Matka Polka Koreanka. O sile kobiet ukazanej w powieści „Kim Jiyoung. Urodzona w 1982”

-

Jako że marzec jest u nas Miesiącem z Silnymi Kobietami, postanowiłam z tej okazji przyjrzeć się jednej z głośniejszych koreańskich powieści ostatnich lat. Kim Jiyoung. Urodzona w 1982 doczekała się szeroko komentowanej ekranizacji i błyskawicznie została przetłumaczona na osiemnaście języków. W samej Korei Południowej stała się pretekstem do publicznej debaty na temat nierówności płci, dyskryminacji oraz molestowania seksualnego. I chociaż w Polsce nie zyskała wielkiej popularności, dla mnie jest jedną z tych książek, o których powinno się rozmawiać głośno.
Wszystkie jesteśmy Kim

Powieść autorstwa Cho Nam-joo, sprzedana w milionach egzemplarzy, ukazuje zbiór scen z życia typowej południowokoreańskiej kobiety. Począwszy od rozczarowania otoczenia, że nie urodziła się chłopcem, przez ciągłe rezygnowanie z siebie na rzecz męskich członków rodziny, po porzucenie marzeń i ambicji w celu zostania kurą domową.

Na tym jednak nie koniec. Główna bohaterka, stanowiąca symbol innych kobiet w jej kraju, na przestrzeni życia doświadcza też mnóstwa dyskryminujących i upokarzających zachowań. Mamy tutaj cały przekrój tematów i problemów: molestowanie seksualne, nierówne zarobki, patriarchalne schematy, oczekiwania dotyczące roli córki, siostry, żony i matki, akceptowane społecznie zaczepki czy niewybredne żarty, niesprawiedliwości na rynku zawodowym – i wiele, wiele podobnych.

Ktoś powie: „Pff, przecież my to wszystko znamy”. I rzeczywiście, w powieści Cho Nam-joo nie doświadczymy wielu zaskoczeń, ale nie dlatego, że autorka wpada w nudne schematy. Po pierwsze, należy brać pod uwagę fakt, iż książka ta ukazała się w roku 2016 i to, co stanowi powszechny tematem w środku Europy, nie musi być w równym stopniu czymś dobrze poznanym w Azji Wschodniej. A po drugie, jeszcze ważniejsze, my po prostu doskonale wiemy, że tak naprawdę wszystkie jesteśmy Kim.

I nie uznałabym tego za miłą perspektywę.

Krótko i na temat

Choć powieść Kim Jiyoung. Urodzona w 1982 nie jest specjalnie obszerna – liczy zaledwie sto siedemdziesiąt sześć stron – to niesamowicie dużo w niej treści. Dużo historii, kobiecych portretów i dużo mniejszych lub większych dramatów, ale autorka w żadnym momencie nie epatuje cierpieniem czy frustracjami. Narracja jest dość specyficzna. Surowa. Ani nie znajdziemy tu kwiecistych metafor, ani egzaltacji, ani popadania w przesadę. Czytasz, przy niektórych fragmentach zgrzytasz zębami, bo to jednak irytujące, gdy uświadamiasz sobie poziom niesprawiedliwości w pewnych obszarach, ale nie doświadczasz przytłoczenia, przebodźcowania czy przeładowania złem. To naprawdę dobrze napisana książka, którą chce się błyskawicznie pochłonąć do końca. I nie zostaje po niej uczucie, że czegoś było za dużo, nawet jeśli czytając listę poruszanych zagadnień można odnieść zupełnie inne wrażenie.


Albo to już ten stan, w którym znieczulasz się na myśl o jawnej dyskryminacji kobiet, bo wiesz, że tak bywa wszędzie. I że wszystkie jesteśmy Kim.

A może promykiem nadziei okazuje się tutaj postać matki tytułowej bohaterki? Kobiety zaradnej, postępowej, pamiętającej własne porażki i pragnącej dla córek czegoś innego. Kobiety, która także jest częścią chorego systemu, ale jednocześnie potrafi wyrazić głośny sprzeciw albo zachęcać dziewczęta do życia po swojemu. Polubiłam tę postać i jej maleńkie momenty chwały w tej opowieści, bo to właśnie one napełniały moje serce ciepłem i radością.

Poszukiwana! Poszukiwany! Annie MacLean z „Zaklinacza koni” Nicholasa Evansa

Co zaś się tyczy samej Kim Jiyoung – nie sądzę, aby została stworzona dla wzbudzania sympatii. Raczej miała być figurą, pewnym symbolem, kimś, w kim widzi się własne odbicie – i odbicia innych córek, żon i matek tego świata. To jednocześnie piękne i przerażające.

Ja nazwałam bohaterkę „Matką Polką Koreanką”, ponieważ schematy, w które daje się wtłoczyć, doskonale korespondują z mitem Matki Polki wciąż funkcjonującym w naszej rzeczywistości. To tutaj stykają się ze sobą siła i determinacja, ból i cierpienie, wrażliwość i oddanie. A smak niesprawiedliwości, frustracji, odrzucenia i dyskryminacji? Cóż, jego także dobrze znamy, tak jak i bohaterki Cho Nam-joo.

Ale chyba już wspominałam, że wszystkie jesteśmy Kim, prawda?

Dlatego właśnie polecam przeczytanie tej książki, nawet jeśli w teorii nie oferuje niczego, czego byśmy o świecie nie wiedziały

Klaudyna Maciąghttps://klaudynamaciag.pl
Za dnia copywriter, wieczorami - nałogowy gracz. Widywana albo z książką pod pachą, albo z padem w dłoni. Dużo czyta, jeszcze więcej tworzy i ogląda. Uzależnienie od popkultury, piłki nożnej i żużla zdiagnozowane już ze trzy dekady temu.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu