Demony o ludzkich twarzach. „Siostra księżyca” — recenzja książki

-

W kolejnym tomie trylogii o trzech czarownicach, Marah Woolf przenosi swoich czytelników na dwór Króla Demonów. To, co wydawało się międzygatunkowym sojuszem, okazało się podstępną intrygą, a w samym jej sercu znalazła się Vienne wraz z siostrami. W lochach zamczyska więziony jest jednak tajemniczy jegomość, który może pomóc wiedźmom. Czy uda im się odzyskać wolność?
Królestwo demonów

Siostra gwiazd zakończyła się potężnym cliffhangerem — ślub Wielkiego Mistrza Loży z demoną stanowił zasadzkę i wstęp do krwawej bitwy. Wydarzenie przebiegło niezwykle brutalnie, a w jego wyniku trzy siostry zostały porwane przez Króla Demonów, Regulusa. Plan władcy jest prosty — potwór za wszelką cenę chce połączyć swój lud z gatunkiem czarodziejów, dając sobie tym samym prawie nieograniczoną władzę nad światem. Kolejny krok to bowiem podbicie krain ludzi, a do tego potrzebuje dostępu do magicznych zdolności. Vienne, Aimee i Maelle grozi więc koszmarny scenariusz, gdyż spośród dworzan zostaną im wybrani kandydaci na mężów. Owocami tych związków mają być demony władające czarodziejską mocą. Rozpoczyna się nierówna walka z czasem i przebiegłością wrogów. Zamek Regulusa to miejsce pełne intryg i knowań, a każda osoba zamieszana w jego plan, wydaje się mieć własny cel oraz sposób na jego osiągnięcie. Nadzieją na odzyskanie wolności oraz zniweczenie bezwzględnych zamiarów Króla okazuje się jednak tajemniczy więzień, przetrzymywany w lochach twierdzy. Każda z sióstr musi również odegrać skrzętnie zaplanowaną dla siebie rolę i zrobić to jak najlepiej — od efektów tych starań uzależniona jest bowiem ich przyszłość.

Nowy, ciekawy świat

Przesiąknięta magią kraina, którą poznajemy w pierwszym tomie trylogii, była na tyle fascynująca, że stworzenie czegoś wyzwalającego podobne emocje to nie lada wyzwanie. Autorce udało się jednak osiągnąć zbliżony efekt — królestwo demonów jest miejscem równie ciekawym. Poznajemy tam nie tylko samego Regulusa, starającego się przez bezwzględne rządy za wszelką cenę dostać na szczyt. Pojawiają się nowi bohaterowie oraz ci z poprzedniej części — a wśród nich Caleb oraz bardzo ważny dla fabuły Siostry Księżyca, Aarvand. Mnogość forteli wśród dworzan i zawiłość ich planów przyprawiają o zawrót głowy, ale w pozytywnym sensie, gdyż od początku wiele się dzieje, a przebieg wydarzeń jest bardzo niejednoznaczny. Autorka decyduje się również na rozwinięcie głównej postaci — Vienne. Do tej pory ślepo i nieszczęśliwie zakochana w Wielkim Mistrzu Loży, wydaje się dość niedojrzała. Wraz z powrotem swoich magicznych zdolności nabiera jednak spokoju i pewnego rodzaju asertywności. Nadal darzy uczuciami Ezrę, jednak cel, czyli uniknięcie przerażającego losu rozpłodowej klaczy oraz ochrona Aimee i Maelle, zdecydowanie wygrywają z miłością.

Płynne przejście

Akcja powieści rozpoczyna się dokładnie w tym momencie, w którym zakończyła się poprzednio. Bardzo płynnie wkraczamy więc w świat wykreowany przez Woolf, w czym dodatkowo pomaga duża dynamika pierwszych scen. Dopiero po mniej więcej stu stronach wydarzenia zwalniają swoje tempo, a czytelnik ma moment na oddech. Autorka natomiast świetnie ten czas wykorzystuje. Wprowadza nowych bohaterów, do których należą brat Caleba, Aarvand, oraz ich siostra Neah, wraz ze swoimi przyjaciółmi. Nie brakuje również antagonistów i czarnych charakterów, wśród nich prym wiedzie córka Regulusa, rozkapryszona i sadystyczna księżniczka. Wszystkie nowe oraz stare postaci, ich osobowości i przeżycia, mają duży wpływ na zmiany, jakie zachodzą w samej Vienne. Wydawać by się mogło, że niewola jest nie tylko dla niej, ale i każdej z sióstr ogromną próbą. W jej trakcie czarodziejki mierzą się ze swoim przeznaczeniem, magicznymi rolami oraz miłosnymi rozterkami. Zabrakło mi jednak rozwinięcia postaci Aimee oraz Maelle, gdyż ich wątki romantyczne (ale nie tylko!) były szalenie ciekawe. Mimo progresu w kreacji głównej bohaterki, to właśnie pozostałe dwie wiedźmy nadal wydają się o wiele bardziej od niej interesujące. Miałam wręcz nadzieję, że drugi tom przygód zostanie napisany z perspektywy którejś z nich. Nieco się zawiodłam, nie oznacza to jednak, że źle się bawiłam.

I znów szokujące zakończenie

Siostrę księżyca z pewnością określiłabym mianem powieści nierównej — zdarzyły się bowiem nieco przeciągnięte i nudnawe momenty. Stały w dużym kontraście do scen emocjonujących i szokujących, których również nie zabrakło. Tym, co jednak kolejny raz znakomicie udało się autorce, było zakończenie. Nie jest już cliffhangerem (to byłoby niepotrzebne powtórzenie znanego nam już rozwiązania), a przez swoją ostateczność wprowadza czytelnika w naprawdę przygnębiający nastrój. Wydarzenie z końca tomu drugiego, a o nim oczywiście nie napiszę wprost, prawdziwie mnie wzruszyło. Zdradzę tylko, że, bynajmniej, nie wywoła w was słodko-gorzkich łez radości. Sprawiło jednak, że jestem niezwykle ciekawa trzeciej i ostatniej już części serii, gdzie Vienne oraz jej siostry będą musiały zmierzyć się z konsekwencjami tego finału. Wiemy, że znów wkroczą w nieznany sobie świat, gdzie dojdzie do ostatecznego starcia z Regulusem

Pojawił się również intrygujący i enigmatyczny wątek ojca wiedźm. Mam nadzieję, że potencjał tego elementu zostanie w pełni wykorzystany oraz rozwinięty.


Życzę sobie oraz innym czytelnikom, aby Marah Woolf nie zeszła ze ścieżki progresu, którą obrała. Drugi tom trylogii o trzech czarownicach jest zdecydowanie lepszy, wspaniale byłoby, gdyby udało się osiągnąć ten efekt przy Siostrze nocy. Ja nie mogę doczekać się tej kontynuacji i wprawiona w bardzo dobry nastrój zacieram ręce, rozmyślając o tym, co będzie puentą całej tej historii.

 

Tytuł: Siostra księżyca

Autorka: Marah Woolf

Liczba stron: 456

Wydawnictwo: Jaguar

 

podsumowanie

Ocena
8

Komentarz

Marah Woolf w drugim tomie trylogii o trzech czarownicach nie tylko znacznie poprawiła kreację głównej bohaterki, Vienne, ale i wprowadziła swoich czytelników w świetnie skonstruowany, wypełniony intrygami i podłością świat demonów, który okazał się równie fascynujący, co kraina przedstawiona w pierwszej części. Teraz pozostaje tylko czekać na wielki finał tej historii — poprzeczka jest jednak ustawiona bardzo wysoko!
Aleksandra Plichta
Wierna fanka Patricka Swayze, psów i braci Shelby. Nie ma czasu na nic, co nie jest serialem, książką albo dobrym kanałem na YT. Wielbicielka muzyki z lat '80 i produkcji kostiumowych. Nie lubi się przytulać.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu