Magiczne RPG z pogubionymi kartami. „Spire of Sorcery” – recenzja gry wideo

-

„Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę” – cytat ten znany jest nawet mniej zagorzałym fanom gier typu role play, zarówno tych papierowych, jak i cyfrowych. To wręcz złota zasada, a im nasza ekipa bardziej różnorodna, tym lepiej – nie wiadomo przecież, z jakimi niebezpieczeństwami przyjdzie nam się mierzyć. Przydadzą się na pewno mag i wojownik, łucznik także znajdzie zajęcie, do tego łotrzyk, być może także kapłan, bądź nekromanta dla rannych…A co w sytuacji, gdy nasz dream team składa się wyłącznie z czarodziejów i czarodziejek?
Zaskoczenie

A tak przy okazji: jeśli cytat ze wstępu przeczytał w waszych myślach Piotr Fronczewski, najwyższa pora zapisać się na jakieś okresowe badania medyczne – w tym wieku należy dbać o zdrowie. Ale już w pełni poważnie – wbrew moim początkowym obawom, koncept dość monotematycznej drużyny sprawdza się całkiem nieźle. Choć niestety bardzo łatwo można zauważyć stosunkowo niewielkie doświadczenie wydawcy, a jednocześnie producenta gry, ekipy Charlie Oscar.

Dotychczasowe Gremlins, Inc. oraz Eador: Genesis (turówki z elementami RPG) nie przebiły się do mainstreamu i niewielu ludzi o nich słyszało. Spire of Sorcery czerpie ze starszego rodzeństwa, „pożyczając” niektóre mechaniki, całkiem zgrabnie implementując je do własnych potrzeb. Tylko co z tego, skoro tytuł ten potyka się podczas pierwszego spotkania z graczem?

Błoto

Wyobraźcie sobie, że ktoś objaśnia wam szachy takim oto zdaniem: „Wygrywasz jak pozbędziesz się króla przeciwnika, a wyeliminujesz go umieszczając w tym miejscu własny pion. Ach, nie możesz się cofać. Do ataku!”. No dobrze, przesadzam, ale tylko trochę. Tutorial tłumaczy kompletnie nie to, co powinien: może najpierw zajęlibyśmy się mechaniką walki, a dopiero później przeszli do gotowania? Zwłaszcza że wrogowie nadciągają? Niczym pszczoła zwabiona kolorowym kwiatem, tak ja wpadłem w pułapkę oprawy graficznej.

Nie jest ona co prawda słodka, jednak zarówno kolory, jak i cały styl à’la 2,5 D naprawdę robi wrażenie. Środowisko, bohaterowie, potwory, nawet zjawiska pogodowe: wszystko jest ze sobą wizualnie spójne i przywodzi na myśl skrzyżowanie Dark Souls, Civilization V oraz typowego, planszowego RPG-a. Mając więc do wyboru niższy lub wyższy poziom trudności, zdecydowałem się na większe wyzwanie. Przecież to nie moje pierwsze rodeo z tym gatunkiem!

Kolce

Inkwizycja, jak to ma w zwyczaju, ściga magów po całej krainie. W tym trójkę postaci, którymi kieruje gracz (z czasem pojawi się ich więcej). Gdzieś na horyzoncie majaczy nowy dom oraz bezpieczna oaza dla podobnych nam uchodźców, ale póki co, to odległa przyszłość kolejnych misji. Aktualnie, główny motyw to ucieczka poprzez nieznane.


Pilnujemy punktów ruchu, po których następuje tura przeciwników, wszystko w rzucie izometrycznym: fani serii Sida Meyera nie powinni być zaskoczeni. Za to ja musiałem zbierać szczękę z podłogi, kiedy to najzwyczajniej w świecie, po kilku kolejkach, moja czarodziejska drużyna zginęła. Oczywiście próbowałem walczyć, ubiłem nawet kilku wrogów, ale otrzymywałem przy tym obrażenia rykoszetowe… Nic nie rozumiałem, otworzyłem więc zakładkę tutorial – może gra zawiera dodatkowe lekcje, których mi nie pokazała? A i owszem: w formie trzech filmów na serwisie YouTube, z czego każdy trwa około kwadransa.

Dygresja: nie wspomniałem, że Spire of Sorcery znajduje się w tak zwanym early access, czyli wczesnym dostępie. Prace więc wciąż trwają, a sam tytuł nie jest jeszcze ukończony. Mimo to o pierwsze wrażenie należy dbać. A brak dobrego samouczka może skutecznie zniechęcić większość graczy – na szczęście po obejrzeniu materiałów instruktażowych, wszystko staje się dużo czytelniejsze.

Kwiat

Nagle zrozumiałem, czemu otrzymywałem obrażenia we własnych turach i jak wpływa na mnie otoczenie. A co najważniejsze: rdzeń mechaniki okazał się być całkiem prosty w swej złożoności! O turowym poruszaniu się po heksagonalnej mapie już wiecie – szwenda się po niej wiele nieprzyjaznych nam stworzeń. Można między nimi przemykać, wykorzystując ograniczenia punktów ruchu, środowiska oraz warunków pogodowych. I choć system ten sprawdza się całkiem nieźle, crème de la crème to oczywiście walka, dziwne przypominająca karciankę.


Otóż każdy z naszych magów w określonej liczbie rund może rzucić jedno ze znanych mu zaklęć. Te wymagają różnych ilości energii konkretnego żywiołu (ogień, mróz, trucizna i tym podobne), a wrogowie są wrażliwi tylko na dany typ ataku. Proste niczym poziomica mojego dziadka. Oczywiście to tylko podstawa: magowie mogą „użyczać” sobie konkretnych elementów, a wrogowie nie pozostają bierni na nasze działania. Po ich pokonaniu zbieramy loot i wyruszamy w dalszą drogę, pełną niebezpieczeństw.

Zapach

Podczas podróży przyjdzie nam rozwiązywać questy różnych rodzajów, walczyć, kryć się, zbierać nowe elementy ekwipunku, a nawet gotować: przecież bohaterowie muszą coś jeść. Ba, niektórzy mają nawet własne preferencje kulinarne! Po kilkunastu godzinach spędzonych ze Spire of Sorcery, przyszłość tego tytułu widzę w jasnych barwach. Nie przesadnie jaskrawych – nieczytelność niektórych mechanik przyprawia czasem o ból głowy, a i powtarzalność daje się we znaki – ale produkcja trwa. A log aktualizacji wskazuje na aktywny rozwój gry, pozostaje więc mieć nadzieję. Ja w każdym razie będę wracał do mojej drużyny magów i sprawdzał, co u nich nowego.

  • Mroczny klimat
  • Oprawa graficzna
  • Różnorodność mechanik
  • Zbyt duży nacisk na walkę
  • Powtarzalność
  • Brak porządnego samouczka

podsumowanie

Ocena
7

Komentarz

Widywałem o wiele bardziej niedopracowane tytuły sprzedawane jako w pełni ukończone (bez przykładów). Jeśli twórcy nie zejdą z obranej ścieżki, po zakończeniu wczesnego dostępu szykuje nam się bardzo przyzwoity, turowy RPG. A przy tym jak klimatycznie wygląda!
Przemysław Ekiert
W wysokim stopniu uzależniony od popkultury - by zniwelować głód korzysta z książek, filmów, seriali i komiksów w coraz większych dawkach. Popijając nowe leki różnymi gatunkami herbat, snuje głębokie przemyślenia o podboju planety i swoim miejscu we wszechświecie. Jest jednak świadomy, że wszyscy jesteśmy tylko podróbką idealnych postaci z telewizyjnych reklam.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu