Czy jest w domu kakao? „Teotihuacan. Miasto Bogów” — recenzja gry planszowej

-

Wszyscy są świadomi istnienia Ameryki Północnej, Południowej, część prawdopodobnie nawet słyszała o Środkowej. Ale jak wielu z was kojarzy „Mezoamerykę”? Spokojnie, Popbookownik bawi, ale także uczy: terminem tym określa się tereny sięgające od dzisiejszego Meksyku aż po Kostarykę. Już dwa tysiące lat przed naszą erą rozwinęły się na nich kultury prekolumbijskie, między innymi Majowie oraz Aztekowie. Ludy te prowadziły rolniczy tryb życia, zasłynęły natomiast hieroglifami, kalendarzem oraz składaniem bogom ofiar z ludzi na szczytach schodkowych piramid. Jednym z miast, które w tym czasie swymi zasięgami oraz siłą militarną zasłużyło na miano imperium, zwało się Teotihuacan.

Czy jest w domu kakao? „Teotihuacan. Miasto Bogów” — recenzja gry planszowej

Reguły i regułki

Gracze, przy pomocy swych robotników, poruszają się po planszy, by zdobywać surowce. Te z kolei zostaną wykorzystane do budowy piramidy, której ukończenie jest głównym celem rozgrywki. Voilà, oto w zaledwie dwóch zdaniach streściłem zawartość całej, pisanej drobnym drukiem, ponad dwudziestostronicowej instrukcji. Tak przynajmniej można by pomyśleć, jednak nic bardziej mylnego. Aby w pełni zrozumieć złożoność Teotihuacan, konieczne jest rozbicie powyższego podsumowania na czynniki pierwsze. Włączcie, proszę, wyższy poziom skupienia – bez niego może być trudno.

Plansza

Ogromna to za duże słowo, nie można jednak zaprzeczyć, iż bez pokaźnych rozmiarów stołu nie macie nawet co marzyć o rozpoczęciu gry. Plansza jest podzielona na dwanaście różnych obszarów, z czego po ośmiu poruszają się uczestnicy zabawy. Nie znajduje się przy tym na nich nawet jedna litera: wyłącznie cyfry i symbole, przyozdobione bardzo klimatycznymi grafikami. Całość sprawia wrażenie naprawdę dobrze wykonanej pracy, każdy element ma swoje miejsce, wszystko jest czytelne, a zdecydowana większość ilustracji intuicyjna – resztę jasno tłumaczy instrukcja.

Czy jest w domu kakao? „Teotihuacan. Miasto Bogów” — recenzja gry planszowej

Robotnicy

Nie uświadczycie tu typowych dla gier planszowych pionków: tym razem poruszać będziecie się… kolorowymi kostkami do gry. Przyznaję, daje to bardzo ciekawy efekt, a przy tym jest zaskakująco praktyczne. Każdy z graczy dostaje ich trzy sztuki: symbolizują one naszych poddanych. Liczba oczek natomiast oznacza poziom pracownika, który wzrasta z każdym wykonanym działaniem. Gdy dotrze do szóstki, następuje „wstąpienie” i wartość ponownie spada do jedynki, a gracz otrzymuje nagrodę. Po ewentualnym ruchu (maksymalnie o trzy pola, zgodnie z ruchem wskazówek zegara), następuje pora akcji: użycie obszaru, zebranie kakao – głównej waluty gry, bądź uwolnienie robotników, którzy zostali przypisani do zadań specjalnych.

Surowce

Najczęściej robotnicy będą wykonywać zdolność pola, na którym stoją. Tym sposobem pozyskają surowce: złoto, kamień oraz drewno. Ilość zależy oczywiście od liczby robotników w danym miejscu oraz ich poziomu, w skrócie: im więcej, tym lepiej. Zasoby te na innym terytorium wymienia się na cegiełkę, przy której pomocy budujecie piramidę. Tę natomiast można przyozdabiać specjalnymi kafelkami (do kupienia na innym obszarze). Gra kończy się, gdy budowla otrzyma trzecie piętro lub upłynie licznik tur, a wygrywa osoba z największą liczbą punktów zwycięstwa. Tylko… jak się je zdobywa?

Czy jest w domu kakao? „Teotihuacan. Miasto Bogów” — recenzja gry planszowej

Cel gry

Podstawowa odpowiedź brzmi: dzięki kupowaniu kolejnych cegiełek piramidy. Tyle że jest to jedyna droga do zwycięstwa. Czas ucieka bardzo szybko: po każdym pełnym „okrążeniu” graczy, znacznik rundy przesuwa się o jedno pole do przodu. Po około dziesięciu takich ruchach (zależy to od liczby graczy) następuje zaćmienie. Jeśli wydarzyło się ono już trzeci raz, kolej na podliczenie punktów, zdobytych bardzo różnymi sposobami. Miast parać się budową, gracz może zostać grabarzem i inwestować zasoby w pole cmentarne. Kupno konkretnych technologii na polu rozwoju także nie zaszkodzi. Podobnie zresztą jak zwrócenie się o pomoc do bóstw i poświęcenie robotników i wysłanie ich do pracy w świątyniach (wspomniane wcześniej zadania specjalne). Nie należy zapomnieć także o tym, że brak kakao dla pracowników może skutkować utratą sporej liczby punktów zwycięstwa.

Czy jest w domu kakao? „Teotihuacan. Miasto Bogów” — recenzja gry planszowej

To są te detale

Choć wydawca przewidział czas zabawy na około sto minut, istnieje spora szansa, że pierwsza rozgrywka w Teotihuacan zajmie wam całe popołudnie. Prawdopodobnie nie obędzie się także bez delikatnego bólu głowy. Ale z każdą kolejną partią zaczniecie zauważać zależności, które tworzą obszary, mechanizmy sprzyjające konkretnej strategii, a nawet całkiem nowe drogi do zwycięstwa. Liczba interakcji pomiędzy graczami jest tu minimalna: każdy opracowuje własny plan, który pozwoli mu zebrać jak najwięcej punktów. Tak, poziom skomplikowania może początkowo przytłoczyć. Sugerowany wiek dla uczestników to powyżej czternastego roku życia i w pełni się z nim zgadzam, nawet bym go podwyższył.

Czy jest w domu kakao? „Teotihuacan. Miasto Bogów” — recenzja gry planszowej

Władcą Miasta Bogów zostanie tylko ten, kto swym sprytem i inteligencją potrafi przyćmić resztę. A kiedy gra dobiegnie końca i zdążycie się już pogodzić, nic nie stoi na przeszkodzie kolejnej partii. Podstawowa wersja (o dodatkach, Późnym okresie preklasycznym oraz W cieniu Xitle, napiszę osobne recenzje) zawiera dodatkowo sześć nowych obszarów, którymi można przykrywać te wydrukowane na planszy. Płytek startowych, odkryć, przychylności bogów, zdobień oraz technologii jest grubo ponad setka: podczas każdej kolejnej rozgrywki macie szansę stworzyć niespotykany dotąd początkowy zestaw. Już dawno nie widziałem planszówki, która swym wysokim poziomem złożoności przyciąga gracza, zamiast go odstraszać.

Czy jest w domu kakao? „Teotihuacan. Miasto Bogów” — recenzja gry planszowej

 

Tytuł: Teotihuacan: Miasto Bogów

Liczba graczy: 1-4

Wiek: 14+

Czas rozgrywki: 90-120 minut

Wydawnictwo: Portal Games

 

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Portal Games, więcej o grze przeczytacie tutaj:

Czy jest w domu kakao? „Teotihuacan. Miasto Bogów” — recenzja gry planszowej

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

Dla nastoletniego kursanta pierwsza jazda samochodem jest czymś stresującym i piekielnie trudnym. Natomiast dla doświadczonego kierowcy to już coś naturalnego, co potrafi robić praktycznie bez zastanowienia. Tak właśnie jest z „Teotuhiacan”, każda kolejna gra będzie coraz prostsza i przyniesie wam więcej frajdy.
Przemysław Ekiert
Przemysław Ekiert
W wysokim stopniu uzależniony od popkultury - by zniwelować głód korzysta z książek, filmów, seriali i komiksów w coraz większych dawkach. Popijając nowe leki różnymi gatunkami herbat, snuje głębokie przemyślenia o podboju planety i swoim miejscu we wszechświecie. Jest jednak świadomy, że wszyscy jesteśmy tylko podróbką idealnych postaci z telewizyjnych reklam.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

Dla nastoletniego kursanta pierwsza jazda samochodem jest czymś stresującym i piekielnie trudnym. Natomiast dla doświadczonego kierowcy to już coś naturalnego, co potrafi robić praktycznie bez zastanowienia. Tak właśnie jest z „Teotuhiacan”, każda kolejna gra będzie coraz prostsza i przyniesie wam więcej frajdy.Czy jest w domu kakao? „Teotihuacan. Miasto Bogów” — recenzja gry planszowej