Jedno dziecko, jeden wybór, wiele możliwości. „Księgi Magii” – recenzja komiksu

-

Opowieści o wybrańcach, specjalnych dzieciach, zwykle chłopcach, było już wiele. Jedną z nich napisał również Neil Gaiman, wplatając ją w bogaty świat superbohaterów z DC Comics i Sandmana, a którą całkiem niedawno wznowiono, przekazując tę historię Kat Howard. Dla tych, co zetknęli się z opowieścią o Timie Hunterze dopiero w nowej wersji, Egmont przygotował niespodziankę: drugie wydanie oryginalnej serii z lat dziewięćdziesiątych.
Czterej mędrcy i chłopak

Pewnego dnia czwórka tajemniczych mężczyzn w prochowcach spotkała się, aby ustalić, co powinni zrobić w sprawie Timothy’ego Huntera. Chłopca, który pozornie niczym nie różni się od rówieśników, przynajmniej na razie. Urodził się bowiem z niezwykłym, magicznym talentem – jednak to, jak i czy go wykorzysta, pozostaje niewiadomą, ponieważ nie dokonał jeszcze wyboru. Potencjalnie może przynieść światu tak ogromne zło, jak również dobro – między innymi dlatego jedną z opcji rozważanych przez tajemniczych jegomościów, magów, jest jego zabójstwo. Zamiast jednak najprostszego i najkrwawszego rozwiązania, postanawiają oni dać Timowi coś niezwykle cennego – wiedzę co do tego, czym jest magia i jak wpływa na świat oraz historię. Po to, aby dokonując wyboru, miał świadomość konsekwencji. Nie tylko zresztą „Szarża Płaszczowej Brygady” interesuje się Timem – ci, którzy kroczą mroczną ścieżką, nie zamierzają zaczekać i sprawdzić, czy chłopak wybierze ich drogę. Zamiast tego próbują pozbyć się potencjalnego przyszłego problemu.

Historia wybrańca po raz kolejny

Tim Hunter jest kolejnym powieściowym wybrańcem w długiej linii podobnych historii, któremu przeznaczono wielkość i wspaniałość, wynikającą z urodzenia. Neil Gaiman zresztą nie ukrywał od samego początku, że pracując nad Księgami Magii, czerpał garściami z tego typu historii. Świadomie wykorzystał więc ten schemat, dodając do niego znane mity oraz legendy, modelując je zgodnie ze swoimi potrzebami oraz nadając właściwy sobie sznyt. Co oznacza ni mniej, ni więcej, że mamy do czynienia z fabułą pełną niedopowiedzeń, nieco oniryczną, a przede wszystkim absolutnie nie jednoznaczną. To nie bajka a baśń, wypełniona podstępnymi oraz niebezpiecznymi pułapkami, gdzie magia to moc znacznie potężniejsza niż spełniające życzenia wróżki. Między innymi dlatego historia młodego Huntera sama w sobie nie jest do końca spójna – ale też w tym wypadku większą rolę odgrywa droga, a nie jej ostateczny cel.

Gdy go spotykamy, Tim jest zwykłym chłopcem, nie za bardzo przy tym wierzącym w magię, nawet gdy pierwszy z jego przewodników zabiera go na wyprawę w przeszłość, aby pokazać początek świata oraz przedstawić mu tych, którzy władali niegdyś wielką mocą. Nieufności młodego, przyszłego maga trudno się dziwić – kto w XXI wieku uwierzyłby czterem ubranym w prochowce facetom, pojawiającym się niespodziewanie przed naszymi nosami i zadającymi pytania w stylu „Czy wierzysz w magię?”. Naprawdę, nic zaskakującego w tym, że pierwszym odruchem Tima była ucieczka. A jeśli weźmiemy jeszcze pod uwagę, że jednym z mędrców jest notoryczny John Constantine, to możemy być ciut zaniepokojeni wynikiem owego procesu oświecenia.

Nastrojowa grafika

Księgi Magii składają się z czterech ksiąg, odpowiadających kolejnym wędrówkom Tima z mędrcami. Każdą z nich zilustrował inny artysta, nadając im nieco odmienny charakter, dopasowany do aktualnej podróży młodego Huntera. Kreska Johna Bolotna jest niemal fotorealistyczna, ale pozbawiona wyrazistych linii, wciąż przywodzi na myśl senne marzenie. Scott Hampton postawił na akwarele, co jeszcze bardziej odrealniło przedstawioną rzeczywistość, podkreślając przy tym powolną inicjację Tima w świat magii, a także jego rosnącą świadomość, że wszystko, co ogląda, wcale nie jest snem. Charles Ves, na tle dwóch poprzednich rysowników, wypada słabiej, ale – nieco paradoksalnie – świetnie oddał krainę, do której trafił młody bohater. Ostatni z artystów odpowiedzialnych za Księgi Magii, Paul Johnson, niejako domyka kompozycyjną klamrę całego tomu, ilustrując przyszłość wprawdzie jako nieokreśloną, ale niezbyt optymistyczną. W tej części komiksu możemy się zaiste zatracić, oglądając grafiki, a nie – czytając kolejne strony.

Czy wierzysz w magię?

Jednym z bardziej interesujących aspektów Gaimanowskich Ksiąg Magii jest to, że sama historia oświecenia Tima stanowi jedynie wymówkę do tego, aby zabrać czytelników w drogę przez przeszłość, teraźniejszość i ku przyszłości – by pokazać niesamowitość świata opowieści. To komiks z założenia kierowany do nastoletnich odbiorców, wydaje się jednak, że dużo lepiej trafi do bardziej obytych czytelników i czytelniczek – dużo w nim bowiem odniesień do mitów i legend, które nie wszystkie zostają wprost nazwane czy zidentyfikowane. Pod względem graficznym jest po prostu śliczny.


Jedno dziecko, jeden wybór, wiele możliwości. „Księgi Magii” – recenzja komiksu

 

Tytuł: Księgi Magii

Autor: Neil Gaiman

Liczba stron: 208

Wydawnictwo: Egmont

 

 

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy wydawnictwu Egmont.

Jedno dziecko, jeden wybór, wiele możliwości. „Księgi Magii” – recenzja komiksu

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

„Księgi Magii” są interesującym odejściem od mrocznego świata DC Comics i „Sandmana”. Pisane i prowadzone przez Neila Gaimana mają wszelkie cechy jego najlepszej prozy – intrygują, wciągają, ale również niepokoją. Zdecydowanie warte przeczytania.
Agata Włodarczyk
Agata Włodarczykhttp://palacwiedzmy.wordpress.com
Nie ma bio, bo szydełkuje cthulusienki.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

Jedno dziecko, jeden wybór, wiele możliwości. „Księgi Magii” – recenzja komiksu„Księgi Magii” są interesującym odejściem od mrocznego świata DC Comics i „Sandmana”. Pisane i prowadzone przez Neila Gaimana mają wszelkie cechy jego najlepszej prozy – intrygują, wciągają, ale również niepokoją. Zdecydowanie warte przeczytania.