Strzeżcie się smoka! „Lochy i kwoki” – recenzja gry

-

Grupa śmiałków wyrusza w podziemia, aby zrabować cenne skarby strzeżone przez okropnego smoka. Nie, to nie streszczenie Hobbita, tylko tło fabularne nowej gry karcianej Lochy i kwoki, wydanej przez Black Monk Games.

Lochy i kwoki (ang. Dragons & Chickens) to gra stworzona przez z Josepa M. Allué’a oraz Daniego Gómeza. Obu panów możemy kojarzyć chociażby z takich tytułów, jak Baobab czy Jaki to zwierzak?, które są dostępne na polskim rynku. Niestety nie miałam okazji przyjrzeć się tym grom, ale bardzo się cieszę, że w moje ręce trafiły Lochy i kwoki, gdyż spędziłam przy nich naprawdę udany czas. Ale o tym za chwilę. Najpierw przyjrzyjmy się zawartości.

Co znajdziemy w pudełku?
  • 109 kart skarbów (i Kwok!)
  • 1 karta smoka
  • 1 skrzynia skarbów
  • 1 tarcza
  • instrukcja.

Uwaga na smoka!

Cała przygoda rozpoczyna się od tego, że wraz ze swoimi znajomymi postanawiamy wyruszyć na poszukiwania chwały i bogactwa. I tak trafiamy do podziemi, które skrywają mnóstwo skarbów. Jednak podczas wędrówki trzeba wykazać się sprytem, spostrzegawczością i przede wszystkim szybkością, ponieważ jedynie wytrawny eksplorator zgarnie najwięcej cennych zasobów dla siebie, nie dając się przy tym złapać smokowi.

Samo przygotowanie do rozgrywki nie zajmuje nam wiele czasu. Po wyjęciu elementów z pudełka, rozkładamy je strategicznie, to znaczy skrzynię skarbów, okrągłą tarczę i kartę smoka umieszczamy w miejscu, do którego będą mieli łatwy dostęp wszyscy gracze. Na koniec tasujemy pozostałe sto dziewięć kart i rozdajemy, aby każdy otrzymał ich tyle samo. Karty formujemy w zakryte stosy. I to tyle, rabunek czas zacząć!

Bądź szybki!

Rozgrywka toczy się, dopóki gracze nie spenetrują wszystkich komnat, czyli do momentu aż skończą się karty. Do tego czasu rundy przebiegają identycznie. Na początku wykrzykujemy hasło „Po-łu-py!” i jednocześnie wykładamy jedną kartę ze swojej talii na środek stołu. Na każdej znajdują się po dwa skarby (Pierścień, Korona, Perła, Złoto, Kielich i Diament) albo kwoka. Podróżnicy muszą zorientować się, których elementów jest najwięcej, i na głos wypowiedzieć ich nazwę. Jeżeli będziemy pierwsi, wtedy zgarniamy wszystkie łupy. Wielokrotnie zdarzy się, że wśród wyciągniętych kart najwięcej będzie dwóch lub więcej symboli. Wówczas całość zdobędzie osoba, która jako pierwsza złapie skrzynię skarbów. Ale to nie wszystko. Dochodzą jeszcze pochodnie w komnatach. Niezapalona pozwala na kradzież skarbu ze stołu, nawet jeśli to inne symbole występują częściej.


A co ze smokiem i kwokami? Otóż w niektórych komnatach możemy natknąć się na okropnego strażnika skarbów. Na większości kart są to jedynie fragmenty jego zwalistego cielska, dlatego tutaj przydaje się przede wszystkim spostrzegawczość. Jeżeli gracze na niego trafią, wówczas nie liczy się to, kto wskaże najczęściej powtarzający się element; w tym momencie czym prędzej należy położyć dłoń na ochronnej tarczy. Ostatnia osoba traci dotychczasowe zebrane kosztowności, a przynajmniej te, których strzeże smok na danej karcie. W takich sytuacjach kołem ratunkowym pozostaje kwoka. Aby zachować swoje łupy, wystarczy, że rzucimy ją na pożarcie smokowi i w ten oto sposób umkniemy przed jego gniewem.

Całą rozgrywkę wygrywa ten, kto najbardziej obłowi się na penetrowaniu komnat, zaś remisy rozstrzygną… zgromadzone (i niezjedzone!) kwoki.

Pomysł i wykonanie

Jeżeli graliście w takie tytuły, jak Dobble czy Jungle Speed, powinniście koniecznie sięgnąć po Lochy i kwoki. Przez całą rozgrywkę (jedna runda trwa od piętnastu do dwudziestu pięciu minut) czułam specyficzny klimat wymienionych tytułów, dzięki którym już wcześniej wyrobiłam sobie doskonały plan na tego typu karcianki. Sama gra przebiega płynnie – ciekawa fabuła, proste zasady i ten moment skupienia, a następnie krzyki z nazwami skarbów, albo dłonie zderzające się podczas próby przechwycenia skrzyni albo tarczy. Emocji więc nie braknie, a o nudzie nie ma nawet mowy. A przekrzykiwanie się nazwami łupów, albo dostrzeżenie smoka i rzucanie się do tarczy ochronnej, często wiąże się z wybuchami śmiechu.

I co tu dużo pisać, oprawa graficzna, opakowanie, wykonanie kart i elementów gry – wszystko to wygląda bardzo dobrze i prezentuje się nadzwyczaj solidnie. Jeden mankament polega na tym, że do Lochów i kwok musi zasiąść więcej niż dwie osoby. Wówczas wzrasta poziom trudności, jak i trzeba być bardziej skupionym i zaangażowanym. Zabawa w duecie jest raczej pozbawiona emocji i wtedy liczy się przede wszystkim refleks.

Słowem podsumowania

Lochy i kwoki to wciągająca, lekka gra karciana, dająca możliwość rozwijania spostrzegawczości i refleksu, a przy tym można ubawić się w najlepsze. Kiedy pojawia się smok, wszyscy rzucają się na monetę ratującą cenne skarby, a to wywołuje niepohamowane napady śmiechu. Tytuł ten idealnie nadaje się na wieczory spędzane w gronie znajomych lub różnego rodzaju imprezy czy konwenty. Zdecydowanie jedna runda nie wystarczy, bo do zebrania jest całe mnóstwo dobroci. A po rozgrywce zwycięzca może z radością wykrzyknąć My precious!, cytując Golluma. Chyba że smok zabierze mu cały dobytek. Pech. Ze swojej strony zdecydowanie polecam!

podsumowanie

Ocena
8

Komentarz

Szukacie lekkiej karcianki na spędzenie miłego wieczoru ze znajomymi? To dobrze trafiliście! Lochy i kwoki zapewnią wam wyśmienitą zabawę, a do tego pozwolą rozwinąć spostrzegawczość i refleks. Ale uwaga: wystrzegajcie się smoka!
Agnieszka Michalska
Pasjonatka czarnej kawy i białej czekolady. Wielbicielka amerykańskich seriali i nienasycona czytelniczka książek, ale nie znosi romansów. Podróżuje rowerem i pisze fantastyczne powieści - innymi słowy architekt własnego życia.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu