Zegarmistrz świata. „Tenet” – recenzja filmu DVD

-

Cudowne dziecko Hollywood, Christopher Nolan, powraca z nowym filmem łączącym thriller z science-fiction. Tenet to intrygująca opowieść o mrocznym świecie szpiegów, zdegenerowanych bogaczy i nowoczesnej technologii, która zadecyduje o przetrwaniu gatunku ludzkiego. Nie zdążyliście zobaczyć filmu na wielkim ekranie? Nic straconego! Wrażenia prosto z sal kinowych przeniesione w domowe zacisze. Nie patrzcie na zegarek, tu pojęcie „czas” nabiera nowego znaczenia…
Wycinek czasu

Reżyser kultowej Incepcji po raz kolejny wrzuca widzów w wir wydarzeń, przeżywanych z perspektywy bezimiennego protagonisty. Nad światem wisi widmo trzeciej wojny światowej. Zagrożenie wydaje się tym poważniejsze, że wiąże się z nieznaną dotąd technologią. Jedynym kluczem do rozwiązania tej zagadki, a tym samym uniknięcia globalnej zagłady, jest zrozumienie tytułowej zasady tenet. Na drodze do poznania prawdy bohater zmierzy się z międzynarodowymi szpiegami, szajkami terrorystycznymi czy handlarzami bronią dysponującymi bajecznymi sumami pieniędzy. Ale co jeśli największym przeciwnikiem okaże się nie człowiek, lecz nieprzejednane prawa fizyki?

Blaski i cienie sławy

Mając do czynienia z produkcjami Nolana, widzowie nie muszą się obawiać braku wielkich nazwisk czy osobowości. Ramię w ramię z protagonistą granym przez Johna Davida Washingtona stają między innymi Robert Pattinson, Elisabeth Debicki i Clémence Poésy. Każdy z odtwórców wnosi coś osobistego, jedni brylują, inni znikają w cieniu. Washington jako bohater pierwszoplanowy napotkał się z wieloma wyzwaniami, dlatego jego poświęcenie w przygotowaniu do roli wzbudza podziw. Wyczerpujące treningi fizyczne związane z wymagającymi układami wstecznymi zaowocowały niezwykłym efektem końcowym, chociaż charakterologicznie aktor wypada nieco bladziej na tle innych. Z kolei Pattinson po raz kolejny udowadnia swój znakomity kunszt, tworząc wielowymiarową personę, o której pragniemy dowiedzieć się jeszcze więcej.

Tenet kadr
@Serwis Galapagos kadr z filmu “Tenet”, reż. Christopher Nolan

W obsadzie znaleźli się również pełnokrwiści aktorzy starej daty, Kenneth Branagh, główny szwarccharakter o iście wywrotowych ambicjach, a także Michael Caine, wcielający się ponownie w ikoniczną postać lokaja Alberta. Dzięki nim produkcja nabiera szlachetnej patyny oraz teatralnego sznytu. Branagh jako typowy oponent sprawia wrażenie przerysowanego, zresztą zgodnie z założeniami tego typu produkcji, co niestety odbija się czkawką w zestawieniu z napompowanymi dialogami. Trudno mu jednak cokolwiek zarzucić, miłośnicy gatunku z pewnością odnajdą w tej kreacji makiawelicznego geniusza.


Dwa kroki w przód, jeden w tył

Nolan niejednokrotnie wprowadzał swych widzów w konsternację, stawiając ich pod gradem pytań. W przypadku Tenet, reżyser stanął przed dylematem. Z jednej strony sięga po skrajnie dualistyczny typ przedstawiania świata oraz postaci nawiązujący do kultury komiksu, z drugiej natomiast pragnie wpleść motyw charakterystyczny dla swojego autorskiego stylu – układankę logiczną złożoną z zagadnień naukowych. Eksperymentowanie z osią czasoprzestrzenną, manipulowanie fizycznymi teoriami oraz dostosowanie ich do wizji ma rozpalać wyobraźnię publiki. Zabieg, który działał na mniejszą skalę, tutaj rozdmuchany do granic możliwości traci na sile.

Niestety momentami odnosi się wrażenie, że mnogość wątków fabularnych cudownie spinających się w całość pod koniec seansu, nie przynosi zamierzonego efektu. Trudno bowiem poznać postaci, ich historie i kierujące nimi motywacje, równocześnie śledzić dynamicznie rozwijającą się akcje, by finalnie odczytać pacyfistyczno-ekologiczne przesłanie. Oczywiście twórcy otwierają furtkę do kolejnej produkcji z uniwersum DC, umożliwiając powrót do czasów Mrocznego Rycerza. Niemniej jednak, równowaga zostaje zachwiana, przez co produkcja balansuje na granicy logiki oraz absurdu. Nie zawsze więcej znaczy lepiej – we wszystkim trzeba znać umiar.

Formalny pietyzm

Niedociągnięcia na płaszczyźnie treściowej rekompensuje niebywale kunsztowna warstwa wizualna. W spektakularnych rozbłyskach, dynamicznych pościgach, popisowych akrobacjach w dopracowanych układach walk, szczególnie tych odwróconych, ze świecą szukać CGI. Twórcy postawili na naturalność, starając się ograniczyć efekty specjalne do minimum. Równocześnie zadbano, by każdy najmniejszy szczegół, nawet ten niezauważalny na pierwszy rzut oka, był perfekcyjny.

Kadr z filmu tenet
@Serwis Galapagos kadr z filmu “Tenet”, reż. Christopher Nolan

Produkcja zagwarantuje również ekskluzywną podróż po najróżniejszych zakątkach świata, czy to po zatłoczonych uliczkach indyjskich miasteczek, czy po opływających luksusem jachtach z widokiem na Etnę, a nawet po postapokaliptycznych zniszczonych wybuchami jądrowymi terenach Federacji Rosyjskiej. Do wyboru, do koloru. Praca kamery utrwala niezwykłe pejzaże, dzięki czemu uzyskujemy prawdziwe widowisko z pełnoprawną głębią obrazu i intensywnością koloru. Nawet w obliczu końca świata, piękno natury oraz surowość ziem dotkniętych ludzką ręką wprowadzają w zachwyt.

Jeśli nie w kinie, to gdzie?

Na płycie z filmem znajdziemy interaktywne menu z bezpośrednim dostępem do wybranych scen i wersji językowej. Niestety nie zawiera ona materiałów dodatkowych, w przeciwieństwie do wydania na Blu-ray. Jakość obrazu nie zawodzi oczekiwań, gwarantuje udany seans w gronie rodziny lub przyjaciół, szczególnie teraz, gdy publiczne wyświetlanie filmów zostało wstrzymane na czas nieokreślony, a w niektórych przypadkach premiery przeniesiono na inny termin, bądź zaprezentowano w serwisach streamingowych. Dysponując odpowiednim sprzętem, nie tyle przeniesiemy wrażenia widowiska kinowego, co uzyskamy całkiem przyzwoitą alternatywę w warunkach pandemii.

Dysharmonia

Tenet jest produkcją spełniającą kryteria dobrego kina akcji, widzowie odnajdą w niej wszystko, co kochają : ekscytujące pościgi, wartką fabułę, efektowne wybuchy czy w końcu wyczyny bohaterów balansujących na krawędzi życia i śmierci. Dodatkowo reżyser wzniósł swoje dzieło na inny poziom, dzięki wpleceniu naukowych teorii oraz terminologii z zakresu fizyki. Niestety wielowarstwowa konstrukcja wali się w posadach przez niedociągnięcia, ale przede wszystkim natłok wątków łączących się z główną osią filmu. Mechanizm logicznej układanki Nolana zgrzyta, obracającym się trybikom wadzą drobne defekty, choć tarcza dumnie reprezentuje markę. Teoretycznie machineria działa całkiem sprawnie, ale od twórcy tego kalibru oczekuje się zegarmistrzowskiej perfekcji.

Tytuł oryginalnyTenet

Reżyseria: Christopher Nolan

Rok premiery: 2020

Czas trwania: 2 godziny 30 minut

podsumowanie

Ocena
6

Komentarz

Christopher Nolan w nowej odsłonie wypada przyzwoicie, choć po tak wielkim reżyserze oczekuje się znacznie więcej. Zamotane wątki i niepotrzebny natłok wydarzeń gubi gdzieś myśl przewodnią filmu. Co się tyczy warstwy audiowizualnej, „Tenet” jest przede wszystkim fenomenalnie zrealizowaną produkcją. Warto dołączyć ją do swojej domowej filmoteki, by zachwycać się bogactwem zastosowanych środków formalnych.
Weronika Tryksza
Enfant terrible, wychowane przez francuską Nową Falę. Z głową w chmurach, bezustannie poszukująca nowych inspiracji. Utrwala chwile na płótnie, kliszy filmowej i kartkach papieru. Miłośniczka niekonwencjonalnych eksperymentów formalnych w kinie artystycznym, szczególnie w wykonaniu Lyncha, Lantimosa, czy Béla Tarra.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu