Kwantowi superbohaterowie. „Ant-Man i Osa” – recenzja filmu

Po wydarzeniach z Wojny bez granic (nasza recenzja tu, jeśli jeszcze jakimś cudem nie widzieliście!) wiele osób zastanawiało się, jak z założenia lekki i przyjemny film Ant-Man i Osa wpasuje się w nowy, mroczniejszy i smutniejszy, świat Marvela. Otóż akcja tej odsłony dzieje się „obecnie”, ale przed masakrą Thanosa.
Konsekwencje i callbacki

Scott Lang ma areszt domowy. Przez dwa lata był zmuszony do siedzenia na kanapie, bo w walce bohaterów wsparł „nie tę stronę”, pojechał do Austrii pomóc Kapitanowi i dał się złapać. Stracił przez to kontakt z Hope i Hankiem. Do czasu. Pym wierzy, że może uratować Janet (Michelle Pfeiffer) z kwantowego świata, który Scott przez chwilę odwiedził w Ant-Manie. Skoro jemu udało się wrócić, to jest szansa dla żony naukowca. W trakcie budowy tunelu bohaterowie spotykają na swojej drodze większych i mniejszych złoli, a widzowie mają okazję „zwiedzić” San Francisco, bo wiele scen dzieje się na ulicach tego miasta.

Specyficzny styl przedstawienia humoru, wyróżniający Ant-Mana i Osę nawet wśród produkcji Marvela, powraca w świetnym stylu – tak sytuacyjny, jak i w dialogach. Zmniejszanie i powiększanie przedmiotów codziennego użytku w celach kreatywnego pokonania przeciwników i zabawa skalą to coś, co Peyton Reed wypracował w jedynce i udoskonalił w tej produkcji. Mrówki są wszechobecne, służą jednak prawie wyłącznie napędzaniu scen komediowych.

Sporo jest też w filmie pseudonaukowego żargonu, ale nie uważam tego za minus, a za nierozłączny element komiksowych adaptacji. We wszechświecie MCU mieszka cała gromadka supergeniuszy, a ich odkrycia to praktycznie magia, więc w porównaniu z niektórymi wynalazkami Starka czy Richarda Reeda, przenikanie i kwantowe stany splątania wydają się niemal zwyczajne.

Ant-Man i Osa Ghost recenzja
Kadr z filmu
Osa w tytule

Hope van Dyne jest pierwszą bohaterką Marvela, która doczekała się miejsca w tytule filmowej produkcji (Kapitan Marvel jeszcze nie wyszła!). Niby nic, ale to jednak wielki krok w dobrą stronę. Evangeline Lilly głośno mówi o tym, że chętnie zagrałaby obok swoich koleżanek w obrazie przedstawiającym ich przygody (nawet coś à la Ocean’s 8, które nam się podobało!). Cytując Frya: Shut up and take my money! Aktorka ma wszelkie prawo wygłaszać takie opinie – Hope jest najlepszą częścią Ant-Mana i Osy. Kiedy trzeba gra subtelnie i wiele wyraża twarzą czy oczami. Ale w scenach akcji nie ma sobie równych – twórcy bardzo kreatywnie wyreżyserowali jej walki, a ona z pozorną łatwością sprostała wszystkim wymaganiom. Jest dynamiczna, agresywna i charyzmatyczna. Jak powiedziała w wywiadzie z Maude Garrett, kobiety w jej wieku są najsilniejsze, najlepiej rozumieją swoje „moce” i potrafią je w pełni wykorzystać. Do tego ma cudowny uśmiech, a swoje siwe włosy nazywa „sparkles”. Jak jej nie uwielbiać?

Ant-Man i Osa Evangeline Lilly jest cudowna
Kadr z filmu
Dla każdego coś miłego

Paul Rudd został praktycznie relegowany do funkcji comic relief – śmieszka z dobrym sercem, który nie rozumie ani słowa z (pseudo)naukowych dyskusji swoich współpracowników. Aktor ma świetny komediowy timing, nadaje się do tej roli jak mało kto. Z Osą tworzą jednak naprawdę zgrany zespół. Dodatkowo, relacja Langa z córką (Abby Ryder Fortson) jest jednym z jaśniejszych elementów filmu. Mam nadzieję, że Cassie powróci w większej roli w przyszłych produkcjach Marvela. Na marginesie dodam, że podoba mi się przedstawienie osób po rozwodzie, nowy mąż Peggy jest sympatyczny i wszyscy traktują się z miłością oraz szacunkiem.

Michael Peña ponownie ukradł każdą scenę i za każdym razem wywołał na widowni falę śmiechu. Hank Pym Michaela Douglasa jest chyba jedynym pozytywnym ojcem w całym MCU (poprawcie mnie, jeśli się mylę) – jego sarkastyczne poczucie humoru kontrastuje z mocnym uczuciem, którym darzy córkę i żonę.

Dwie nowe postacie to „antagoniści”. W cudzysłowie, bo Sonny Burch (Walton Goggins) to najwyżej czyjś pionek (ale czyj?!), a Ghost (Hannah John-Kamen – trochę fangirluję, bo uwielbiam Killjoyową Dutch i to na pewno wpływa na moje nastawienie do tej bohaterki) jest zagadkowa i niejednoznaczna. Widzowie znają jej moce ze zwiastunów (zbyt wielu zwiastunów), a film przedstawia jej historię. Tendencyjna? Trochę. Mimo wszystko ją lubię? Tak!

Trochę filler, trochę nie

Twórcy Ant-Mana i Osy zabrali się za wiele wątków: ratowanie Janet, reperkusje związane z Wojną domową, Ghost i Sonny. W konsekwencji nie skupili się na niczym na dłużej i nie udało im się wszystkiego połączyć w jedną spójną opowieść. Misja ratunkowa została zepchnięta na bok (a mamy tyle pytań!), historia Ghost do prawie samego końca nie miała szansy się rozwinąć w coś ponad „tragiczna historia złola™”, a wydarzenia z Kapitana 3 zostały zbyte dwoma zdaniami. Wyszło, jak wyszło – berek i przerzucanie się skurczonym budynkiem – śmieszne, ale jakby miałkie. Na wiele ważnych pytań widzowie nie dostają odpowiedzi. A jeśli zastanawiacie się, jak Ant-Man i Osa mają się do Avengers 3: Wojny bez granic, to zastanawiajcie się dalej.

Mam też jedno niesamowicie ważne pytanie: skoro Ant-Man, to czemu nie Wasp? Lub inaczej, skoro Osa, to czemu nie Mrówkoman? Gdzie tu logika dystrybutorze?

Ant-Man i Osa recenzja
Kadr z filmu
Kwantowe kwanty kwantowości

Na Ant-Mana i Osę składa się wiele świetnych elementów i scen, które jednak nie przekładają się na niesamowitą całość. Pomimo wszystkich negatywów, druga odsłona przygód Scotta przypadła mi do gustu bardziej niż pierwsza. Wydaje mi się, że będę tu jednak w mniejszości, więc miejcie to zastrzeżenie na uwadze. Powrócił humor, powróciły metakomentarze, a sceny akcji łączące technologię cząsteczek pym i walkę wręcz są absolutnie genialne (w wykonaniu Osy). Bawiłam się świetnie i pewnie wybiorę się na seans jeszcze raz. Mamy dwie sceny po napisach, więc zostańcie do końca!

 

Ant-Man i Osa recenzja
Tytuł oryginalny: Ant-Man and the Wasp

Reżyseria: Peyton Reed

Rok powstania: 2018

Czas trwania: 2 godziny, 5 minut

Diana Cereniewicz

Diana Cereniewicz

Science fiction, boks i joga - to lubię. Szczególnie science fiction, ale (często) zdarzają mi się też guilty pleasures w postaci filmów i seriali klasy c. Nie lubię spacerów w deszczu i smętnego gapienia się przez okno.

Komentarze

  • Agnieszka Michalska
    17 lipca 2018 o 13:28

    Nareszcie Evangeline Lilly z normalną fryzurą! 🙂 A na film się wybiorę 😀

    Odpowiedz
    • Adrianna Rakowska
      19 lipca 2018 o 11:09

      No ten jej bob z poprzedniej części to był jakiś dramat na kółkach

      Odpowiedz
  • Monika Doerre
    9 lipca 2018 o 10:28

    Podsycono mój apetyt;D nic tylko czekać do sierpnia, jak wejdzie w PL;D

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.