Mogło być (dużo) lepiej. „Syberia” – recenzja filmu DVD

-

Wyrywając się w redakcji na ochotniczkę do obejrzenia Syberii, spodziewałam się chyba czegoś w stylu Johna Wicka (2014) w krainie wiecznych mrozów, w której to produkcji ukochana głównego bohatera pożyłaby troszkę dłużej niż we wspomnianym akcyjniaku. Zapewne zamieszczona w blurbie fraza „sensacyjny melodramat” powinna była podpowiedzieć mi, że te pierwsze skojarzenia miną się z fabułą filmu o lata świetlne.

Kadr z filmu

Diamenty, śnieg i ona

Lucas Hill (Keanu Reeves) właśnie przybył do Sankt Petersburga, aby wraz ze wspólnikiem, Piotrem, sprzedać wątpliwego pochodzenia diamenty. Problem polega na tym, że Piotra nie ma w hotelu, w którym mieli się spotkać. Według słów nieco gadatliwej recepcjonistki przyszli po niego jacyś mężczyźni. Przekazała mu również wiadomość, żeby spotkali się w Mirnie, niewielkim miasteczku na Syberii. Lucasowi udaje się przekonać kupca, Borisa Wołkowa, aby nawet bez próbki diamentów poczekał na nie jeszcze dwa dni. W tym czasie ma nadzieję na odnalezienie wspólnika i kamieni szlachetnych. Pierwszego dnia w Mirnie poznaje Katję (Ana Ularu), właścicielkę jedynej otwartej do późna, oferującej alkohol kawiarni w okolicy. W czasie pierwszej wizyty w tym przybytku staje w jej obronie przed solidnie podchmielonymi i skłonnymi do ekshibicjonizmu mieszkańcami miasteczka. A to, co nietrudno było w zasadzie przewidzieć, doprowadziło do tego, że tuż po wyjściu nasz główny bohater zostaje napadnięty, a że Johnem Wickiem nie jest, nie kończy się to dla niego najlepiej. Na szczęście Katja ma dobre serce i zabiera nie do końca przytomnego Lucasa do swojego domu, aby doszedł do siebie.

I tak zaczyna się niespodziewany, pełen wybojów oraz cierpień romans pomiędzy głównymi bohaterami Syberii. A Wołkow nie zamierza rezygnować z obiecanych sobie diamentów.

Dwa w jednym

Z jednej strony mamy więc do czynienia z thrillerem osnutym wokół transakcji, która nie do końca przebiega zgodnie z planem obu stron oraz zagadki nieuchwytnego wspólnika Lucasa. Mafia, specnaz, tajemnice, zaginięcia i szantaże będą grały tu dość istotną rolę. Wrażenie niepokoju potęguje ponadto osadzenie większej części akcji filmu w niewielkim syberyjskim miasteczku, gdzieś na rubieżach, otoczonego nieprzyjazną ludziom przyrodą. Pod względem wykreowanego klimatu przypomina więc niejedną skandynawską produkcję – poczucie izolacji, zagrożenia oraz klaustrofobia zdecydowanie stanowią dominantę tego wątku. Z drugiej jednak strony mamy skazany na niepowodzenie romans pomiędzy związaną rodzinnymi obligacjami Katją i wplątanym w szemrane interesy żonatym Lucasem. To podejrzenie, że na końcu nie czeka ich happy end, dodaje ich związkowi dramatyzmu. W pewnym momencie można wręcz odnieść wrażenie, że Syberia to dwa różne, nieco na siłę sklejone ze sobą filmy. Obie te warstwy może i pozostają ze sobą ściśle powiązane, jednak jakby nie do końca, co tworzy dysonans, który może zadziałać na widza w różny sposób: pogłębić zainteresowanie albo go zupełnie do przedstawianej historii zniechęcić.


Kadr z filmu

Ale…

Problem w tym, że im dłużej myślę o Syberii, tym trudniej przychodzi mi sformułowanie jakiejkolwiek zdecydowanej opinii. Najlepiej chyba będzie powiedzieć, że to „słaby film, ale interesujący”. Film Matthew Rossa nie porywa – chociaż zawiera wszystkie elementy, które mogłyby złożyć się na ciekawy, wciągający, ale i emocjonujący obraz – od początku nie miał stanowić po prostu źródła rozrywki. Lucas nie jest kolejnym Johnem Wickiem – nie będzie triumfował nad każdym kolejnym złoczyńcą ani przechytrzał wszystkich po drodze. To również nie udręczony, poszukujący ukojenia kochanek, którego miłosnym przygodom możemy kibicować. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że wikła się z Katją w coś więcej niż zwykły romans. Jak już wspomniałam, tu nie ma miejsca na happy end i jest to właściwie jasne od pierwszych minut, gdy widzimy najpierw głównego bohatera w chłodnej kolorystycznie, pustej kuchni, a później siedzącego, znowu samotnie, w terminalu lotniskowym. Reeves doskonale oddaje przy tym pewną wyraźnie wyczuwalną rezygnację Lucasa, ale dlaczego, jaką – dowiemy się dużo później, jeśli tylko zobaczymy film do końca. Ularu na początku nie porywa, wydaje się dość sztywna, nieco zbyt śmiała jak na mieszkankę tak niewielkiej mieściny, ale i ta kreacja nabiera znaczenia wraz z rozwojem historii. Oboje dobrze sobie radzą również w scenach łóżkowych – tak tych namiętnych, jak i bardziej emocjonalnych.

Mogło być dużo lepiej

Syberia generalnie zawodzi – być może dlatego, że thriller i melodramat to niekoniecznie dobrze wypadające razem gatunki. Albo dlatego, że nie jest to po prostu film mający zostawić widza w dobrym nastroju. Niby wszystkie elementy znalazły się na swoim miejscu, niby wszystko powinno zagrać, jednak tak się nie dzieje. Wciąż jednak nie mogę powiedzieć, iż mam poczucie straconego czasu czy zawiedzionych nadziei. Syberia intryguje, frapuje i zmusza do tego, aby całą tę historię przemyśleć, przeanalizować, poukładać.

 

 

Tytuł oryginalny: Siberia

Reżyseria: Matthew Ross

Rok powstania: 2018

Czas trwania: 1 godzina 44 minut

Agata Włodarczyk
Agata Włodarczykhttp://palacwiedzmy.wordpress.com
Nie ma bio, bo szydełkuje cthulusienki.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu