Rubaszna Niemka, która chętnie wymienia wędkę na wibrator. Obrus, który działa jak trampolina. Szpital, którego personel szuka kosmitów. Nie, to nie bzdurna komedia. To gra Truberbrook, po której spodziewałam się czegoś innego. I zdecydowanie bardziej logicznego. 

Pewnego dnia w Ameryce Hans Tannhauser dostaje list, który informuje go, że wygrał wakacje w niemieckim miasteczku Truberbrook. Nieco po sezonie i do tego w konkursie, w którym nie brał udziału, ale jeśli mógł to wykorzystać do skończenia swojej pracy z fizyki kwantowej… Przemierza pół globu i przyjeżdża do mieściny, która okazuje się być odizolowana od reszty świata. Autobus do niej kursuje raz na kilkanaście dni, policja znajduje się kilometry stąd, a największą atrakcją jest zamknięte kino. W hoteliku poznaje Gretchen, młodą i ciekawską dziewczynę. Gdy pierwszej nocy zostaje okradziony – o dziwo, z notatek o fizyce kwantowej! – postanawia połączyć siły z nowo poznaną dziewczyną i w zamian za pomoc w znalezieniu złodzieja, pomóc jej zbadać tajemnice Truberbrook. 

Screen z gry
Jest na co popatrzeć!

Wiem, że nie ocenia się gry po okładce, ale gdy pierwszy raz zobaczyłam Truberbrook, miałam mieszane odczucia. Coś mnie w niej ujmowało, jednocześnie sprawiając, że lekko się krzywiłam i kręciłam głową. Na szczęście po uruchomieniu okazała się pełna przepięknych krajobrazów. Według znalezionych przeze mnie informacji, zawdzięcza to wykorzystaniu techniki fotogrametrii. Otoczenie, po którym porusza się bohater i dalsze pejzaże najpierw stworzone jako makiety, które następnie skanowano i przenoszono do gry w jak najlepszej jakości. Moim zdaniem jest to fenomenalny zabieg, który dodaje mnóstwo walorów estetycznych tej produkcji.

Screen z gry
Ale po sezonie miasto wymiera…

Wydawałoby się, że skoro wygrany pobyt w Truberbrook ma miejsce po sezonie urlopowym, to pewnie zbyt wiele się w miasteczku dziać nie może. A tu proszę, Hans zostaje okradziony już pierwszej nocy, wyrusza w szaloną podróż za germańskimi bóstwami, a nawet zostaje uwięziony w… Ani słowa więcej! Powiem krótko – dzieje się! Nie ma miejsca na nudę. Każda mniejsza zagadka lub ciąg zdarzeń prowadzi do kolejnego wątku i popycha fabułę do przodu. 

Niestety nie wszystko wyszło idealnie. Szczególnie, że historia wydaje się mocno zbyt dynamiczna, a akcja po prosu zbyt krótko.

Screen z gry
Obrus niczym trampolina i akcja z wibratorem

Niektóre zagadki niestety zbytnio rozmijały się z logiką. W dalszej części tego akapitu przedstawię kilka przykładów, więc jeśli ktoś nie chce spoilerów, polecam przejście do kolejnego akapitu. Chodzi mi mianowicie o zagadki, które przekraczają granice dobrego smaku lub też łamią prawa fizyki. Do takich sytuacji wliczam, między innymi ratowanie kota z drzewa. Żeby to zrobić należy trafić go „strzałem” z rurki, aby spadł na obrus rozłożony na łódce pod gałęzią.  Tak uratowany odbija się niczym od trampoliny od przygotowanego materiału i ląduje kilka metrów dalej na czterech łapach. Dodajmy do tego scenę, w której właścicielka hoteliku oferuje Hansowi, że pożyczy mu wędkę, jeśli da jej coś w zastaw, a ten proponuje wibrator znaleziony pod łóżkiem w wynajmowanym pokoju. Kobieta reaguje na niego bardzo entuzjastycznie i w mgnieniu oka odwraca się do nas tyłem, chyba aby sprawdzić czy działa (przecież inaczej nie można przyjąć niczego w zastaw!). Co więcej, gdy próbujemy go potem odebrać, wręcza inny przedmiot i mówi, że o żadnej erotycznej zabawce nigdy nie słyszała. Możemy się domyślić, w jaki sposób wykorzystała nasze znaleźne, ale cóż, przynajmniej nikt nie posądzi Hansa o dziwne upodobania.

Screen z gry
Point & click, które czasem nie działa od razu

Truberbrook miało być jedną z tych produkcji, które fani gier point & click polubią bez wahania. Tak zapewne mogłoby być, gdyby tylko ułatwione zostało poruszanie się między lokacjami. Przy niektórych zagadkach musimy dość sporo się przemieszczać i kombinować, co zrobić, aby pójść dalej i wówczas szukanie przejść do kolejnych miejsc może stać się irytujące. Twórcy obiecywali od siedmiu do dziesięciu godzin rozgrywki – u mnie się to sprawdziło, ale czytałam, że niektórym udało się przejść grę w zaledwie cztery, przez co czuli się rozczarowani. 

Screen z gry
Inna rzeczywistość czy stara klapa?

Nie mogę odmówić tej grze potencjału, choć twórcy nie wykorzystali go w pełni, oprawiając całą historię w nieraz bezsensowne żarty oraz nielogiczne łamigłówki. Truberbrook nie jest jednak produkcją innowacyjną, nie oferuje nic, czego fani przygodówek science fiction już nie znają, ale jednocześnie fascynuje. Do tego warto na nią spojrzeć nieco przychylniejszym okiem, gdyż jest efektem kampanii na Kickstarterze. Dlatego właśnie mimo kilku niedociągnięć uważam, że wyszła dobrze i nadaje się bardzo dobrze dla każdego miłośnika gier przygodowych.

  • Piękne krajobrazy,
  • Klimat niemieckiego miasteczka.

 

 

  • Brak logiki w niektórych zagadkach,
  • Krótki gameplay,
  • Druga połowa gry to jakaś pomyłka.

Odpowiedz

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię