Porywacz dzieci. „Slender Man” – recenzja filmu

-

Opowieść o Slender Manie to jedna z najbardziej popularnych  amerykańskich legend miejskich, która w zawrotnym tempie, niczym wirus, zainfekowała cały internet, a także stała się źródłem wielu inspiracji. Postać chudego, wysokiego mężczyzny bez twarzy, odzianego w czarny garnitur, porywającego dzieci do swojego świata zaczęła żyć własnym życiem. W sieci można znaleźć masę zmodyfikowanych fotografii przedstawiających go w różnych miejscach, najczęściej w lasach, a także poświęcono mu grę komputerową. Jego osoba pojawia się również w rzeczywistości, gdyż w 2014 roku, rzekomo pod jego demonicznym wpływem, doszło do zaatakowania nastolatki.
Może to coś więcej niż miejska legenda…

Wspomniane wyżej zdarzenie, przypominające sceny żywcem wyjęte z makabrycznego horroru, na zawsze pozostaną w pamięci mieszkańców Waukesha, małego sennego miasteczka. To właśnie w nim w 2014 roku doszło do zaatakowania 12-letniej Payton Leutner przez jej dwie koleżanki, które rzekomo chciały ją złożyć w ofierze Slender Manowi. Sprawczynie zadały swojej rówieśniczce aż dziewiętnaście ciosów nożem. Na szczęście nastolatka przeżyła ten atak, a obie dziewczyny trafiły do szpitala dla psychicznie chorych. To nie jedyna taka sytuacja, było ich znacznie więcej.

Kadr z filmu „Slender Man”

W tym samym roku inna nastolatka usiłowała zabić swoją  matkę, twierdząc, że porywacz dzieci istnieje naprawdę i zmusił ją do popełnienia przestępstwa. Była zafascynowana jego postacią, tworzyła przerażające rysunki. Podczas próby zabójstwa miała na sobie białą maskę.

Było też jedno podpalenie domu z rodzicem i dzieckiem w środku oraz fala samobójstw, jaka przetoczyła się na początku 2015 roku wśród młodych osób w przedziale wiekowym 12-24 lat, zamieszkujących rezerwat Indian Pine Ridge.

Przytoczone powyżej przykłady potwierdzają tylko to, jak silne jest oddziaływanie  mass mediów na wyobraźnię młodych osób – zwłaszcza internetu. Czasami też, co pokazują wspomniane incydenty, powszechny dostęp do informacji może stać się przyczyną tragedii. Istnieje prawdopodobieństwo, że to, co znajdziemy w wirtualnym świecie, zainspiruje kogoś do popełnienia straszliwej zbrodni.

Kadr z filmu „Slender Man”
Horror o nastolatkach dla nastolatków

Początkowo Slender Man miał być przerażającym obrazem w psychodelicznym i mrocznym klimacie. Jednak aby uzyskać jak największy rozgłos i dotrzeć do możliwie najszerszej grupy odbiorców (również do młodszego grona widzów), twórcy musieli zredukować ilość wywołujących grozę scen, konsekwentnie pozbyć się wielu wątków, otrzymując w ten sposób kategorię wiekową PG-13. Tak więc mająca niesamowity potencjał historia stała się mało strasznym i nieciekawym horrorem dla nastolatków. To duży minus produkcji, która była jedną  z najbardziej wyczekiwanych przez fanów gatunku w tym roku. Jak dotąd spotkała się z dużą krytyką. Wszyscy liczyliśmy na solidne widowisko, tymczasem otrzymaliśmy mało rozbudowany obraz i jałową farsę.


Strach ma wielkie oczy

Poza tym, że obraz nie wywołuje większych emocji, posiada również wiele innych mankamentów. Główne zastrzeżenia dotyczą samej postaci Slender Mana, co do której można odnieść silne wrażenie, że nawet w połowie nie został wykorzystany jej potencjał i możliwości. Specjalnością filmowego demona jest posiadanie hipnotycznego wpływu na ofiarę, poprzez „wkradanie się” do jej świadomości, umysłu oraz snów, a sam smukły, niezwykle wysoki mężczyzna w garniturze  zostaje pokazany zaledwie kilka razy. Dopiero pod koniec filmu twórcy odkrywają przed nami trochę więcej kart, lecz to nie wystarcza, by odkupili swoje winy w oczach widzów.

Można też mieć parę zastrzeżeń co do pomysłowości i wyobraźni reżysera, te momentami za daleko go poniosły, co można zauważyć przy poszczególnych scenach. Również bohaterki, nierozsądne, naiwne i nieodpowiedzialne, są najzwyczajniej w świecie pospolite, bez wyrazu oraz pozbawione charakterów, przez co ciężko się z nimi zżyć. Jestem przekonany, że nikomu nie było ich żal, kiedy porywacz dzieci wdzierał się do ich świadomości, niszcząc ich życie.

Kadr z filmu „Slender Man”

Żeby nie wylewać na ten horror samych wiader pomyj, znajdę kilka  jego plusów. Na pewno jest nim mroczny klimat. Las po zmroku, czyli najczęściej pojawiające się w filmie miejsce akcji, zaciszna biblioteka wieczorową porą oraz pokoje nastolatek.

Gra aktorska też jakoś niespecjalnie wadzi, jest całkiem znośna i poprawna. Muzyka dość nastrojowa i klimatyczna. I na tym niestety kończą się pozytywne aspekty horroru, a raczej młodzieżowego kina grozy. A mogło być tak pięknie! W tym wszystkim najciekawszym momentem podczas seansu było nagłe zgaśnięcie światła w sali kinowej w jednym z wrocławskich Multikin, będące przyczyną awarii prądu, i to właśnie w sytuacji, kiedy tytułowy dżentelmen miał pokazać „pełnię” swoich możliwości. Wówczas znudzona horrorem widownia podzieliła się: jedni opuścili swoje miejsca, by już więcej nie wrócić i  nie poczekać na finał, inni wykorzystali okazję i biedny, bogu ducha winny Slender Man stał się obiektem żartobliwych fraz, a kolejni (w tym ja) postanowili przelać swoje żale znajomym na Messengerze.

Niewypał roku?

Zdecydowanie jeden z mocniejszych kandydatów do tego miana. Zabrakło w nim wszystkiego, a przede wszystkim grozy. Twórcy nie wysilili się zbytnio, nie wykorzystali potencjału fikcyjnej postaci, wywodzącej się z miejskiej legendy. Zamiast wprowadzić nas porządnie w historię, pokusić się o stworzenie genezy demona lub ukazać większy zakres jego możliwości, zostaliśmy wrzuceni w kociołek z wodą, ni to zimną , ni to ciepłą. Oczywiście koncepcja filmu została mocno ograniczona przez kategorię wiekową PG-13, co zaowocowało tym, że otrzymaliśmy drętwy horror dla nastolatków, a nie krwawą masakrę w lesie. Aż strach pomyśleć, co będzie, jak do kin wejdzie kolejna część serii Obcy…

Za możliwość obejrzenie filmu dziękujemy kinu Multikino Wrocław Pasaż Grunwaldzki

 

 

Tytuł oryginalny: Slender Man
Reżyseria: Sylvain White
Rok powstania: 2018
Czas trwania: 1 godzina 33 minuty

Marcin Panuś
Zafascynowany horrorem od najmłodszych lat. Twierdzi, że pierwszy film grozy obejrzał już w wieku sześciu lat. Wierny fan Freddy’ego Kruegera. Od postmodernistycznego kina woli stare dobre produkcje klasy B. Typ aktywisty i sportowca, z milionem pomysłów na siebie. Ceni sobie szczerość i otwartość u ludzi oraz bliższe relacje z innymi. Stawia na samorealizację poprzez zainteresowania i pasje. Może kariery badmintonisty nie zrobi, ale ma zadatki by być dobrym pedagogiem. W wolnym czasie lubi zagłębiać się w poezji. Wciąż podtrzymuje obietnicę, że kiedyś wyda swój skromny tomik.

Inne artykuły tego redaktora

1 komentarz

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu