Pierwszy sezon Trzynastu powodów dla wielu okazał się fenomenem – bo nareszcie ktoś potraktował nastolatków i ich problemy poważnie, w bardzo dosadny, często kontrowersyjny sposób oddając rzeczywistość.  Druga odsłona wywołała liczne dyskusje na temat kierunku, w którym poszli twórcy, ale była naprawdę całkiem niezła. Dołączyłam wówczas do obozu broniących nowej wizji Trzynastu powodów. Teraz jednak, po obejrzeniu trzeciej serii, sama nie wiem, po której stronie barykady stanąć. Bo tym razem nie wszystko się tutaj broni.
Całe szczęście, że…

Ostatnie sceny drugiego sezonu Trzynastu powodów mogły budzić obawy, że czeka nas trzecia runda znęcania się nad głównym bohaterem, czyli drewnianym chłopcem o stale przyklejonej na twarz jednej minie.

Kadr z serialu „Trzynaście powodów”

Na całe szczęście błyskawicznie okazuje się, że jednak obrano tutaj nieco inny kierunek i choć jest on równie głupi, to stanowi jakiś powiew świeżości. Twórcy serialu postanowili bowiem wprowadzić nową postać. Ani Achola (w tej roli Grace Saif) to absolutny top netfliksowych, za przeproszeniem, durnych bab. Jest irytująca od czubka głowy po koniuszki palców i na widok jej zachowań ma się po prostu ochotę zapłakać albo zaliczyć kontakt głowy z murem. I już bardziej wierzyłam w Hannę Baker gadającą z zaświatów niż we wszechwiedzę tej tutaj. A najgorsze jest to, że zupełnie sprzeczne z logiką wydaje się, by grupka głównych bohaterów tak ochoczo dopuściła do siebie obcą osobę, wtajemniczając ją w absolutnie wszystkie swoje wybryki i chore akcje.

No nie. Tego nie kupuję w ogóle.

Kto zabił?

Nie będzie wielkim spojlerem, jeśli zdradzę, że trzecia odsłona Trzynastu powodów koncentruje się na rozwikłaniu zagadki śmierci Bryce’a Walkera, czyli byczka dręczącego wszystkich dookoła, gwałciciela i totalnego buca, który w dwóch pierwszych sezonach nie pokazał niczego, co pozwoliłoby nam nabrać do niego sympatii.

Bardzo chwalono Trzynaście powodów  za dopuszczenie do głosu ofiar, za pokazanie, że ci złoci chłopcy, wielcy sportowcy, to często rozpuszczone potwory, mające przekonanie, że świat należy do nich. Tym razem jednak poznajemy Bryce’a Walkera od zupełnie innej strony. Dotychczasowy czarny charakter nagle jawi nam się jako czuły synek, troskliwy przyjaciel i dobra dusza, niemająca nic wspólnego z dupkiem, którego znaliśmy. I choć rozumiem chęć pokazania, że nie wszystko jest czarno-białe i że każdy ma za sobą jakąś historię, decydującą o tym, kim się stał, to jednak ten kontrast między Bryce’em, jakiego widzieliśmy wcześniej, a tym prezentowanym tutaj, to zbyt duża przesada.

Kadr z serialu „Trzynaście powodów”

Równie mocno uwiera i boli to, że samo rozwiązanie wątku śmierci bohatera okazuje się totalnie sprzeczne z przekazem niesionym do tej pory przez ten serial. Nie żyję w bańce mydlanej i doskonale wiem, iż kłamstwo to element naszej rzeczywistości, ale w tym przypadku jest ono tak niesmaczne i tak okrutne, że trudno mi oceniać pozytywnie kierunek, jaki obrali twórcy Trzynastu powodów.

Czy warto?

Moja słabość do Trzynastu powodów, jako serialu z ważnym przesłaniem, ciekawym punktem widzenia i wciągającą fabułą, została tym razem wystawiona na ciężką próbę. Dość długo wgryzałam się w ten nowy sezon, ale mniej więcej w połowie nadszedł moment, w którym osiągnęłam ten stan, z jakim miałam do czynienia wcześniej – że potrzebuję zarwać noc, by wiedzieć, co wydarzy się dalej.

Kadr z serialu „Trzynaście powodów”

To wciąż jest bardzo dobrze zrealizowana produkcja. To wciąż są ważne tematy. To wciąż są bohaterowie, których mam ochotę wysłuchać. I chociaż irytowałam się i nie mogłam zrozumieć, dlaczego aż tak bardzo zboczono tutaj z wyznaczonej przed laty ścieżki, to jednak ostatecznie dałam się pochłonąć.

Cały czas ulegam magii Trzynastu powodów, niezależnie od tego, jak mocno bym się denerwowała. Być może to słabość i poddawanie się konkretnym bodźcom, a być może wciąż wierzę w siłę mówienia o problemach młodych ludzi. Bo tutaj w tle rozgrywa się jeszcze kilka interesujących dramatów, do których z chęcią wrócę w sezonie czwartym.

Odpowiedz

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię