Czyżby koniec? „Nick i Charlie” – recenzja książki

-

Ukochany przez wiele osób Heartstopper Alice Oseman to nie tylko komiks, ale również wydane w formie książkowej opowiadania – z których pierwsze właśnie zawitały w Polsce. Tym razem przenosimy się do momentu, w jakim relacja tytułowych bohaterów, Nicka i Charliego, nie jest już tak niewinna, jak była wcześniej. Dorosłość obu dogoniła, a na dodatek – nadszedł czas na rozstanie.

Dziwna para – urocza para – kryzysowa para

Minęły cztery lata, od kiedy Nick i Charlie spotkali się w szkolnej ławce i zapałali do siebie uczuciem. W ich życiu wiele się wydarzyło – rozterki dotyczące własnych tożsamości, coming outu, zaburzenia żywienia Charliego oraz wynikająca z nich hospitalizacja. Przyszedł czas na coś, czego powinni się spodziewać, ale jakoś ignorowali – Nick kończy szkołę i idzie na uniwersytet. A to, czy tego chcą czy nie chcą, oznacza jedno: koniec widywania się co weekend, nocowania u siebie, częstego przebywania w swoim towarzystwie oraz związek na odległość. Ten zaś, jak Charliego informują jego obserwatorzy na Tumblr, nie ma szans na sukces w przypadku pary nastolatków. Każdy taki post podsyca tylko poczucie niepewności oraz lęku związanego z tym, co niedługo nastąpi. Niby Charlie wspierał ukochanego w procesie aplikowania oraz wybierania uczelni, niby się uśmiecha za każdym razem, gdy ten opowiada z ekscytacją o nowej szkole. Jednak emocje wciąż zżerają go od środka, doprowadzając nad skraj przepaści. Dlatego w czasie pewnej pożegnalnej imprezy dla trzynastoklasistów, gdy nieco za dużo wypił, a Aled mu powiedział, że ich najbliżsi przyjaciele postanowili się zakończyć związek, robi coś bardzo głupiego. Dlatego, nie panując nad sobą, pełen strachu oraz poczucia osamotnienia pyta Nicka, czy ten nie chce się z nim rozstać.

Epizod z przyszłości

Nowela Oseman, jak to nowela, nie jest zbyt długa – to mniej więcej 160 „rzadko” zadrukowanych stron, ozdobionych pojedynczymi ilustracjami, a nawet pojedynczymi komiksowymi wstawkami. Niewiele też się w niej dzieje w kontekście samej historii, ale też nie taki jest cel Nicka i Charliego, to raczej uzupełnienie już nam znanych dziejów, swoista fuga, zamiast rozwijania jakichś pobocznych wątków bądź niedopowiedzeń. Sięgając po nią musimy być gotowi na fakt, że całość rozgrywa się w przyszłości bohaterów, których znamy z ostatniego wydanego w Polsce tomu komiksu (czwartego) – protagoniści z noweli znajdują się w innym miejscu życia, swoje przeszli, wywalczyli, a otoczenie zaakceptowało ich z całym dorobkiem inwentarza (głównie wysoką zawartością cukru w cukrze). W narracji Oseman nawiązuje do wydarzeń, których jeszcze nie znamy, ponieważ z punktu widzenia komiksów są wciąż przed nami, nie stanowią one jednak ważnego elementu fabuły Nicka i Charliego, przez co nie psują lektury kolejnych tomów ich rysowanych perypetii, a wręcz podsycają ciekawość. Generalnie rzecz ujmując to miła, niezobowiązująca lektura, jaka… nie do końca spełnia standardy narzucone przez swój komiksowy pierwowzór.

Polecamy:

Problemem, przede wszystkim, jest fabuła Nicka i Charliego. Gdy rozpoczynamy lekturę, szybko dowiadujemy się, że w pewnym sensie dla uczniów Turham i Higgs stali się wyznacznikiem doskonale dobranej pary – wspierającej się pomimo konfliktów, kochającej oraz szczerej w swoich emocjach. Są „Nickiem i Charliem”, zdolnymi do przetrwania każdej burzy, dopasowanymi jak dwa stworzone dla siebie puzzle. Gdy świat zewnętrzny przestaje być zagrożeniem, a demony lęku oraz depresji zostają pokonane, wydaje się, że niewiele będzie w stanie zachwiać tak solidnie zbudowanym, wzmacnianym związkiem.

Tymczasem jawiąca się w przyszłości wizja rozłąki burzy ich spokój z siłą rozpędzonego buldożera – oto bowiem doprowadzają do, albo prawie do, zerwania w stereotypowo dramatycznych okolicznościach. Po wszystkim, co przeszli przez pierwsze cztery tomy komiksu, mówiąc wprost, do podobnego nieporozumienia w ogóle nie powinno było dojść: obaj nieźle opanowali komunikację, załapali, jaka jest ważna, a udzielane sobie nawzajem wsparcie przeprowadziło ich przez niejeden sztorm. Tymczasem Charlie z noweli wydaje się zupełnie o tym nie pamiętać – bliżej mu do tego chłopaka z początku Heartstoppera, duszącego emocje w sobie, niechcącego, aby ktokolwiek go skrzywdził. Takie przedstawienie bohatera, jak również cały zawarty w Nicku i Charliem epizod, rozczarowują. To, do czego od początku dąży Oseman – jaka zmiana ma zajść w protagonistach na koniec – jest dość jasne, problem stanowi droga, którą dla nich rozpisała, korzystając z najprostszego możliwego narracyjnego rozwiązania oraz przebiegu konfliktu. W finale dostajemy może i uroczą, ale przede wszystkim wtórną i nudną opowieść o dwójce nieporadnych nastolatków wkraczających w dorosłość, którzy nie wynieśli żadnej lekcji z tego, co ich wcześniej spotkało.


Mogło być pięknie, wyszło średnio

Nick i Charlie to lektura na raz – krótka, zwięzła nowela ze świata Heartstoppera, koncentrująca się wyłącznie na tytułowych bohaterach. Chociaż zapowiadała się na kolejną ciekawą historię przedstawiającą problemy związane z rozdzieleniem, gdy jedna osoba ze związku musi wyjechać, Alice Oseman serwuje swoim czytelniczkom i czytelnikom dość sztampową narrację z iście dramatycznymi scenami w deszczu i burzy. Summa summarum – jest co najwyżej średnio.

nick i charlie heartstopper

 

Tytuł: Nick i Charlie

Autorka: Alice Oseman

Liczba stron: 178

Wydawnictwo: Jaguar

podsumowanie

Ocena
5

Komentarz

To pierwsze opowiadanie ze świata „Heartstoppera” jest króciutkie i proste jak drut. W przeciwieństwie jednak do swoich komiksowych odpowiedników – napisane może sprawnie, ale za to bez większego polotu czy pomysłu.
Agata Włodarczyk
Agata Włodarczykhttp://palacwiedzmy.wordpress.com
Nie ma bio, bo szydełkuje cthulusienki.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

Czyżby koniec? „Nick i Charlie” – recenzja książkiTo pierwsze opowiadanie ze świata „Heartstoppera” jest króciutkie i proste jak drut. W przeciwieństwie jednak do swoich komiksowych odpowiedników – napisane może sprawnie, ale za to bez większego polotu czy pomysłu.