Udane odświeżenie klasycznej strategii. „Driftland: The Magic Revival” – recenzja gry

-

Rynek gier komputerowych jeszcze nigdy nie był tak różnorodny i bogaty jak dziś. Zainteresowani są codziennie zalewani kolejnymi nowościami, wzbogacającymi półki sklepowe. Co więcej, rynek ten stale się rozwija. Wśród całej gamy różnego rodzaju gierek nie sposób nie zauważyć także tak zwanych gałęzi– gier strategicznych. Niestety, jak ze wszystkim, gdzie stawia się głównie na ilość, większość z tych nowości leży gdzieś pomiędzy „ale to już było” a „niegrywalne”, na półce „bylejakości”. Mało które wybijają się oryginalnością, pomysłem czy dobrym scenariuszem i zapadną nam w pamięć tak, jak chociażby klasyczne Heroes III.

Jednak drodzy gracze, zapnijcie pasy, bo oto nadchodzi Driftland: The Magic Revival, który może być naprawdę udanym odświeżeniem klasycznych strategii. Tu taktyka i ekonomia są splecione magią i świeżymi pomysłami, wliczając w to domieszkę RPG. Wyprodukowana przez naszych rodaków gra typu RTS 4X, już przez wielu jest mieszanką Cywilizacji, Settlersów i Majesty.

Screen z gry

Historia

Od zarania dziejów cztery rasy walczyły ze sobą o dominację nad światem. Każda z nich dysponowała potężnymi magami, którzy w swej ważności i pysze zaczęli niszczyć świat, którego tak pragnęli dla siebie. W końcu długa wojna między najpotężniejszymi ze starożytnych czarnoksiężników doprowadziła do ogromnego kataklizmu i cała planeta została na roztrzaskana na kawałki. W obliczu zagłady całej cywilizacji i życia na planecie, zwaśnione frakcje zawarły sojusz i próbowały naprawić szkody, ale było już za późno. Używając pozostałej im magii rzucili potężne zaklęcie, któremu udało się utrzymać świat w pewnej równowadze.

Minęło wiele wieków i kiedy wydawałoby się już, że wszystko przepadło, rozbłysła iskierka nadziei – pojawiły się nowe źródła magii i cała planeta zaczęła rodzić następne pokolenia czarodziejów. Pragnęli oni odbudować świat, ale każdy z nich chciał to zrobić tylko dla swojej rasy. Krąg ponownie się zamknął. I tutaj właśnie, drogi graczu, zaczyna się twoja rola, bowiem to właśnie ty jesteś jednym z tych wielkich arcymagów. Czego chcesz dla swoich poddanych? Walki czy pokoju?


Screen z gry

Rozgrywka

Zaczynamy grę jako władca jednej z czterech dostępnych ras: Elfów, Ludzi, Krasnoludów i Mrocznych Elfów. Na samym początku widzimy niewielką część obszaru, podczas gdy reszta jest zasłonięta mgłą wojny. Jedyne, co posiadamy, to własny zamek, wieżę i niewielką krainę na jednym z kontynentów. Każda z ras jest inna. Ma indywidualny język, odmienne budowle czy zaklęcia. To od nas zależy, którą z nich będzie nam się grało najlepiej.

Jednak żeby nie było za łatwo, mapa składa się z wielu takich lądów jak nasz, oczywiście zależnie od wielkości, jaką wybraliśmy. Jeśli planujemy rozbudowywać królestwo, to właśnie dzięki unikalnym zdolnościom magicznym możemy stopniowo badać generowany świat i łączyć dryfujące wyspy, aby poszerzać jego granice. Każda część jest inna i posiada ograniczoną ilość surowców – które zawsze kończą się w najmniej odpowiednim momencie. Aby dobrze zarządzać ich przychodem musimy nie tylko dbać o odpowiednią liczbę rzemieślników, ale także czuwać nad kończącymi się zapasami na wyspie.

Taki oryginalny tryb gry pobudza wyobraźnię i strategiczne myślenie. Gdy już uda nam się odkryć czary i uzbierać odpowiednią ilość many, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przesuwać, tworzyć czy niszczyć kawałki lądu fruwające w przestrzeni, by w ten sposób zawsze dbać o odpowiednią ilość pożywienia lub kruszcu. I tak, pod względem gospodarowania, imperium opiera się na dwóch filarach: terytorialnej ekspansji i odpowiedniego zarządzania zasobami i obywatelami.

Kontrola samego gracza ogranicza się do stawiania różnych budowli, planowania, jak wiele osób ma wydobywać dany surowiec, używania magii oraz rekrutowania i udoskonalania jednostek militarnych. Uwierzcie mi, nie jest to wcale takie proste, nawet na najniższym poziomie trudności. Ogólnie zapanowanie nad tym bajzlem i ułożenie go w dobrze prosperujące królestwo to większość rozgrywki. W międzyczasie trzeba jeszcze bronić się przed najazdami wroga i atakami dzikich zwierząt.

Screen z gry

Prowadzenie walk

W tej grze nie da się prowadzić królestwa w kierunku samego rozwoju. Prędzej czy później przyjdzie nam zmierzyć się z innymi rasami lub barbarzyńcami zamieszkującymi latające lądy.

Prowadzenie walk militarnych wygląda, jak dla mnie, dość chaotycznie. Wszystko opiera się na odpowiedniej zapłacie władcy, by ten ruszył podbijać następne wyspy. Idąc po kolei, na mapie ustawiamy znacznik eksploracji lub ataku i przeznaczamy pieniądze na ustalenie jego priorytetu. Nikt tutaj za darmo robić nie będzie. Zasada jest prosta – im więcej znaczników, tym większa szansa, że herosi się zainteresują.

Prowadzenie walki jest dość… oryginalne. Nie mamy wpływu na to, ile naszych wojaków będzie chciało ruszyć do walki, a że mają oni wolną wolę, może okazać się, że tylko jeden stanie przeciwko całemu podbijanemu królestwu. Trochę też szwankuje ich inteligencja…

Grafika

Samo wizualne wykonanie jest dla mnie bardzo okej. Jak na RTS przystało gra nie musi być prześliczna i dopieszczona w każdym detalu. Natomiast ja zakochałam się w jej kolorach i baśniowej realizacji.

Przy ciągłym rozszerzaniu granic królestwa coraz trudniej wyłapać jego słabe punkty – kończące się surowce, ataki z zewnątrz i tym podobne. Na szczęście można przybliżyć kamerę i obejrzeć sobie budynki i jednostki z bliska, podziwiać efekty naszych czarów (na przykład podczas walki, albo niszcząc wyspę), albo też przełączyć się na mapę i korzystać z wygodnego widoku taktycznego.

Screen z gry

Czy warto zainwestować w produkt Polaków?

Zdecydowanie. To świetna produkcja, która pozwala nam na rozegranie dziesiątek misji bez uczucia nudy. Twórcy zapewne będą rozwijać Driftland, więc być może jeszcze czymś nas zaskoczą.

Sama rozgrywka sprawiła mi mnóstwo frajdy i nie potrafiłam się od niej oderwać przez wiele godzin. Kampania oferuje całkiem dobrą, momentami zaskakującą historię, połączoną w naturalny sposób z samouczkiem i zróżnicowanymi zadaniami do wykonania, poprzez które poznajemy specjalne cechy poszczególnych ras i bawimy się mechaniką rozgrywki.

Dzięki temu, że gra pozwala na przemieszczanie dryfujących wysp, stworzonych przez kataklizm, ich terraformowanie, tworzenie i niszczenie daje nam możliwość kształtowania otaczającego świata.

Co ważne, wszystkie wysepki generują się losowo. Za każdym razem, zaczynając grę od nowa, spotkamy się z zupełnie odmiennym ułożeniem lądów i surowców. Ciężko tutaj o nudę.

Polecam wszystkim wielbicielom RTS w świecie fantasty. Ta gra jest czymś świeżym na rynku wydawniczym, co na długo zapadnie w pamięć. Ja właśnie na takie coś czekałam.

A teraz wybaczcie, ale wracam grać…

  • Interesujący pomysł na konstrukcje świata,
  • Wizualne wykonanie,
  • Wciągająca rozrywka,
  • Interesująca ekonomia,
  • Wykorzystanie surowców.

 

  • Momenty “przestoju” w oczekiwaniu na surowce,
  • Niedopracowany system kontrolowania walk i bitew.

podsumowanie

Ocena
8.5

Komentarz

Driftland to zdecydowanie udane odświeżenie klasycznej strategii. Oryginalna i świetna gra, w której taktyka i ekonomia są splecione magią i świeżymi pomysłami, wliczając w to domieszkę RPG. Bardzo polecam wielbicielom RTS w świecie fantasty.
Weronika Penarhttps://recenzowniaksiazkowa.blogspot.com/
Z zawodu behawiorystka i badaczka kociego zachowania -  nic co kocie, nie jest jej obce. Z zamiłowania czytelniczka dobrych kryminałów i książek przygodowych, kinomaniaczka i ciągła podróżniczka. Jeśli nie biega na swojej uczelni, nie uczy studentów lub nie czyta pod kocem książek, to na pewno podróżuje, szukając swojego miejsca w świecie.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu