Dzik i kaczka w świecie postapo. „Mutant Year Zero: Road to Eden” – recenzja gry

-

Niecodzienny  pomysł na bohaterów, postapokaliptyczny świat i dużo taktycznego myślenia. Tak w skrócie można by opisać tę ciekawą pozycję od studia The Bearded Ladies. Niby nic niezwykłego, ale jednak nie pozwala odejść od monitora.
Witajcie w ich świecie!

Mutant Year Zero: Road to Eden  to historia dwójki bohaterów wyglądających jak dzik i kaczka, oparta na zaginięciu jednej z najważniejszych postaci, która wyruszyła na poszukiwanie Edenu ze społeczności tak zwanej Arki, pełniącej rolę domu dla naszych śmiałków, jak i wielu innych istnień. Celem gry jest – jak nietrudno się domyślić – odszukanie owego nieszczęśnika. Banał?

Materiały prasowe

Pomysł oklepany, tematyka także, ale realizacja jest już całkowicie niestandardowa. Przygodę rozpoczynamy w niezwykle bujnym i dopracowanym w każdym detalu lesie, zaznajamiając się z zasadami sterowania, odurzeni fantastyczną grafiką i lekką mgłą nadającą odpowiedniego klimatu. Co jakiś czas natrafiamy na porzucone i zarośnięte wraki aut oraz przedmioty „naszego” codziennego użytku, które w świecie gry są całkowicie zapomniane, przez co bohaterowie okraszają ich widok ciekawymi i humorystycznymi komentarzami. Dzięki temu – i wielu notatkom, opisom oraz tablicom – gra nie pozwala się nudzić podczas penetrowania nieznanej nam rzeczywistości.

Ładnie zaprojektowane i dopracowane postacie, interesujące pomysły na uzbrojenie i dość prosty sposób rozwoju naszych bohaterów (poprzez mutowanie w wyniku uzyskiwanego postępu w walce), to nie jedyne ciekawe elementy Road to Eden, ponieważ dzięki temu, że na mapie co jakiś czas zdobywamy lub zbieramy porozrzucane części do broni lub samą broń, możemy rozwijać i modyfikować nasz arsenał.


Materiały prasowe

Nie ma lekko

Sama rozgrywka opiera się głównie na penetracji i pojedynkach. Co jakiś czas spotykamy dodatkowe postacie o unikatowych umiejętnościach, które mogą do nas dołączyć, jednakże maksymalnie sterujemy trzema bohaterami. Turowy system walki wymaga ogromnego wysiłku umysłowego, bo pomimo teoretycznie łatwych przeciwników, każdy błąd kosztuje nas ogromne straty, a rywal potrafi wezwać wsparcie. Dlatego też w grze położono nacisk na skradanie, ukrywanie się i zakładanie pułapek, bo bezpośredni atak nie zawsze da nam sukces, a niezbadany obszar przysporzy wielu niespodzianek z kulą lub toporkiem w plecach oraz ponownym wczytaniem gry po napisie „game over” na czele.

Materiały prasowe

Pomimo kilku błędów podczas scen walk – takich jak przenikanie naboi przez drzewa czy pudła – Mutant Year Zero: Road to Eden nie zniechęca. Jest niezwykle trudne i wymagające, dlatego też osobom, które nie znają strategii turowych z elementami RPG oraz tym bez cierpliwości, tytuł niekoniecznie przypadnie do gustu. Jednakże starzy wyjadacze powinni go pochwalić i zakasać rękawy do kolejnych prób pokonania rywali w tym niezwykłym świecie.

  • Ciekawe lokacje, w większości bardzo ładne wizualnie,
  • Humorystyczne wstawki, 
  • Wymagająca i wciągająca fabuła,
  • Specyficzny, „duszny” klimat.

 

  • Błędy i niedociągnięcia techniczne,
  • Poziom „trudny”, który momentami jest aż za trudny,
  • Mało rozbudowana fabuła.

podsumowanie

Ocena
8

Komentarz

Pomimo prostoty tematu otrzymaliśmy coś innego, świeżego, coś, co zadowoli fanów i być może przyciągnie świeżą krew do tego gatunku. Gra jest ciekawa wizualnie, fabuła nie nudzi i udaje się przy niej nawet parę razy uśmiechnąć, pomimo postapokaliptycznego klimatu.
Klaudyna Maciąghttps://klaudynamaciag.pl
Za dnia copywriter, wieczorami - nałogowy gracz. Widywana albo z książką pod pachą, albo z padem w dłoni. Dużo czyta, jeszcze więcej tworzy i ogląda. Uzależnienie od popkultury, piłki nożnej i żużla zdiagnozowane już ze trzy dekady temu.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu