Polowanie na bestie. „Szczęki” – recenzja książki

-

Szczęki to powieść, której czytanie wywołuje wypieki na twarzy. Nie jest to zasługa opisywanego śledztwa, a wątku miłosnego lub może bardziej erotycznego, który urozmaica ciągnące się poszukiwania rekina. I choć chwilami bywa nudna, a dzięki ekranizacji Stevena Spielberga niemal każdy zna jej zakończenie, warto po nią sięgnąć chociażby po to, aby porównać film z pierwowzorem.
Kilka słów wstępu

Szczęki znane są przede wszystkim z filmu o tym samym tytule, który powstał w latach 70. Książka to pierwsza wersja tej historii, dlatego przeczytanie jej pozwala na porównanie z filmem lub na odwrót. Co ważne, powieść stała się światowym bestsellerem jednak to ekranizacja przyczyniła się do jej popularności oraz  zakorzenienia motywu bestii z głębin w kulturze. Autorem Szczęk jest Peter Benchley, który zyskał popularność właśnie dzięki tej książce.

Prosta, ale ciekawa historia – recenzja Szczęki

Historia jest prosta, ale wciąga. Martin Brody to szef policji w jednej z nadmorskich miejscowości, Amity. Miasteczko nie jest duże. Życie zaczyna się tutaj dopiero latem, a jest to zasługa turystów, którzy dzięki swoim wizytom utrzymują mieszkańców oraz sprawiają, że mogą oni spokojnie i godnie żyć przez resztę dni w roku. Nie dziwnego, że gdy na jaw wychodzi pierwszy atak rekina, miejscowa ludność zaczyna panikować. Ofiarą jest bowiem kilkuletnie dziecko. Większa liczba zabitych oznacza zamknięcie plaż, a co za tym idzie wyjazd turystów. Aby uniknąć bankructwa, osoby z wysokimi stanowiskami w mieście chcą zataić tragedię, twierdząc, że atak rekina był tylko incydentem. Jak się okazuje – mylą się. Brody początkowo buntuje się, jednak odpuszcza pod naciskiem  przyjaciela, redaktora miejscowej gazety, oraz burmistrza, co w późniejszym czasie przynosi katastrofalne skutki. Ofiar przybywa, a rządzący Amity zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, iż śmierć chłopca to niejedyny kłopot, z którym będą musieli sobie poradzić. Rekin atakuje kolejne osoby, a pracę Martina utrudnia nadgorliwy burmistrz, który z niewiadomych przyczyn nie chce dopuścić do zamknięcia plaż. Komisarz staje przed dylematem: zamknąć plażę i skazać miasteczko na bankructwo czy posłuchać burmistrza i zbagatelizować zagrożenia? Decyzji nie ułatwia mu także fakt, że w miasteczku pojawia się ichtiolog, Matt Hooper, który zawodowo zajmuje się badaniem rekinów. Jednak współpraca mężczyzn nie układa się pomyślnie. Sprawę pogarszają problemy rodzinne komisarza, a zwłaszcza jego relacja z żoną, która zaczyna interesować się nowym gościem w miasteczku. Jednak Brody musi odsunąć rodzinę i kłopoty w małżeństwie na boczny tor, aby złapać krwiożerczą rybę, siejącą spustoszenie wśród turystów. Pomaga mu w tym wcześniej wspomniany Hooper oraz jeden z niewielu specjalistów zajmujących się polowaniem na rekiny – Quentin.

Nie taki diabeł straszny, jak go malują

Czy Szczęki, mimo drastycznych scen wpisanych w fabułę czy okładki przedstawiającej krwiożerczą bestię, są straszne? Nie. Książka w żadnym calu nie przypomina horroru. Jest to przede wszystkim powieść obyczajowa z dość ciekawą historią. Bywa nudna, jednak ma kilka momentów zaskoczenia, zwłaszcza pod koniec, dlatego warto cierpliwie czekać na te punkty zwrotne. Chwilami dłużące się wątki dotyczące poszukiwania rekina urozmaicają drobne elementy romansu. Jak się okazuje, nawet w książce o polowaniu na rekina znalazło się miejsce na trochę erotyki.

Bohaterowie

Za ciekawie wykreowaną postać można uznać małżonkę Brody’ego – Ellen. Autor opisał ją jako raczej nieszczęśliwą żonę, która przez małżeństwo z policjantem przeszła z wyższych sfer do klasy średniej. Kobieta, mimo upływu wielu lat, nie może poradzić sobie z tym faktem, przez co stara się wkupić w towarzystwo turystów. Nie podoba się to jej mężowi, który przemęczony tajemniczym śledztwem nie ma ochoty na imprezowanie z nieznajomymi. Ellen szuka odskoczni od codzienności, a jej uwagę zaczyna przyciągać pewien mężczyzna. Jednak czy kobieta zdecyduje się przekroczyć granice, na które nie pozwala jej małżeństwo? Tego musisz dowiedzieć się sam. Dla mnie wątki z jej udziałem są jednymi z bardziej interesujących w książce. Drugą z postaci, która urzekła mnie swoim charakterem, jest zawodowy łowca rekinów Quentin, którego kwestie wprowadzają sporo humoru. Reszcie bohaterów nie poświęcono większej uwagi i nie zapadają w pamięć.

Polowanie na bestie. „Szczęki” – recenzja książki

 

Tytuł: Szczęki

Autor: Peter Benchley

Wydawnictwo: Replika

Ilość stron: 318

ISBN: 978-83-66217-32-4

podsumowanie

Ocena
6.5

Komentarz

„Szczęki” to lekka i przyjemna lektura. Warto po nią sięgnąć choćby po to, aby porównać ze słynniejszą od pierwowzoru wersję filmową, którą zna niemal każdy.
Wioletta Baran
Wioletta Baran
Uzależniona od wszystkiego. Zakupoholiczka, książkoholiczka, serialoholiczka i koncertoholiczka. Cierpi na amnezje muzyczną i nigdy nie może zapamiętać tytułów piosenek, mimo że kocha słuchać muzyki. Lubi jak wszystko idzie po jej myśli. Nie lubi mówić o sobie i być w centrum uwagi.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

„Szczęki” to lekka i przyjemna lektura. Warto po nią sięgnąć choćby po to, aby porównać ze słynniejszą od pierwowzoru wersję filmową, którą zna niemal każdy. Polowanie na bestie. „Szczęki” – recenzja książki