Top 5 seriali brytyjskich

Świat seriali to nie tylko amerykańskie, wysokobudżetowe hity typu Gra o tron, Breaking Bad (chociaż przy tej pozycji zasnęłam, oglądając pierwszy sezon) czy Jak poznałem waszą matkę. To także inne tytuły, może mniej znane, może nie tak mainstreamowe i popularne, ale wciąż warte obejrzenia. Dlatego dziś słów kilka o najlepszych produkcjach brytyjskich.
Doktor Who (ang. Doctor Who)

Od razu to zaznaczam – Doktor Who to nie tytuł dla wszystkich. To angielskie dzieło, które zostało wpisane do Księgi Rekordów Guinnessa jako najdłuższy serial science fiction (trwający ponad pięćdziesiąt lat), jest niesamowicie charakterystyczne i nie każdemu przypadnie do gustu. Nie będę kłamać, sama, oglądając pierwszy odcinek New Who[1], zastanawiałam się, o co tu właściwie chodzi. Najbardziej rzuciły mi się w oczy słabe, wręcz żenujące, efekty specjalne. A jednak Dziewiąty Doktor zauroczył mnie wystarczająco, by obejrzeć następny epizod. I kolejny. I jeszcze jeden. I tak poszło. Jeśli cenicie klimat i magię nad CGI oraz kochacie podróże w czasie… Cóż, zakochacie się w Doktorze Who.

Serial opowiada o kosmicie z rasy Władców Czasu, przemierzającym czas i przestrzeń w niebieskiej budce policyjnej – Tardis. Doktor na swojej drodze spotyka mnóstwo różnorodnych ras i razem z towarzyszami (najczęściej z Ziemi, którą sobie ukochał) nierzadko ratuje czy to Wszechświat, czy inne planety przed niebezpieczeństwami. Produkcja ta jest bardzo urozmaicona pod względem odcinków – są bowiem takie o wydźwięku romantycznym, są też epizody pełne akcji, są także te refleksyjne, komediowe oraz takie w klimacie horroru/thrillera. Dodatkowo Doktor Who zawdzięcza różnorodność i to, że się nie nudzi ciągłej przemianie głównego bohatera. Protagonista bowiem nie umiera, a się regeneruje – podczas tego procesu zmienia całkowicie wygląd, upodobania, charakter, choć wspomnienia zostają te same. Dzięki temu rozwiązaniu producenci mogą swobodnie „wymieniać” aktorów na nowych, a to zawsze dodaje serialowi powiewu świeżości. Zresztą Doktor Who to cała rozbudowana franczyza – spin-offy, komiksy, słuchowiska, książki. Jednak nie bójcie nic, nie musicie ich nadrabiać, by się orientować w świecie produkcji :). Jednak by zrozumieć niektóre subtelne nawiązania i easter eggi w New Who, wypadałoby także mieć jakąś wiedzę z Classic Who. Czy warto? Zdecydowanie.

 

Sherlock

Zestawienie brytyjskich seriali bez Sherlocka? To nie mogłoby się udać! Właśnie od tego tytułu zaczęła się moja miłość do Benedicta Cumberbatcha. Aktor genialnie oddaje charakter błyskotliwego, charyzmatycznego, nieco irytującego i dziwnego, bezczelnego detektywa. W swojej roli jest niezmiernie przekonujący, a towarzyszący mu Martin Freeman jako Watson to doskonały dodatek i przeciwwaga dla szalejącego w serialu Benedicta. Zresztą Freeman także idealnie pasuje na doktora, weterana wojennego i niejako „tego rozsądnego”, który musi biegać za niesamowicie inteligentnym i sławnym kolegą i niby ledwo dotrzymuje mu kroku, ale jednak nie do końca stanowi tylko ozdobę u boku Sherlocka.

Serial to nie jedynie bazowanie na popularności postaci Holmesa w popkulturze. Steven Moffat i Mark Gatiss spisują się jako scenarzyści (przynajmniej przez pierwsze trzy sezony), zagadki są ciekawe i wciągające, a proces dedukcji interesujący. Co więcej, przyklasnąć należy nie tylko fabule, ale także reżyserii, znakomicie oddającej sposób myślenia Sherlocka, oraz klimatycznej muzyce i doskonałym kreacjom drugoplanowym – Moriarty czy Irene Adler to postacie wyraziste i zapadające w pamięć, a pozornie nic nie znaczące „szare myszki”, jak Molly i Pani Hudson, również mają do odegrania spore role i spisują się w nich świetnie.

Za Sherlockiem przemawia również ogrom nagród i nominacji, jakie zdobyła seria – siedem wyróżnień BAFTA i sześć nominacji, dziewięć wygranych Emmy i trzydzieści nominacji, dwie Satelity oraz cztery nominacje, a także inne, których suma przekracza już osiemdziesiąt.

 

Broadchurch

Typowa produkcja kryminalna. Skoro typowa, to dlaczego znalazła się w zestawieniu jednych z najlepszych brytyjskich seriali? Fabuła może wydawać się banalna, bowiem traktuje o śledztwie dotyczącym morderstwa jedenastolatka w małym miasteczku. Do akcji wkracza detektyw Alec Hardy, w którego wciela się wybitny w swoim fachu David Tennant (aktor ten grał także Dziesiątego Doktora w Doktorze Who), oraz Ellie Miller, przyjaciółka matki nieżyjącego chłopca.

Fabuła, okraszona przemyślanymi ujęciami, powoli wprowadza widzów w życie dotąd spokojnego Broadchurch. Widownia stopniowo poznaje bohaterów i ich skrzętnie skrywane mroczne tajemnice. Nie uświadczycie tutaj pościgów, strzelanin i wybuchów, ale tak czy inaczej obejrzycie serial z zapartym tchem, a seansowi towarzyszyć będzie rosnące uczucie niepokoju.

Zresztą twórcy układają wydarzenia i skrawki scen w taki sposób, aby skłaniały widzów do rozpoczęcia własnego śledztwa, na sam koniec serwując rozwiązanie sprawy, które wszystkich zaskakuje. Doskonale budowane napięcie, spięte klamrą zdumiewających konkluzji, jest mocną stroną tego serialu. A to dopiero pierwszy sezon. Kolejne dwa również trzymają wysoki poziom, a David Tennat czy Olivia Colman swoim aktorstwem dotrzymują kroku genialnej realizacji.

 

Luther

Serial kryminalny z elementami dramatu. Po raz kolejny mocnym punktem jest oczywiście główna obsada, a w szczególności wcielający się w Johna Luthera, policjanta mającego problem z opanowaniem emocji, Idris Elba. Detektyw jest również obsesyjny i  zaborczy, co w połączeniu z jego dobrymi intencjami i nie do końca słusznymi metodami ich realizacji tworzy całkiem ciekawy efekt postaci skomplikowanej, budzącej ambiwalentne uczucia.

Kroku Elbie dotrzymuje Ruth Wilson jako Alice Morgan ­– nie mogę zdradzić szczegółów o tej bohaterce ze względu na spoilery, natomiast uwierzcie mi na słowo – to kobieta ważna i genialnie odegrana, sprawiająca, że widzowie z jednej strony ją kochają, z drugiej nienawidzą, a z trzeciej trochę się jej boją.

Luther nie jawi się jako typowy serial kryminalny, bowiem fabułę skonstruowano nieco na odwrót – najpierw dowiadujemy się, kim jest morderca, a potem śledzimy poczynania Johna (nierzadko ponad prawem oraz budzące sprzeciw) i jego zmagania z przestępcą. Co ważne, często okazuje się, że policjant ma więcej wspólnego ze swoim przeciwnikiem, niż chciałby przyznać. Choć pozornie nic na to nie wskazuje, serial kładzie nacisk na elementy psychologiczne bardziej niż na elementy kryminalne.

 

Muszkieterzy (ang. The Musketeers)

Produkcja ta stanowi adaptację słynnej powieści Aleksandra Dumasa Trzej muszkieterowie. Kto z nas nie kojarzy Atosa, Aramisa, Portosa czy D’Artagnana? Postacie te są jednymi z szerzej eksploatowanych w popkulturze, a sentencję „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!” zna każdy.

Mimo że Muszkieterzy nie są wiernym odwzorowaniem wydarzeń z książki, to serial szczyci się ciekawą, dynamiczną fabułą i mnóstwem akcji, która doskonale oddaje klimat tamtych czasów. Całość okraszona została doskonałym aktorstwem Santiago Cabrery i Toma Burke’a, a przecież nie możemy także zapomnieć o ich głównym przeciwniku – kardynale Richelieu – tu naszym oczom ponownie ukazuje się talent Petera Capaldiego (dlaczego ponownie? Sprawdźcie Doktora Who i niżej opisane The Thick Of It :)). Śmiem nawet twierdzić, iż w roli złoczyńcy jawi się jako najmocniejszy punkt tej produkcji, zwłaszcza że owa kreacja to nie najzwyklejszy villain, którego motywy są nieuzasadnione fabularnie i jest zły po prostu dla zasady, tylko czarny charakter, faktycznie chcący jak najlepiej dla Francji, tylko używający niewłaściwych  metod. Ponadto dobrze skonstruowane główne postaci, ich charaktery oraz demony przeszłości, pragnienia, pasje i strachy sprawiają, iż bohaterowie nie wydają się jedynie ładni i papierowi.

Na szczególną pochwałę zasługują także kostiumy i scenografia – siedemnastowieczna Francja jest naprawdę przekonująca.

Zaletą dla widzów mniej wymagających może być fakt, iż seria składa się z pojedynczych historii, połączonych ze sobą rozwijającą się w tle główną fabułą, której rozwiązanie następuje w finale. Na próżno szukać tu skomplikowanej opowieści z mnóstwem wątków, powodującej u widza uczucie zagubienia.

W serialu poczuć można również powiew nowoczesności, bowiem twórcy, nienachalnie, przeplatają wydarzenia ze współczesnymi problemami – chociażby praw kobiet – a także napomykają o niewolnictwie.

 

Bonusy:
Przygody Merlina (ang. Merlin)

W tym zestawieniu nie mogło zabraknąć Przygód Merlina, choć poza wyróżnioną piątką. Zdaję sobie sprawę, że pod względem efektów specjalnych nie jest to dzieło wszechczasów (ale pamiętajmy, że serial ma już dziesięć lat!), a zaklęcia nie rzucają na kolana, ale nie o to w nim chodzi.

Produkcja posiada to coś. Magię, urok, coś, co chwyta za serce.

Przygody Merlina oparte zostały na legendach arturiańskich i opowiadają o znanym wszystkim czarodzieju, jednak… w nieco innej formie. Merlin nie jest bowiem starszym panem z długą, siwą brodą, w szacie do samej ziemi, a młodym mężczyzną, który trafia na dwór Uthera – obecnie panującego ojca Artura. Bohater nawiązuje później silną relację z synem władcy.

Niepowielanie schematycznego podejścia do wspomnianych legend uważam za plus serialu. Twórcy zmieniają znane historie w coś nowego, świeżego, pełnego młodzieńczego wigoru. Jeżeli boicie się, że zabraknie Morgany, rycerzy Okrągłego Stołu (bo przecież rządzi starszy Pendragon, a Artur jest po prostu księciem i synem od zadań specjalnych), Ginewry, Nimue czy Mordreda, to już nie musicie – oni wszyscy tam są i choć napisani od nowa, swoje podwaliny wciąż mają w znanych postaciach. Ba, nawet pojawiają się smoki!

Największą zaletą Przygód Merlina jest to, jak seria kształtuje i pokazuje relacje między Merlinem i Arturem, Arturem i Mroganą, Merlinem i Nimue czy Ginwerą (a właściwie Gwen) i Lancelotem. Jak wspomniałam, czuć w tym wszystkim jakąś magię, która oczaruje każdego, kto ceni sobie seriale z magicznym klimatem.

 

The Thick of It

Proszę tu dopisać, że to serial 18+ i tylko dla miłośników charakterystycznego brytyjskiego humoru.

Krótka wersja opisu tej perełki? Cztery pełne sezony przeklinającego Malcolma Tuckera, którego odgrywa nie kto inny, jak Peter Capaldi. Typowa brytyjska, polityczna satyra – akcja rozgrywa się w Departamencie Spraw Społecznych. Ciężko mi się rozpisywać o walorach estetycznych czy metaforycznych omawianej produkcji, bo w sumie tego nie ma, ale jest genialny humor i to po prostu trzeba to zobaczyć.

 

Powyższe pozycje są oczywiście tymi nowszymi i/lub wciąż emitowanymi. Zdaję sobie sprawę, że brakuje produkcji kultowych, jak Latający Cyrk Monty Pythona (ang. Monty Python’s Flying Circus), Jaś Fasola (ang. Mr. Bean) czy chociaż Allo, Allo!, jednak te seriale wszyscy już znamy.

 

Niestety top 5 ma to do siebie, że trzeba wybrać kilka serii spośród wielu ciekawych, a więc nieobecność pewnych tytułów może razić. Niemniej, jeśli wam mało, polecam także: The Crown, Czarne lustro (ang. Black Mirror – szerzej o nim w Top 5 seriali Netflixa), Upadek (ang. The Fall), Peaky Blinders, Biuro (ang. The Office – choć osobiście preferuję wersję US), Tabu (ang. Taboo), Utopię, Koniec defilady (ang. Parade’s End), London Spy, Nocnego Recepcjonistę (ang.  The Night Manager) oraz Wyklętych (ang. Misfits – choć tylko do czasu wymiany całej ekipy na nowych bohaterów). A Downtown Abbey nie polecam, bo niestety nie rozumiem jego fenomenu, poza Maggie Smith. Być może wynika to z faktu, że nie lubię historii :).

Jeśli macie jakieś pomysły, czy chcecie polecić coś jeszcze naszym czytelnikom, zostawcie komentarz!

 


[1] Serial podzielić można na dwie części. Classic Who to odcinki od początku – 1963 roku do 1989, plus film z 1996 roku (w sumie dwadzieścia sześć sezonów). W ’89 serial anulowano ze względu na niską oglądalność. Ponad piętnaście lat później Doktor Who został wznowiony. Pierwszy odcinek New Who wyemitowano w 2005 roku i ta era trwa do teraz.

Adrianna Rakowska

Adrianna Rakowska

Geek i fanatyczka popkulturalna. Szczególnie upodobała sobie brytyjskie produkcje i spektakle (i aktorów, na widok których krzyczy jak mała dziewczynka), fantastykę oraz wszystko, co marvelowskie. Ceni klimat i magię ponad efektami, dlatego kocha Doctora Who nad życie. Dyrektor ds. Memologii, śmieszek 24/7. Hobbit 100% - lubi święty spokój, jeść i spać.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.