania sekretów gry, zatem skomentuję tylko tyle, że jest udana i przyjemna, choć momentami bardzo naiwna i przekombinowana. Autorzy też nie do końca zdają sobie sprawę z rzeczywistych warunków panujących w Alcatraz, toteż nie ma co uczyć się z niej historii.

Jak się bawiłem przy tej grze? Niesamowicie dobrze. Rozgrywka stawia spore wyzwania i prezentuje interesujące wydarzenia. W bardzo przyjemny sposób gimnastykuje umysł i otwiera człowieka na nowe rozwiązania. Według mnie, zdecydowanie warto dać szansę Ucieczce z Alcatraz, zwłaszcza że można bawić się nawet do sześciu osób, w dość zróżnicowanych grupach. Całość podejścia powinna zająć do dwóch godzin, a nawet około trzech kwadransów. A po skończeniu, karty można ułożyć i dać swoim znajomym.

Chyba że ich cela jest zbyt daleko albo, co gorsza, siedzą w karcerze.

Tytuł: Escape Room: Ucieczka z Alcatraz

Liczba graczy: 1-6

Wiek: 8+

Czas rozgrywki: 30-90 minut

Wydawnictwo: FoxGames

 

 

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu FoxGames, więcej o grze przeczytacie tutaj:

podsumowanie

Ocena
8

Komentarz

Przyjemna gra z pomysłowymi zagadkami oraz powiewem świeżości. Brakuje troszkę wyrazistości i zasady czasami mogą budzić wątpliwości.
Jakub Socała
Indywidualista, intelektualista, idealista, informatyk. Miłośnik Gothica, dobrej kuchni i eksperymentowania. Geek, nerd i kujon, co w domu wysiedzieć nie może.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu