Uśmiech! „Polaroid” – recenzja filmu

-

Niektórzy wierzą w to, że zdjęcia kradną ludzką duszę. W końcu na fotografii zostaje uwieczniony nasz wizerunek, jakaś cząstka nas. Jeśli przedmiot wpadnie w niepowołane ręce, może posłużyć przeciwko nam. Nie potrzeba już rzeczy należącej do nas, by rzucić klątwę czy bawić się w voodoo, wystarczy zwykłe zdjęcie, na którym zostaliśmy uwiecznieni.

Ten „strach” przez fotografiami ma swoje odzwierciedlenie we współczesnych produkcjach z gatunku horroru. Nie raz, nie dwa mogliśmy oglądać film, na którym zdjęcie stanowi oś fabuły. Jest na nim zaginiona osoba, mściciel, jakaś wskazówka albo, jak w przypadku najnowszego strasznego obrazu, jaki wszedł na ekrany polskich kin, kolejna ofiara ducha-mordercy.

Kadr z filmu „Polaroid”

Na kogo wypadnie…

To miał być niewinny podarunek. Bird pragnie pójść w ślady jej zmarłego ojca – zostać dziennikarką. Wydarzenia z przeszłości wpłynęły na nią, jest nieco zamknięta i stroni od wszelkich zabaw, które tak bardzo kochają jej rówieśnicy. Jednak jedna czynność przynosi jej radość – fotografowanie.

Dziewczyna otrzymuje od swojego znajomego, z którym pracuje w antykwariacie, stary polaroid. Niby niewinny prezent, jednak bardzo szybko okazuje się, że nie jest to zwykły aparat. Ten, komu zostanie zrobione z niego zdjęcie, umiera. Poluje na niego cień, który prędzej czy później dopada swoją ofiarę. Czy bohaterce i jej przyjaciołom uda się odnaleźć sposób na pokonanie zła? Jaka tajemnica z przeszłości kryje się za przeklętym polaroidem?


… na tego bęc!

Polaroid to niezwykle przewidywalny i wykorzystujący mnóstwo znanych z horrorów motywów i sposobów straszenia widza. Mamy więc nawiedzony przedmiot, mordercę-ducha, który pragnie zemsty, historię z przeszłości, grupkę nastolatków, jaka przez przypadek znalazła się w kłopotach. Na początku protagoniści nie wierzą, że wszelkie zło spowodowało zwykłe zdjęcie, później jednak, krok po kroku, dochodzą do prawdy. Tajemnica minionych lat uświadamia im, dlaczego sprawy przybrały taki obrót. Teraz wystarczy tylko połączyć zebrane informacje i znaleźć sposób na pokonanie ducha. Oczywiście widz o wiele szybciej niż bohaterowie dodaje dwa do dwóch.

Kadr z filmu „Polaroid”

Jeżeli zaś chodzi o sposoby straszenia zastosowane w tym filmie – nie zabrakło jump scare’ów, co i rusz duch wyskakuje z kąta. W większości przypadków odbiorca jest w stanie przewidzieć, kiedy nastąpi kolejne spotkanie z antagonistą. Do tego należy dodać sceny rozgrywające się w ciemnych pomieszczeniach. Oczywiście światła zawsze gasną, bohaterowie zostają sami, nikt nie słyszy ich krzyków. Mamy muzykę potęgującą napięcie, przynajmniej z założenia. I tego złego, który na początku nie jest pokazany – tutaj widzimy jakiś cień, tam rękę.

W sumie na tym powinni poprzestać twórcy horroru – na nieujawnianiu nam całej postaci ducha. Kiedy już widzimy go w całej jego okazałości… Cóż, osoby odpowiedzialne na wizerunek ducha-mordercy powinni go lepiej przemyśleć. Dość daleko mu do miana strasznego, momentami, zwłaszcza pod koniec, okazuje się nawet groteskowy. W tym przypadku zasada mniej znaczy lepiej okazuje się tą, której powinni przestrzegać twórcy Polaroida.

Kadr z filmu „Polaroid”

Młodzi waleczni

Polaroid postawił na coś, o czym zapominają producenci horrorów – na bohaterów, którzy mają przysłowiową głowę na karku. Strach ma wielkie oczy i czasem protagoniści zapominają o zdrowym rozsądku w obliczu śmiertelnego zagrożenia. No dobrze, nie czasem – zdarza się to niezwykle często. Tym razem młodzi bohaterowie działają, nie poddają się i biernie przypatrują, jak giną kolejni z nich. I za to chwała twórcom. Mądrych postaci, zwłaszcza w horrorach, nigdy dość.

Podsumowanie

Polaroid ma dobre momenty. Bohaterów, którzy mimo młodego wieku, nie poddają się i walczą o życie. Do tego kilka scen zostało dobrze pokazanych i przemyślanych. Szkoda tylko, że film jest do bólu przewidywalny i idzie utartymi ścieżkami. Jeśli czekacie na horror, który rzeczywiście was przerazi, ten nie spełnia tego zadania. Zły, zwłaszcza jak się go pokazie w całej jego okazałości, wywołuje śmiech, nie straszy. Twórcy odrobili lekcje, fabuła ma jakiś sens. Jak już wspomniałam, jest przewidywalna, ale przynajmniej łączy się w miarę spójną całość. A to już dużo, biorąc pod uwagę ostatnie twory, które nam serwowano z tego strasznego poletka.

 

Tytuł oryginalny: Polaroid

Reżyseria: Lars Klevberg

Rok produkcji: 2019

Czas trwania: 1 godzina 28 minut

podsumowanie

Ocena
5

Komentarz

Nie jest to najgorszy horror tego roku. Nie jest to także najlepszy horror tego roku. Ten film plasuje się gdzieś pośrodku: okazuje się przewidywalny i wykorzystuje mnóstwo znanych motywów ze strasznych produkcji.
Monika Doerre
Dawno, dawno temu odkryła magię książek. Teraz jest dumnym książkoholikiem i nie wyobraża sobie dnia bez przeczytania przynajmniej kilku stron jakiejś historii. Później odkryła seriale (filmy już znała i kochała). I wpadła po uszy. Bo przecież wielką nieskończoną miłością można obdarzyć wiele światów, nieskończoną liczbę bohaterów i bohaterek.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu