Rewizyta u dawnych znajomych. „Friends: The Reunion” – recenzja odcinka specjalnego

-

Nie jestem fanem Przyjaciół. Na mojej półce nie znajdziecie zestawu płyt DVD zawierających wpadki z planu, w szafie brak t-shirtów z wizerunkami postaci, nie mam nawet najzwyklejszego kubka z logo serialu. Jednakże gdy podczas ostatnich dwóch tygodni zapalenie płuc przykuło mnie do łóżka i naszła mnie ochota na relaksującą, „odmóżdżającą” komedię… Chyba domyślacie się, co wybrałem. Bo choć nie należę do najbardziej zagorzałych fanatyków i widzę wiele wad tej produkcji, najzwyczajniej w świecie lubię ten serial i uważam go za ważną część popkultury.
Na pokład!

Nie jest to zresztą kwestia do dyskusji: niezależnie od pojedynczych ocen krytyków i widzów. Przyjaciele, siedemnaście lat po emisji ostatniego odcinka, są wciąż przeogromną marką niosącą ze sobą kolosalne wręcz pieniądze. Gdyby było inaczej, czy Netflix i HBO wydałyby setki milionów dolarów na prawa do emisji? Ba, jeśli zapomnianoby o serialu, nie powstałby specjalny odcinek, który także kosztował nie mało (według niektórych źródeł nawet dwadzieścia milionów dolarów). Kiedy więc wreszcie na stacji pojawił się długo wyczekiwany pociąg do nostalgii, jak mogłem do niego nie wsiąść? Nagle poczułem wręcz, że ta wycieczka jest moim obowiązkiem, choć przecież „nie jestem fanem”. Ale jak tu się nie uśmiechnąć, po latach spotykając tę samą paczkę znajomych?

Ale ale, z dworca lepiej niech od razu wyjdą ci, którzy nigdy nie widzieli całej serii Przyjaciele. Znajomość poszczególnych odcinków oraz internetowych memów nie wystarczy – nikt nie tłumaczy tutaj, czym jest ten serial oraz kim są postaci w nim grające. Twórcy zakładają, mym skromnym zdaniem całkiem słusznie, iż jeśli wciśniesz PLAY, to podstawy masz za sobą. Wiesz, kto był kim, jak długo romansowali ze sobą bohaterowie, gdzie mieszkali i tak dalej. Dopiero wtedy można czerpać prawdziwą przyjemność z tego  spotkania po latach. A dzięki formatowi produkcji, dzieje się to na dwa sposoby.

Kadr z odcinka specjalnego “Przyjaciół”/@HBO GO Polska

Dualizm

Główną częścią jest talk-show z obsadą serialu jako gośćmi oraz prowadzącym, Jamesem Cordenem. Ten sprawdza się znakomicie: ma doświadczenie (prowadzi The Late Late Show), nie przytłacza swą obecnością, po prostu delikatnie popycha rozmowę naprzód. Czasem zada z pozoru niewinne pytanie, innym razem zaprosi na scenę gwiazdę specjalną. Ciężko mi sobie wyobrazić kogoś lepszego na tym miejscu, choć prawdopodobnie producentów kusiły bardziej sławne nazwiska. Cieszę się jednak, że nie padło choćby na Jimmy’ego Fallona czy też Conana O’Briana, którzy to swą ekspresyjną osobowością namieszaliby podczas tegoż spotkania. A tak całkiem przyjemnie słucha się kanapowych zwierzeń aktorów: wydają się wręcz naturalne, nie wymuszone. Przeplatane są ponadto ujęciami z planu zdjęciowego, żywcem przeniesionego z ubiegłego wieku. Tam to główna szóstka przyjaciół spotyka się „bez nadzoru” i ma okazję powspominać. I choć wiem, że zdecydowana większość tych fragmentów została w jakimś stopniu wyreżyserowana, nie sposób odmówić naturalności tej sytuacji. Uwierzyłem, iż to prawdziwe spotkanie po latach, pierwsze od dawna „nieoficjalne” wyjście na wspominki. Pełne łez zarówno ze śmiechu, jak i smutku.


Jednego i drugiego nie zabraknie także widzom, ponad półtorej godziny zleci w mgnieniu oka. Materiału wydaje się być wystarczająco na co najmniej trzy części: zdecydowano się jednak nie rozwlekać zawartości, co przyniosło całkiem przyjemny skutek. Friends: Reunion to jedna, wielka laurka, stworzona w hołdzie serialowi. Przez aktorów i producentów, głównie dla fanów, ale też troszkę dla nich samych. Gęsto tu od wspominek o początkach przyjaźni, niepublikowanych wcześniej wpadek z planu, rozmów o problemach z castingiem, zwierzeniach gwiazd… Wszyscy wyglądają, jakby realnie cieszyli z pierwszej od dawna okazji do wspólnego „bycia razem”. A świat zdaje się chłonąć tę radość i ją powielać: począwszy od publiczności w otwartym studiu przy kultowej fontannie, a kończąc na wiadomościach wideo z każdego zakątka świata. To w nich fani wszelkich ras i orientacji seksualnych (to tyle, jeśli chodzi toksyczność serialu) wspominają swoje początki z Przyjaciółmi oraz to, jak wpłynęli oni na ich życie. Nawet David Beckham znalazł chwilę, by opowiedzieć o swoim ulubionym odcinku: skala programu bywa momentami naprawdę oszałamiająca.

Kadr z odcinka specjalnego “Przyjaciół”/@HBO GO Polska

Duma

Wizyt aktorów drugoplanowych każdy mógł się spodziewać: ot parę zdań o wielkiej przygodzie i pora na kolejnego gościa. Ale czy ktoś pomyślał o Phoebe śpiewającej wspólnie z Lady Gagą Smelly Cat? Albo o występie przed kamerą pakistańskiej działaczki na rzecz praw kobiet i laureatki Pokojowej Nagrody Nobla, Malala Yousafzai? Wydawać by się mogło, że Przyjaciele odcisnęli swe piętno na każdym. Justin Bieber, gwiazda nowego pokolenia, pojawia się na scenie przebrany za ziemniaka, nie wypowiadając przy tym słowa. Tak ogromny odcisk popkulturowy pozostawił po sobie ten serial, każdy chce być częścią jego dziedzictwa. Nie oznacza to jednak, że nie widać po nim upływu czasu.

Ale to dobrze, że zarówno główna obsada, jak i producenci mają świadomość zamkniętego rozdziału. Fani mogą błagać o kolejne spotkania, aktorzy za to czasem odegrać scenkę lub dwie i powspominać stare, dobre czasy. Ale „tatusiowy brzuszek” Matta LeBlanca nagle nie zniknie, podobnie jak sztuczne zęby Matthew Perry’ego. Nagle okazuje się, że Jennifer Aniston nosi okulary do czytania, a Lisa Kudrow zaczyna przypominać matkę niegdyś pełnej życia Phoebe. Szczyt sławy przeminął: to naturalna kolej rzeczy, wszyscy na planie są tego świadomi. W pewnym momencie pada nawet stwierdzenie: „Nie będzie kolejnego powrotu za piętnaście lat. To ostatni taki wspólny wywiad”. I bardzo dobrze. Zejście ze sceny w odpowiednim momencie odróżnia bohatera od złoczyńcy. A Friends, mimo upływu lat, w sercach wielu ludzi na całym świecie pozostanie serialem niezwyciężonym.

Czy słusznie? A kogo to obchodzi?


Materiał źródłowy

GrafikaHBO Polska

podsumowanie

Ocena
8

Komentarz

Ponad półtorej godziny wspominek dla prawdziwych fanów. Okazjonalni też będą mieli radochę, ale stracą wiele powodów do wzruszeń i śmiechów.
Przemysław Ekiert
W wysokim stopniu uzależniony od popkultury - by zniwelować głód korzysta z książek, filmów, seriali i komiksów w coraz większych dawkach. Popijając nowe leki różnymi gatunkami herbat, snuje głębokie przemyślenia o podboju planety i swoim miejscu we wszechświecie. Jest jednak świadomy, że wszyscy jesteśmy tylko podróbką idealnych postaci z telewizyjnych reklam.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu