Szalony doktor. „Morbius” – recenzja filmu

-

Sony’s Spider-Man Universe to wciąż jedna wielka niewiadoma. Każdy kolejny film od Sony z serii Marvel Comics budzi coraz więcej pytań. Chodź widzowie początkowo dość entuzjastycznie zareagowali na nowy cykl, ich podniecenie szybko opadło. Venom, będący jedną z pierwszych produkcji tego uniwersum, dla wielu okazał się wielkim rozczarowaniem. Michael Mrobius, główny bohater Morbiusa, to drugi antagonista Spider-Mana. Choć nie jest tak znaczący jak symbiont, jego historia okazuje się na tyle ciekawa, że zdecydowanie warta osobnego filmu. Czy jednak produkcji udało się przełamać złą passę, która od początku ciąży nad tą serią?

Biochemik i laureat Nagrody Nobla, doktor Michael Morbius, cierpi na nieuleczalną chorobę krwi. Z tego powodu decyduje się na prowadzenie ryzykownych eksperymentów, w których miesza DNA ludzkie z tym nietoperzy. Gdy doktor przyjmuje wykonane przez siebie serum, pojawiają się niespodziewane skutki uboczne – ogromne pragnienie krwi. Jak się okazuje, to ona jest gwarancją normalnego życia, którego pragnie Morbius. Doktor szybko uświadamia sobie, że coś, co miało być wybawieniem, staje się jego przekleństwem.

Film na haju. „Wszystko wszędzie naraz” – recenzja filmu
Marvelowski wampir

W przypadku Morbiusa pojawia się podobny problem, jaki miał miejsce po premierze obu części Venoma – mieszane opinie widzów. O ile jednak Venom potrafił również zachwycić, tak Morbius oceniany jest głównie jako słaby lub nie do końca słaby. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Najnowszy film Sony’s Spider-Man Universe nie zachwyca. Niemniej to nie znaczy, że nie warto poświęcić kilkudziesięciu minut na jego obejrzenie.

Komiksów o Morbiusie nie czytałam, znam jednak postać marvelowskiego wampira z opisów, artów czy artykułów, które można znaleźć w sieci. I w żadnym z moich wyobrażeń nie wyglądał on tak, jak przedstawiło go Sony. Spodziewałam się mrocznego antybohatera, który zafascynuje swoją dość złożoną osobowością. Otrzymałam szalonego doktora, pragnącego ulepszyć świat i jednocześnie znaleźć lek na chorobę dla siebie i podobnych do niego osób. Michael okazał się bohaterem o wyjątkowo mocnym kręgosłupie moralnym, walczącym zarówno z otaczającym go złem, jak i samym sobą. Morbius przedstawiony został jako postać zagubiona i niepewna, która na nowo zaczyna uczyć się świata wokół.  Takie ukazanie doktora spodobało mi się, zwłaszcza w wydaniu zaserwowanym przez Jareda Leto. Aktor, praktykujący method acting, stworzył postać, którą chce się oglądać na wielkim ekranie. 

Morbius
Morbius / Columbia Pictures
Im dalej w las, tym…

W tym momencie kończą się plusy filmu. Poza Jaredem Leto w roli głównego bohatera trudno znaleźć coś, co mogłoby podobać się miłośnikom dobrego kina. Linia fabularna jest banalna i pełna niedopowiedzeń. Pierwsza scena, mająca miejsce wiele lat po wydarzeniach w filmie, nie została wyjaśniona w dalszej części produkcji. Widz do samego końca zastanawia się, dlaczego doktor znalazł się w tym konkretnym miejscu, lecz odpowiedzi nie otrzymuje. Ponadto połączenie schematycznych rozwiązań wielu wątków ze słabymi efektami specjalnymi sprawia, że można poczuć się wręcz skonsternowanym. Mniej więcej od połowy Morbiusa ogląda się z lekkim niedowierzaniem na twarzy, mając gdzieś z tyłu głowy pytanie, czy to na pewno realizacja powstała w drugiej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku. 

Trudno jest ocenić Morbiusa bez porównań do Venoma, zwłaszcza że w filmie pojawiła się scena bezpośrednio nawiązująca do produkcji o przygodach Eddiego Brocka i zamieszkującego jego ciało symbionta. Dlatego jeśli przed seansem widz nie pozbędzie się z głowy wizji zabawnej, aczkolwiek nieco banalnej historii, może wyjść z kina mocno zawiedziony. Morbius to film dość mroczny, w którym brakuje humorystycznych akcentów, podobnych do tych pojawiających się w Venomie. Producenci zdecydowali się na poważny charakter, co jednak nie okazało się dobrym pomysłem. Trudno tak naprawdę określić, czym jest Morbius i myślę, że ten fakt sprawia największy kłopot recenzentom. Jedyne, co da się powiedzieć, to to, że film Daniela Espinosy to czysta rozrywka. Jeśli podejdzie się do niej z jakimikolwiek oczekiwaniami, można bardzo się rozczarować.


MorbiusTytuł oryginalny: Morbius

Reżyseria: Daniel Espinosa

Rok premiery: 2022

Czas trwania: 1 godziny 44 minut

podsumowanie

Ocena
5

Komentarz

„Morbius” to film idealny na niedzielny wypad do kina. Nie oczekujcie od niego niczego wybitnego, a być może będziecie w stanie się na nim dobrze bawić. 
Patrycja Nadziak
W żadnej szafie nie znalazła wejścia do Narnii, a sowa zgubiła list z Hogwartu. Pozostało jej jedynie oczekiwać na Gandalfa. Do jego przyjścia ma zamiar czytać, pisać, oglądać seriale i mecze w Bundeslidze… a także poślubić Jacka Sparrowa.

Inne artykuły tego redaktora

1 komentarz

  1. W końcu jakaś sensowna recenzja. Popieram w 100% trzeba mieć dystans do tego filmu a wtedy idzie się na nim naprawdę dobrze bawić

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

„Morbius” to film idealny na niedzielny wypad do kina. Nie oczekujcie od niego niczego wybitnego, a być może będziecie w stanie się na nim dobrze bawić. Szalony doktor. „Morbius” – recenzja filmu