To już jest koniec. „Clifton. Tom 6” – recenzja komiksu

-

Na rynku pojawiła się szósta część serii Clifton wydawnictwa Egmont. W albumie znajdziemy cztery historie, za które odpowiadali De Groot i Turk, czyli nieformalni ojcowie tej postaci. Czy utrzymali swój wysoki poziom? Sprawdźmy.
O komiksie

Album rozpoczyna ciekawy i obszerny wstęp, w którym poznajemy historię tworzenia tej serii przez obu artystów. Możemy się dowiedzieć i zobaczyć, jak wyglądały okładki znanego i lubianego pisma Tin Tin, w którym to historyjki pojawiały się w latach siedemdziesiątych. Dodatkowo poznajemy bliżej osoby scenarzysty i rysownika. Bardzo lubię czytać i oglądać takie ciekawostki. Nawet najkrótsze wprowadzenie daje czytelnikowi dużo frajdy, szczególnie że zaprezentowane informacje są bardzo interesujące.

Komiks jak zwykle wydany jest w dużym formacie z twardą okładką. Na jednej z pierwszych stron pojawia się opis, w jakiej kolejności powinniśmy czytać tę serię, zgodnie z datami publikacji w oryginale. To ważna informacja, gdyż polska edycja nie była publikowana chronologicznie (więcej informacji znajduje się na stronie wydawnictwa). W tym albumie znajdują się przygody Cliftona z lat 1978 do 1983.

W środku

W szóstej części, na blisko dwustu stronach, znalazły się cztery historie: Tydzień do śmierci, Zawał na zawołanie, Pantera dla pułkownika oraz Morderczy weekend. Cechą wspólną tych opowieści jest dość wartka i angażująca narracja. Clifton jawi nam się jako pierwszorzędny agent, walczący z pozbawionymi skrupułów bandytami. Trup ścieli się gęsto, znajdziemy tu wiele pościgów samochodowych, imponujących ucieczek, a także zaskakujących zwrotów akcji.

Odnoszę wrażenie, że w przeciwieństwie do poprzednich komiksów z tej serii, główny bohater jest o wiele bardziej zorganizowany i zachowuje się, jak na dobrego agenta przystało. Nie brakuje tutaj wielu śmiesznych i przypadkowych sytuacji, ale w porównaniu do wcześniejszych dokonań Cliftona, wydaje się on być znacznie rozsądniejszy w swoich działaniach. Oczywiście to nie poziom Jamesa Bonda, na którym ewidentnie wzorowano tą postać.

Pułkownik bardziej improwizuje i wielu miejscach jego gapowatość i fajtłapowatość prowadzi do komicznych sytuacji. Zresztą ta para scenarzysty i rysownika znana jest z tego, że lubi dworować sobie ze swojego głównego bohatera. Podczas lektury niejednokrotnie będziemy śmiać się z umieszczonych tu żartów. Jak zwykle Bob de Groot naśmiewa się z brytyjskich przywar i stereotypów.


Koniec współpracy

Wszystkie historie w tym albumie charakteryzują się genialnymi ilustracjami Turka. Ogromna dbałość o detale, ciekawi bohaterowie, a przede wszystkim cudowne i wszędobylskie auta, które są konikiem tego rysownika.

Niestety, to właśnie po skończeniu tych historii rozpadła się współpraca obu panów. O ile Bob de Groot pozostał wierny angielskiemu pułkownikowi, to Turk przestał zajmować się tym projektem. Mam wrażenie, że ta decyzja bardzo mocno wpłynęła na jakość powstałych później komiksów o przygodach Cliftona. Duet genialnie ze sobą współpracował, tworząc zajmujące i interesujące przygody. Podczas lektury czuć chemię pomiędzy autorami i niesamowite wyczucie swoich intencji. Wydaje mi się, że ze wszystkich wydanych albumów, to właśnie te opatrzone nazwiskami obu panów są zdecydowanie najlepsze i zdecydowanie od nich powinniście rozpocząć swoją przygodę z serią.

Turk, po latach, wrócił na moment do rysowania Cliftona, niestety za scenariusz odpowiadała już inna osoba.

Wrażenia

Podobno ważne jest to, jak się kończy, a nie zaczyna i w przypadku tej serii ostatni album wydaje się potwierdzać te słowa. Jest bowiem idealnym jej podsumowaniem. Znajdujące się w albumie cztery historie to kwintesencja tego, kim był i w jaki sposób działał Clifton. Perypetie są najbardziej dopracowane pod względem scenariusza jak i ilustracji. Szkoda, że to koniec tej fantastycznej przygody. Być może wydawnictwo Egmont, podobnie jak w przypadku Usagiego, pokusi się o publikację dwóch powstałych niedawno komiksów. Obawiam się jednak, że ich zawartość nie wystarczy do zapełnienia tak dużego albumu zbiorczego.

Nie ukrywam, że jestem ogromnym fanem blondwłosego pułkownika. Dlatego z całego serca polecam wam lekturę wszystkich tomów z serii i poznania różnych stylów opowiadania historii o Brytyjczyku. Gwarantuje, że pomimo tego, że są to opowiadania sprzed kilkudziesięciu lat, nadal będziecie się przy nich świetnie bawić.

Komiksy te są genialnie zilustrowane, mają wciągającą fabułę i są bardzo zabawne. Egmont wydał je w fantastyczny sposób, dzięki czemu cała kolekcja wspaniale prezentuje się w domowej biblioteczce. Cieszę się, że wydawnictwo sięga po takie perełki i wprowadza je na rynek w tak atrakcyjnej formie. Mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec tej serii i być może w najbliższych latach ktoś ponownie usiądzie do tego projektu i powstaną nowe przygody Cliftona.

clifton

 

Tytuł: Clifton. Tom 6

Ilustracje: Turk

Autor: Bob de Groot

Liczba stron: 200

Wydawnictwo: Wydawnictwo Egmont

podsumowanie

Ocena
10

Komentarz

Ostatni album serii to najlepsza część, po którą trzeba sięgnąć.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

To już jest koniec. „Clifton. Tom 6” – recenzja komiksuOstatni album serii to najlepsza część, po którą trzeba sięgnąć.