Polski potworek w early access, czyli „The Handler of Dragons” – recenzja gry

-

Platforma Steam słynie z wielu abominacji za grosze i gier wiecznego wczesnego dostępu. Przypadki, kiedy te dwa pojęcia idą w parze, są raczej rzadkością. Pytanie brzmi: czy omawiana dzisiaj pozycja The Handler of Dragons jest taką czarną owcą?
Smocze Opowieści…

The Handler of Dragons zadebiutowało 27 września 2021 na platformie Steam w tak zwanym early access, czyli wczesnym dostępie jako action RPG. Twórca sam podkreśla, że pragnie jeszcze ją rozwinąć i będzie kierował się wszelkimi uwagami od graczy. To bardzo dobra wiadomość, bo istnieje nadzieja, że ten potworek, z nieopierzonego pisklaka kiedyś dojrzeje do bycia smokiem. Na tę chwilę jest biednie, gra ma kontent na około trzy godziny. To bardzo mało jak na standardy XXI wieku, nawet w klasie indie.

Doktor Frankenstein

Graficznie nie ma tragedii, zapewne za sprawą Unreal Engine 4, który również jest odpowiedzialny za bardzo płynną rozgrywkę. Niestety w produkcjach postawionych na silniku Unity, z tą bywa tragicznie. W przypadku omawianego tytułu gorzej już jest z animacjami i mechanikami walki. Te pierwsze są po prostu koślawe, zaś walka spłycona do maksimum. Właściwie wystarczy blokować ataki, co wywołuje automatyczną ripostę i tak pokonuje się każdego przeciwnika. 

Fabuła, nic wybitnego, żyły sobie smoki w zgodzie z ludźmi, przybył antagonista i to zrujnował. Główna postać okazuje się bohaterem i mamy przywrócić ład. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że historię przedstawiono bardzo banalnie, bez jakiegoś polotu czy charakteru. Po prostu jest i tyle.

Skoro to RPG, to wiadomo, że trzeba rozwijać postać. Tu mamy lekką profanację drzewka znanego z Wiedźmina 3, gdzie odpowiednio nie tylko rozdajemy punkty w kolejne perki, ale również musimy je umieścić w konkretnym slocie, aby były aktywne.


Punktów jest stosunkowo mało względem kosztów, a sama magia wydaje się bezużyteczna w porównaniu z walką wręcz. Broni i czarów jest mało, a nawet gdyby było więcej, to nie ma szansy ich przetestować, a wynika to z długości gry.

Niewiele ci mogę dać, bo sam niewiele mam

To co tam jeszcze zostało? Ach tak, kreacja świata i technikalia. Gra została rozbita na kilka pomniejszych lokacji, co prawda każda jest unikatowa i na pierwszy rzut oka daje poczucie otwartości, niestety to tylko mrzonka, a wrażenie rozwiewa się bardzo szybko.

Miałam problem z dość tragicznymi w odbiorze napisami, w których pojawiała się cała masa literówek i to takich, że w jednym zdaniu potrafiło brakować po kilkanaście liter. 

Co do błędów mechanicznych, natrafiłam właściwie na jeden. Mianowicie, po rozstawieniu perków według uznania, gra i tak resetowała układ po swojemu i nie wiadomo, czy korzysta się z bonusu, czy nie. 

Nie brzydka to rzecz, ale czy ma zastosowanie praktyczne?

Grę stworzyła tylko jedna osoba, co jest warte podkreślenia, dlatego bardzo ciężko było mi zabrać się za ocenę. Nie da się ukryć, że mamy do czynienia z crapem i nie zdziwię się jak zainteresuje się tą pozycją pewien redaktor o ksywce Hed, w ramach cyklu Gry z kosza. Z drugiej strony lądują tam znacznie gorsze produkcje, bez optymalizacji, z masą bugów i niegrywalne abominacje.

The Handler of Dragons nie wpisuje się w kategorię: niegrywalny, bardziej toporny jak Gothic, ubogi w kontent niczym Resident Evil 3 Remake i płytki jak współczesne romansidła. Z racji tego, iż jest to pozycja wczesnego dostępu, mam nadzieję, że wszystko może się jeszcze zmienić. Szczerze liczę na to, bo stworzenie gry 3D przez jedną osobę, która nie będzie abominacją, to piekielnie trudna sztuka, nawet z najlepszymi narzędziami prowadzącymi za rączkę.

  • Otwartość i fakt, że twórca w ogóle się odważył wydać tę pozycję. Szacun.
  • Optymalizacja

  • Kiepskiej jakości animacje
  • Niezbalansowane drzewko rozwoju
  • Płytko przedstawiona fabuła
  • Krótki czas rozgrywki, brak contentu
  • Napisy polskie, literówki, brak znaków
  • Oraz reszta minusów wymieniona w recenzji

podsumowanie

Ocena
2,5

Komentarz

Na tę chwilę wystawiam niską notę, ale podkreślam, że jak na jedną osobę, zrobiono bardzo dużo i widzę potencjał. Z ciężkim sercem jest mi polecić tytuł, jednak rozważyć można kupno dla samego wsparcia twórcy, aby dalej się rozwijał i może pewnego dnia zaskoczy nas perełką.
Katarzyna Gnacikowska
Rodowita łodzianka. Z papierków wynika, że magister inżynier po Politechnice Łódzkiej, jednak z zawodem nie mogą się znaleźć. Wolny duch szukający swojego miejsca na ziemi, Wielka fanka seriali maści wszelakiej, szczególnie Supernatural, Teen Wolf, American Horror Story, ale nie ma co się ograniczać. Książkoholiczka (nie dla obyczajówek i historycznych!) pierwszej wody, która prawdopodobnie umrze przygnieciona swoimi "małymi" zbiorami. Lubi się śmiać, czytać i spędzać miło czas. Nie lubi chamstwa, hipokryzji i beznadziejnych ludzi. Dobra znajoma Deadpoola i Doktora Strange.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu