Danse macabre. „Suspiria” – recenzja filmu

Dokładnie czterdzieści lat temu Dario Argento stworzył unikatowe dzieło. Artystyczna kompozycja w połączeniu z hermetyczną przestrzenią, neonowymi filtrami i bezpretensjonalnym wydźwiękiem gore zjednała sobie sympatyków na całym świecie. Włoski reżyser, nominowany do Oscara za Tamte dni, tamte noce, Luca Guadagnino, ponownie wziął na warsztat mistyczne dzieło z końca lat 70., dokonując nań stosownych zmian.

Młoda i piękna Susie Banion (Dakota Johnson) dostaje się do słynnej szkoły baletowej, znajdującej się w będącym w kryzysie społeczno-politycznym Berlinie. Utalentowana tancerka szybko klimatyzuje się w nowym środowisku i zostaje główną postacią legendarnej choreografii Lud. Swymi umiejętnościami imponuje Madame Blanc (Tilda Swinton), przez co zyskuje także jej sympatię. Wszyscy jednak mówią o tajemniczym zniknięciu innej uczennicy instruktorki, Patricii (Chloe Grace Moretz). Budynek spowija mroczna aura. Wśród adeptek da się wyczuć napiętą atmosferę. Niebawem główna bohaterka przekona się, że szkolnymi murami zarządza grupa pradawnych sióstr-wiedźm.

Kadr z filmu „Suspiria”
Diabeł tkwi w ruchu

Dokonana przez Lucę Guadagnino reinterpretacja horroru Dario Argento, sprawia, że jest to dzieło w pełni autonomiczne i głębsze, bogate w rozbudowaną symbolikę. Głównym motywem w remaku jest sztuka, a dokładniej taniec, to on okazuje się tym, co wyróżnia współczesny obraz na tle wersji z drugiej połowy lat 70. ubiegłego wieku. Wszelki ruch, ekstatyczna i skażona okultystyczną siłą choreografia stanowią demoniczną manifestację diabła, wszechobecnego w każdym kroku bohaterek. Uczynienie z niego głównej osi obrazu, sprawia, iż Suspiria to kameralne kino artystyczne, z klasycznym podziałem na akty, łączące w sobie sztukę baletową z teatralną inscenizacją.

Wielowymiarowy obraz

Reżyser postawił na zmianę formy, poprzez dobór bardziej radykalnych środków wyrazu. Ciężko powstrzymać się od porównań z oryginałem. Każdy nowy wątek nie jest bez znaczenia. Zmiana małomiasteczkowego Freiburga na ponury, nękany atakami terrorystycznymi, będący w głębokim kryzysie społeczno-politycznym Berlin, nadaje wydarzeniom bardziej złowieszczy ton. Inne, poboczne, aspekty świetnie komponują się z całą resztą. Najbardziej znacząca dla przebiegu fabuły jest postać psychoanalityka, doktora Josefa Kemplerera (tutaj ponownie cudowna Tilda Swinton), niemogącego pogodzić się ze śmiercią żony. Jego obecność w filmie ma też ogromny wpływ na finałowy, zaskakujący twist. Włoch postawił tutaj na wykorzystanie artyzmu, sztuki tanecznej jako źródło diabolicznej aury i radykalnej filozofii, gdzie napięcie erotyczne i symbiotyczna więź między Susie a Madame Blanc jest tylko potwierdzeniem status quo. Współczesna Suspiria to zatem jeden z bardziej wielowymiarowych filmów grozy ostatniej dekady, zarazem mocno dzielący widownię.

Kadr z filmu „Suspiria”
Dzieło autonomiczne

Współczesna wersja Suspirii ma solidne podstawy, aby mocno polaryzować widownię. Jedni docenią w niej sposób reinterpretacji klasyka, surowy klimat czy zastosowanie głębszych alegorii w porównaniu z dziełem Argento, zaś drudzy skarcą za przydługą, momentami flegmatyczną narrację oraz obsceniczne sceny, obfitujące w bezpruderyjność, erotyzm i krwawą, bezpretensjonalną  przemoc. Motyw przewodni pozostaje w zasadzie ten sam, modernizacji ulegają jednak konwencja oraz kompozycja. Przede wszystkim mamy tu do czynienia z wielowątkową historią, szerzej rozbudowaną fabułą, zwrotami akcji, szeregiem aspektów społeczno-politycznych w podzielonym i dręczącym atakami terrorystycznymi Berlinie za czasów istnienia Republiki Federalnej Niemiec roku 1977, które nadają wydarzeniom bardziej złowieszczy wydźwięk. Muzyka stanowi jedynie tło w odróżnieniu od obłędnej kakofonii zespołu Goblin, będącej przewodnikiem w oryginale. Zastosowane zabiegi transfiguracyjne działają zdecydowanie na plus nowej odsłony, dzięki nim obraz nie jest dziełem wtórnym, lecz w pełni autonomicznym. Obie wersje to kameralne kino artystyczne, w którym kontrastujące ze sobą cechy gatunkowe tworzą kolaż, z tą różnicą, iż remake, dzięki wprowadzonej wielopłaszczyznowej symbolice, nadaje tworowi głębszy sens, często niedostrzegalny przy pierwszym seansie. Akcenty zostały również rozłożone na inne sfery. Tutaj punkt wyjścia dla historii stanowi istnienie archetypowego zła, które materializuje się pod postacią wiedźm w tanecznej szkole, czczących diabelskie siły. Każdy ruch bohaterek jest manifestacją szatana.

Wielowymiarowe połączenie symboliki z radykalną filozofią sprawia, że dla jednych Suspiria Guadagnino to długo wyczekiwane wybitne, mistyczne dzieło tego roku, zaś dla drugich największe rozczarowanie końca drugiej dekady XXI wieku. Takich odmiennych reakcji można było się spodziewać, biorąc pod uwagę wciąż rosnące oczekiwania fanów co do jakości współczesnych horrorów. Nowa wersja może wkrótce wyznaczy nowe trendy i kryteria tworzenia reinterpretacji ikonicznych obrazów grozy. Na to jednak musimy jeszcze poczekać. Niemniej 2018 rok udowadnia, iż najstarszy filmowy gatunek świata ma się całkiem dobrze, a twórcy starają się wyznaczać nowatorskie szlaki, czasami odświeżając konwencję lub tworząc w pełni autonomiczne, innowacyjne produkcje.

Film obejrzeliśmy dzięki uprzejmości Multikino Wrocław

 

 

Tytuł oryginalny: Suspiria

Reżyseria: Luca Guadagnino

Rok powstania: 2018

Czas trwania: 2 godziny 32 minuty

Podsumowanie
Wynik
8/10
8/10
  • Ocena - 8/10
    8/10

Komentarz

Suspiria Luki Guadagnino pokazuje, w jaki sposób powinno się reinterpretować ikoniczne filmy grozy. Choć remake kultowego horroru Dario Argento mocno spolaryzował fanów, nie można zaprzeczyć temu, iż artystyczna konwencja w połączeniu z głębszą symboliką dała efekt co najmniej inspirujący.

Sending
Oceny czytelników
0/10 (0 votes)
Marcin Panuś

Zafascynowany horrorem od najmłodszych lat. Twierdzi, że pierwszy film grozy obejrzał już w wieku sześciu lat. Wierny fan Freddy’ego Kruegera. Od postmodernistycznego kina woli stare dobre produkcje klasy B. Typ aktywisty i sportowca, z milionem pomysłów na siebie. Ceni sobie szczerość i otwartość u ludzi oraz bliższe relacje z innymi. Stawia na samorealizację poprzez zainteresowania i pasje. Może kariery badmintonisty nie zrobi, ale ma zadatki by być dobrym pedagogiem. W wolnym czasie lubi zagłębiać się w poezji. Wciąż podtrzymuje obietnicę, że kiedyś wyda swój skromny tomik.

Komentarze

    • Adrianna Dworzyńska
      9 listopada 2018 o 21:32

      Dziękujemy za Twoje uwagi. Każde takie zgłoszenie traktujemy poważnie i zapewniamy, że staramy się dostarczać czytelnikom jedynie stuprocentowo oryginalnych, naszych własnych treści.
      Sprawdziłyśmy Twoje zgłoszenie i według opinii czterech różnych osób wskazany przez Ciebie tekst nie nosi żadnych znamion popełnienia czynu zabronionego, tj. plagiatu. Widzimy podobieństwo tytułów, jednakże film łączy taniec i swego rodzaju grozę, a więc śmiemy twierdzić, iż to proste skojarzenie z jednym z najpopularniejszych wyrażeń nie jest na tyle nietypowe, by mówić o celowym plagiacie. Tym bardziej nie znajdujemy tu uzasadnienia, biorąc pod uwagę historię tegoż wyrażenia i fakt, że przewija się ono w literaturze i sztuce od wieków.

      Ponadto prosimy o publiczne przeproszenie autora za zniesławienie i narażenie na szwank jego reputacji jako krytyka i recenzenta, gdyż Twoja wypowiedź narusza jego dobra osobiste (zgodnie z definicją artykułu 212 paragrafu 1 Kodeksu karnego), tym bardziej biorąc pod uwagę Twoje osobiste antypatie wobec tegoż redaktora, wynikające z prywatnych sporów, co pozwala nam domniemywać, choć nie twierdzimy, że tak jest, iż Twoja wypowiedź była raczej aktem zemsty za niepochlebną uwagę wobec Twojej działalności, niż faktyczną krytyką.

      Odpowiedz
    • 12 listopada 2018 o 23:11

      a ciekawe co Ty powiesz, na wizytę policji oraz wezwanie na rozprawę sądową za zniesławienie 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.