Słodki okrąg straszenia. „A kysz!” – recenzja gry planszowej

To w zasadzie proste: słoń boi się myszy, mysz kota, kot psa, a pies słonia. Jeśli będziemy trzymać się wytycznych tego łańcucha, to mamy spore szanse na zwycięstwo. Oczywiście pod warunkiem, że odpowiednio obmyślimy taktykę i przeciwnicy nie wystraszą naszych zwierzaków. Ale to już zależy od tego, z kim gramy, w ile osób i jak skutecznie będziemy odwracać uwagę oponentów. O tak, A kysz! nie jest pozycją trudną, ale zdecydowanie wymagającą taktycznego myślenia oraz odrobiny dywersji.
Metodyka straszenia

Gra składa się z pięćdziesięciu dwóch kart zwierzaków: słoni, myszy, kotów i psów, występujących w czterech kolorach: fioletowym, niebieskim, pomarańczowym oraz żółtym. Do tego dochodzi jeszcze osiem kart celu, określających to, które futrzaki – pod względem koloru albo gatunku – mamy uchronić przed wystraszeniem.  Tym razem bowiem nie chodzi o to, ile zbierzemy ze stołu fantów, ale o to, aby jak najwięcej ich zostało. Przede wszystkim chodzi więc o to, by gracze nie wystraszyli naszego futrzaka, a po drugie, aby na stole zostały karty w interesującym nas kolorze. A to niekoniecznie jest takie łatwe, zwłaszcza w wyznaczonych przez zasady parametrach, które z jednej strony gwarantują, że rozgrywka nie będzie trwała długo, a z drugiej… no właśnie, nie będzie trwała długo, więc nie bardzo mamy przestrzeń na stworzenie skomplikowanych, „pełnych zła” planów na zwycięstwo.

Na pudełku przeczytamy, że gra zajmie nam około dwudziestu minut. Prawda jest taka, że w momencie, gdy załapiemy, jak działa mechanika tej karcianki, to po rozłożeniu wszystkich kart w czterech rządkach po osiem kolumn w najprostszym wariancie gra zakończy się po całych pięciu minutach. Acz to może być dość intensywne pięć minut naszego życia. W innych, proponowanych przez producenta sposobach straszenia (jest nawet opcja drużynowa!), rzeczywiście A kysz! zapewni zabawę na te dwadzieścia minut, ale raczej nie więcej.

Zostawcie zwierzaki w spokoju!!!

Zdobiące poszczególne karty ilustracje Magdaleny Markowskiej są po prostu śliczne, ale… Jest jedno „ale”. Oglądanie przestraszonych pyszczków niekoniecznie sprawi wszystkim tyle radości, ile powinno. Niby nie są zanadto przesadzone czy karykaturalne. Z ich wizerunkami jest jednak większy problem – mianowicie zastosowane w druku farby pomarańczu i żółci okazują się zbyt podobne do siebie na kartach, a co za tym idzie, będziemy przeganiać ze stołu nieodpowiednie futrzaki. Tak, tę wadę da się doskonale wykorzystać w rozgrywce, aby zdobyć przewagę, gdyż, jak wspominałam na początku, przyda nam się trochę dywersyjnego działania przy tej karciance.

A kysz! jest idealną grą rodzinną, polecaną dla osób od lat ośmiu do stu ośmiu i zależnie od naszego zaangażowania w zwycięstwo może przebiegać w luźnej, spokojnej atmosferze albo pełnej rywalizacji. Równie dobrze urozmaici imprezy, ale i świetnie nada się też do zabrania ze sobą w drogę, do pociągu (acz tu musimy pamiętać, że będzie nam potrzebna jakaś płaska powierzchnia do rozłożenia kart) czy na spotkanie przy kawie, gdzie kawa może posłużyć jako dobry element naszej taktyki dywersyjnej.

Jest miło i przyjemnie

Chyba najważniejszą cechą A kysz! pozostaje fakt, że jest to przyjemna, prosta gra, w którą możemy się bawić, będąc wyspanymi albo nie, w warunkach domowych lub polowych. Napisana przez Adriana Dinu karcianka okazuje się planszówką przyjemną i, pomimo nieznacznej wady w wybranej kolorystyce kart, wciąż cieszy tak oko, jak i graczy, a to chyba najważniejsze.

 

 

Tytuł: A kysz!

Liczba graczy: 1-8

Wiek: 8+

Czas rozgrywki: 20 minut

Wydawnictwo: FoxGames

 

Agata Włodarczyk

Agata Włodarczyk

Nie ma bio, bo szydełkuje cthulusienki.

Komentarze

  • 6 lipca 2018 o 15:11

    Świetnie mi się w to grało, ale serce pękało, jak tylko widziałam te smutne, przestraszone pysie. Jak ktoś ma empatię skierowaną na puchate, dwuwymiarowe stworzonka – to nie polecam. Mechanika jest za to bardzo szybka i sensowna, fajnie się gra!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.