Niektóre domy rodzą się złe. „Nawiedzony dom na wzgórzu” – recenzja serialu

-

Moje pierwsze zetknięcie się z filozofią grozy Flanagana było dość owocne. Absentia przekonała mnie o tym, że świetnie czuje się on w swoim fachu. Tworzone przez niego opowieści skupiają się głównie na tworzeniu  tajemniczej aury wokół rozgrywających się wydarzeń. Każde kolejne spotkanie z  jego filmografia, coraz bardziej interesujące,  zaowocowało wpisaniem reżysera na listę moich ulubionych twórców. Wcześniejsze dzieła artysty noszą znamiona oryginalności, widać rzetelność w prowadzeniu narracji oraz budowaniu klimatu, choć można je uznać za co najwyżej dobre. Długo jednak nie musiałem czekać, aby Flanagan w końcu wprawił krytyków w zachwyt. Serial na podstawie słynnej powieści Shirley Jackson pokazał, iż ma on niezwykły talent i wyczucie nie tylko w straszeniu widzów duchami, ale także w ukazywaniu ludzkich, życiowych dramatów.
Od zera do milionera

Mike Flanagan to reżyser kompletny. Rzetelny, kreatywny, pomysłowy, i co najważniejsze – nieustannie poszerzający swoje rekwizytorium grozy. Wzbogaca je o coraz to bardziej wysublimowane zjawy, potwory i odziewa je w metaforyczne szaty tak, aby pokazać wielowymiarowość ludzkich doświadczeń. Spotkanie z duchami wykreowanymi przez przez artystę to nie  tylko metafizyczne przeżycie, ale również głębsza  refleksją nad sensem egzystencji człowieka.  Ważne jest też to, że stara się pójść za ciosem i z każdego kolejnego dzieła wyciągnąć puentę, która w połączeniu z dramaturgią bohaterów wprawi odbiorców w konsternację i skłoni do autorefleksji. W swojej filozofii twórca kładzie duży nacisk na zniekształcone pod wpływem czynników nadprzyrodzonych więzi rodzinne. Po raz pierwszy motyw ten przedstawił w Oculusie, który utwierdził widzów w przekonaniu o tym, iż artysta posiada duże możliwości narracyjne i merytoryczne.

Kadr z serialu „Nawiedzony dom na wzgórzu”

Dom, który ma serce i duszę

Chłodne, mosiężne mury gotyckich posiadłości, ciemne, bezkresne korytarze czy niedostępne, zakluczone pokoje skrywające tajemnicę. Znamy to aż za dobrze. Kupno za nieduże pieniądze domu znajdującego się na terenie Hill House było idealną okazją dla rodziny Crain na szybkie wzbogacenie się. Nabyta nieruchomość wymaga jedynie odrestaurowania, aby zdolna była do użytku. Z czasem nowi lokatorzy przekonają się, iż niektóre budynki posiadają własną duszę i serce. Serialowa adaptacja Nawiedzonego domu na wzgórzu nie grzeszy oryginalną fabułą, podobnie jak słynna powieść Shirley Jackson. Flanagan główny koncept książki wziął wyłącznie za punkt wyjścia dla dalszych rozszerzeń i reinterpretacji. Oryginał posłużył mu jedynie jako materiał poglądowy, na którym dokonał istotnych dla jakości obrazu modyfikacji według własnej koncepcji i inwencji twórczej, a jak już zdążyliśmy się o tym przekonać, posiada niebywałe zdolności w tym względzie.

Ogromna rezydencja oczami reżysera to nie tylko miejsce schronienia, lecz pewnego rodzaju archiwum wszelkich wspomnień, namiętności, grzechów i cierpienia. Twórca nadaje jej głębsze, symboliczne znaczenie, które wyraża za pomocą rozbudowanych metafor. Czyni to przede wszystkim poprzez poetyckie środki wyrazu. Bohaterowie często prowadzą ze sobą odznaczające się patosem dialogi oraz monologi, dotyczące duchowego i moralnego jestestwa. Dramaturgia wylewa się z ich mimiki. Wszelkie tragedie w dorosłym życiu protagonistów mają źródło w przeżyciach z okresu dzieciństwa i związane są z miejscem ich zamieszkania.


Ludzkie dramaty

U Flanagana horror nierozerwalnie związany jest z ludzkim dramatem. Taką filozofię można dostrzec w poprzednich jego tworach. Środek ciężkości przesunięty zostaje z wykreowania typowej grozy, polegającej wyłącznie na przestraszeniu widza, na ukazanie zaburzonych więzi wewnątrzrodzinnych, będących bezpośrednim następstwem ingerencji zjawisk nadprzyrodzonych w losy postaci. Tragiczna, samobójcza śmierć matki rodziny Crain oraz inne doświadczenia w Hill House odcisnęły ogromne piętno na poszczególnych jej członkach. Najmłodsza z rodzeństwa Nell, najbardziej nie potrafiąca pogodzić się z wydarzeniami z przeszłości, w dodatku przeżywająca utratę ukochanego męża, popada w depresję i obłęd, w konsekwencji idąc śladem rodzicielki, powraca do przeklętego domu i popełnia samobójstwo. Jej brat bliźniak Luke, aby zapomnieć o traumatycznych przeżyciach, schodzi na złą drogę, która prowadzi go do uzależnienia od twardych narkotyków. Kolejna z sióstr Theodora, nie doznawszy w okresie dorastania matczynej troski i miłości, traktuje instrumentalnie wszelkie relacje z innymi. Najstarsza Shirley (tutaj hołd dla autorki powieści), mimo szczerych intencji i dobrego serca, nie potrafi odpędzić się od bolesnych wspomnień, zakłada firmę pogrzebową i na co dzień obcuje ze śmiercią. Następny z braci Steve, tworzy wokół siebie mur, który chroni jego umysł przed dopuszczeniem do świadomości prawdy o zdarzeniach w nawiedzonej posiadłości, tym samym wykorzystując tę sytuację do napisania powieści i wzbogacenia się na niej. No i Hugh, ojciec, przez całe życie próbujący nieskutecznie  strzec swoje dzieci przed straszliwą i okrutną rzeczywistością. Mamy tutaj do czynienia z rozbudowaną psychologiczną charakteryzacją poszczególnych postaci z dbałością o ukazanie możliwie jak najszerszej sfery moralnej.

Kadr z serialu „Nawiedzony dom na wzgórzu”

Czas to pojęcie względne

Ważnym elementem kompozycyjnym serialu jest także dwutorowa narracja, poprzez którą  Flanagan prezentuje nam wykreowaną rzeczywistość. Dzięki stosowanym wielokrotnie retrospekcjom, reżyser stopniowo wprowadza nas w sedno historii. Dla niego czas jest pojęciem względnym. Odważnie zagina czasoprzestrzeń, zaburzając jej linearność. Ukazuje tym sposobem zupełne zatarcie się granic między wymiarami, co umożliwia mu swobodne tworzenie niedopowiedzeń lub wyjaśnień. Taki styl dyktuje również sposób prowadzenia napięcia, które buduje nieśpiesznie, odkrywając przed nami stopniowo kolejne tajemnice.

Marcin Panuś
Zafascynowany horrorem od najmłodszych lat. Twierdzi, że pierwszy film grozy obejrzał już w wieku sześciu lat. Wierny fan Freddy’ego Kruegera. Od postmodernistycznego kina woli stare dobre produkcje klasy B. Typ aktywisty i sportowca, z milionem pomysłów na siebie. Ceni sobie szczerość i otwartość u ludzi oraz bliższe relacje z innymi. Stawia na samorealizację poprzez zainteresowania i pasje. Może kariery badmintonisty nie zrobi, ale ma zadatki by być dobrym pedagogiem. W wolnym czasie lubi zagłębiać się w poezji. Wciąż podtrzymuje obietnicę, że kiedyś wyda swój skromny tomik.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu