Gra o wszystko. ,,Niszczyciel królestw” – recenzja e-booka

-

Wrogowie u bram, świat na skraju zagłady i Ona jedyna zdolna, aby powstrzymać Wielkie Zło. To schemat, wokół którego kręci się większość powieści fantasy. Chociaż Victoria Aveyard nie narusza konwencji, to Niszczyciel królestw zabiera nas w podróż, po której nabieramy apetytu na więcej. Jak tego dokonuje? Wystarczy dobrze połączyć puzzle.

Źle się dzieje w Allwardzie. Pradawne zło czeka, aby obrócić królestwo w pył. Cel osiągnie, gdy Wrzeciona – portale między światami – znów staną otworem. Na domiar złego, po drugiej stronie są istoty gotowe mu pomóc. Tylko Coraynne am-Amarat, córka piratki i księcia Starego Cor, może powstrzymać zagładę. Razem z grupą osobliwych towarzyszy rusza w podróż przez lądy i oceany, aby dotrzeć do legendarnych Wrzecion i wypełnić swoje przeznaczenie. Przeciwko sobie mają całe królestwo. Czy podołają zadaniu?

Victoria Aveyard zabiera czytelników w barwną, pełną kolorów, smaków i zapachów podróż po świecie głęboko zanurzonym w tradycji fantastycznej. Autorka zadebiutowała serią Czerwona królowa, która trafiła głównie do nastoletnich odbiorczyń. W przypadku Niszczyciela królestw znów mamy do czynienia z niezwykłą bohaterką u progu wielkiej zmiany, nadprzyrodzonymi mocami i podziałem kastowym, jednak w zmienionej formie. Nowa seria Aveyard może trafić do szerszej publiczności. W Czerwonej królowej autorka wtajemnicza nas w dworskie intrygi, wrzuca w środek rebelii. Potem przyglądamy się, jak królestwo powstaje z popiołów.

Seria Niszczyciel królestw bliższa jest duchowi awanturniczemu. Na jej kartach piraci spotykają się z rycerzami, Starsi z wyszkolonymi skrytobójcami, a dumne królowe z potworami w ludzkiej skórze. Akcja jest wartka, a chwile spokoju płynnie nabierają dynamizmu. Kończące rozdziały liczne cliffhangery skutecznie uniemożliwiają powrót do rzeczywistości.

Przed wyruszeniem w drogę, należy zebrać drużynę

Tworząc główną bohaterkę, Aveyard nie wyszła poza schemat. Coraynne am-Amrat to dziewczyna niezwykła, w znacznej mierze przez swoje urodzenie. Jej krew może zarówno zamknąć, jak i otworzyć Wrzeciona, ratując Allward przed zagładą lub pogrążając go w mroku. Miejmy nadzieję, że w miarę rozwoju akcji jej postać nabierze kolorów. Jednak trudno jest skupić uwagę na protagonistce, gdy otaczają ją tak pełnokrwiści bohaterowie drugoplanowi.

Wśród Towarzyszy Coraynne każdy ma swoją rolę. Domcridhan to naczelny osiłek – Nieśmiertelny, dla którego (pomimo czterystu lat na karku) świat ludzki wciąż stanowi zagadkę. Sorasa zabija bez cienia litości, jak na wyszkoloną skrytobójczynię przystało, a fałszerz Charlon został wymyślony jako grupowy sidekick, wprowadzający element humorystyczny. Za to chodzącą zagadką jest jydyjska wiedźma Vatik, która wydaje się głównie przebywać we własnym świecie. Podczas tej wyliczanki łatwo zapomnieć o Andry’m – cnym giermku z Gallandu, jedynym ocalałym z bitwy na wzgórzu. Chłopaczek przejawia mdłą papierowość, podobnie jak główna bohaterka. Może dlatego już od ich pierwszego spotkania czytelnicy mają przeczucie, że coś z tego będzie?


Wspomniawszy Sorasę, równie dobrze można nie wracać do Sigil. Skrytobójczyni i łowczyni nagród miały być nakreślone jak dwie strony tej samej monety – różne jak dzień i noc, lecz przy tym połączone jednym celem. Mimo wszystko, przy ostro zarysowanej Amharze, druga wojowniczka wydaje się zbędna. Być może w kolejnej części Aveyard wyznaczy jej istotniejszą rolę.

Przez lądy i morza

Allward to kompleksowe uniwersum, którego wiele elementów przywodzi na myśl Westeros. Stolica przypomina Królewską Przystań, zaś gdy czytamy o Ibalu, przed oczami staje nam zalane słońcem Dorne. I nie jest to żaden zarzut. Wręcz przeciwnie, w porównaniu z George’m R. R. Martinem, Victoria Aveyard jest świeżynką na polu fantastyki. Czerpiąc od mistrza, odrabia ważne lekcje gatunku.

Z początku możemy czuć się przytłoczeni ogromem świata przedstawionego (dość chaotycznie ukazanego w ekspozycji), jednak wraz z rozwojem akcji odnajdujemy się w nim coraz lepiej. Oprowadzeniu po krainie służy wyprawa głównych bohaterów. Ci przemierzają ją wzdłuż i wszerz, aby odnaleźć i zamknąć Wrzeciona.

Aveyard ma niewątpliwą smykałkę do opisów, które choć mocno literackie, nie nużą czytelnika. Może dlatego, że umiejętnie są przeplatane akcją?

I wchodzą oni, cali na szaro

Niestety, nawet w miarę lektury trudno rozszyfrować motywacje antagonistów. Taristan – okrutny stryj Coryanne – pragnie wrócić do domu, którego nigdy nie widział. W tym celu nie waha się oddać władzy Temu-Który-Czeka i zniszczyć Allward. Ten sam problem dotyczy królowej Eridy. Ta, chcąc podbić pozostałe monarchie i przyćmić ojca, również wspiera Pradawne Zło. Dlaczego? Czyżby chciała rządzić królestwem popiołów?

Liczę, że w kolejnych częściach Aveyard rozwieje moje wątpliwości. Tym bardziej, że kreowanie czarnych charakterów – którym bliżej do odcieni szarości – wyszło jej nadzwyczaj dobrze. Postacie są żywe, barwne i ludzkie, czego często brakuje książkowym „złolom”. Już wiem, że w kolejnych częściach to ich losom będę przyglądać się najpilniej.

Ryzykowna gra

Aveyard stąpa po cienkim lodzie. W dalszej perspektywie, z Niszczyciela królestw może powstać nowa perełka gatunku lub seria pełna zmarnowanego potencjału. Już w pierwszej części autorka zawiązała wiele wątków, które wzbudziły ciekawość. Oby nie były kolejnymi „zapychaczami”! Miejmy nadzieję, że ich rozwój istotnie wpłynie na dalszy bieg akcji. Czy Starsi podejmą walkę? Jak przebiegnie metamorfoza Coraynne? Czy królową Eridę nareszcie ruszy sumienie? I kim naprawdę jest ten przeklęty Ronin? To tylko kilka z licznych pytań, rodzących się w głowie po zakończeniu lektury.

Na razie – jako czytelnicy – raczkujemy po Allwardzie i poznajemy rządzące nim zasady. Jest to podróż pełna niepewności, ale i fascynacji. Nie ciekawią mnie tyle losy Coraynne, co całego Allwardu. Z przyjemnością sięgnę po kolejną część cyklu.

Fantastyka dobra na każdą okazję.

Recenzja powstała we współpracy z Virtualo.

 

Tytuł: Niszczyciel królestw

Autorka: Victoria Aveyard

Liczba stron: 496

Wydawnictwo: MAG

podsumowanie

Ocena
8.5

Komentarz

Znany schemat zrealizowany na solidne pięć minus. Rycerze spotykają się z piratami, skrytobójcy z Nieśmiertelnymi, a drogę przecinają walki i awanturnicze przygody. To wystarczające powody, aby sięgnąć po nową powieść Victorii Aveyard.
Kaja Folga
Czarownica od strony matki. Potterhead od 10. roku życia, wciąż rozdarta między Ravenclawem a Slytherinem. Jak przystało na wiedźmę, ma domek w lesie, cztery koty, półki pełne książek i szafki pełne herbaty. Wraz z kolejnymi perełkami popkultury odkrywa nowe tożsamości. Wielbicielka RPG, LARP-ów i sesji opisowych, którym poświęca czas między artykułami. W tekstach przemyca podprogowy przekaz feministyczny, chociaż chętnie zaprasza na obiad.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

Znany schemat zrealizowany na solidne pięć minus. Rycerze spotykają się z piratami, skrytobójcy z Nieśmiertelnymi, a drogę przecinają walki i awanturnicze przygody. To wystarczające powody, aby sięgnąć po nową powieść Victorii Aveyard. Gra o wszystko. ,,Niszczyciel królestw” – recenzja e-booka