Licytuj i wygrywaj. „Lutecja” — recenzja gry planszowej

-

Prowincja rzymska, I wiek naszej ery. Wyobraź sobie, że w przejawie swojej wspaniałości, Imperator August postanowił wynieść jednego z mieszkańców Galii do statusu senatora. Żeby mieć szansę, musisz okazać się najbardziej wpływowym dostojnikiem i kontrolować najważniejszej zasoby i miejsca w mieście. Jak to zrobisz? W co zainwestujesz najwięcej monet? Będziesz ostrzyć miecze, warzyć piwo, piec chleb, a może zaczniesz przygotowywać eliksiry?

Set collection

Według zawartej instrukcji Lutecja to gra dla od dwóch do pięciu graczy w wieku powyżej dziesięciu lat, która ma dostarczyć zabawy na około czterdzieści pięć minut. Całość jest oparta na licytacji i blefie oraz mechanice zbierania kolekcji (set collection). W wolnym tłumaczeniu rywalizacja opiera się na gromadzeniu zestawu określonych dóbr: narzędzi, pieniędzy, żetonów i tym podobne. Ten tryb rozgrywki jest używany w większości tradycyjnych gier karcianych, takich jak poker czy remik. Osoba mająca na koniec najwięcej punktów, wygrywa partię.

Wykonanie

Szata graficzna Lutecji jest urocza, bardzo przyjemna dla oka, w interesującym, wręcz komiksowym stylu. Przyglądając się obrazkom ciężko oprzeć się wrażeniu, że twórca wzorował się na Galii – mieście Asterixa i Obelixa. Kiedy otworzymy wieczko, naszym oczom ukazuje się dość bogata zawartość: trzydzieści cztery karty miejsc, czterdzieści kart postaci, sześćdziesiąt kart akcji, pięć żetonów miejsc, pięć żetonów postaci, trzydzieści sześć żetonów sestercji o wartości jeden, dziesięć żetonów sestercji o wartości trzy, notatnik punktacji i oczywiście instrukcja. Nie ma klasycznej planszy, a obszar gry tworzą karty. Wykonanie wszystkich elementów nie pozostawia nic do życzenia. Całość, nawet przy częstym grywaniu, powinna zachować swój pierwotny, niezniszczony wygląd.

Rozgrywka

To, co pozytywnie mnie zaskoczyło, to instrukcja. Jak na tak prostą grę, zawiera ona aż osiem stron zapisanych małym druczkiem, przez co, na pierwszy rzut oka, może nam się wydawać, że mamy do czynienia z bardzo skomplikowaną rozgrywką. Jednakże autorzy podeszli to wytłumaczenia zasad rzetelnie i każdy etap gry został wyszczególniony odrębnym nagłówkiem, przez co łatwiej jest się odnaleźć. Dzięki temu podczas trwających licytacji nie ma niedopowiedzeń i wątpliwości.

Przed samym rozpoczęciem przygotowujemy żetony — służące do wskazywania wybranych przez nas dóbr – i rozkładamy karty. Te ostatnie dzielą się na dwa rodzaje: osób i miejsc. W rzędach wykładamy od trzech do pięciu kart z obu grup. Dodatkowo każdy gracz dostaje pięć monet, których będzie używał do licytacji. Zabawa się rozpoczyna! Co rundę wybieramy dwie spośród używanych przez siebie płytek i licytujemy w ciemno wystawione na stole blankiety. Wiemy, o jakie dobra walczymy, ale tajemnicą jest, z kim i za jakie pieniądze. Po odkryciu wszystkich niewiadomych sprawdzamy, co wylicytowaliśmy, a czego nie. Jeśli mieliśmy szczęście i jako jedyni walczyliśmy o przykładową tawernę, brawo, karta trafia do nas. Gdy natomiast w licytacji brało udział więcej osób, to wygrywa ta, która dała większą łapówkę. No cóż, nie od dziś wiemy, że polityka bywa bezlitosna… Zbieranie wszelakiego majątku przekłada się na późniejsze umiejscowienie go w określonych grupach i tworzenie tym samym pewnych kombinacji, dających liczne (lub nie) punkty zwycięstwa, odnotowywane na koniec rozgrywki. Ta osoba, która zdobędzie ich najwięcej, zostaje wybrana senatorem.


Wrażenia i refleksje

Jeśli lubicie gry licytacyjne, albo dopiero zaczynacie swoją planszówkową przygodę, to możecie sprawdzić Lutecję i przetestować ją ze znajomymi. Gra ma potencjał i na pewno znajdzie wielu zwolenników. Dla mnie momentami jej mechanika była zbyt nużąca i łatwa, ale osobiście lubuję się w cięższych i bardziej skomplikowanych tytułach. Dodatkowo, jak dla mnie, pod koniec występuje zbyt złożona punktacja i pomimo kilkukrotnego przegrania gry, potrzebna była instrukcja, by wszystkie karty odpowiednio podliczyć.

Lutecja skaluje się całkiem dobrze dla trzech osób wzwyż. W partiach dwuosobowych, dla bardziej doświadczonych graczy, może wypaść średnio. Im więcej zawodników, tym większa rywalizacja i trudność. Ciężko jest przejrzeć plany wszystkich i zrozumieć ich taktyki. Wraz ze wzrostem liczby grających, pojawia się więcej strategii i możliwości wchodzenia sobie w drogę oraz używania blefu.

Mechanicznie gra jest płynna, nie ma przestojów, rozgrywka trwa szybko i się nie dłuży. Proste zasady i niski próg wejścia powodują, że Lutecja świetnie sprawdzi się w familijnym gronie, albo wśród znajomych bez doświadczenia w planszówkach. Prostota tej planszówki i małe, lekkie pudełko powodują, że nadaje się nie tylko do codziennego używania, ale też świetnie może sprawdzić się w podróży.

 

Tytuł: Lutecja

Liczba graczy: 2-5

Wiek: 10+

Czas rozgrywki: 45 minut

Wydawnictwo: Lacerta

 

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Lacerta, więcej o grze przeczytacie tutaj:

podsumowanie

Ocena
7

Komentarz

W „Lutecji”, jak i w prawdziwym życiu, droga na szczyt wymaga odważnych i niekiedy ryzykownych posunięć. Gra ma proste zasady, które bardzo szybko można wytłumaczyć nowym graczom i wkręcić ich w planszówkowe szaleństwo. To idealna propozycja dla tych, którzy uwielbiają rozrywkę opartą na licytacji i blefowaniu.
Weronika Penarhttps://recenzowniaksiazkowa.blogspot.com/
Z zawodu behawiorystka i badaczka kociego zachowania -  nic co kocie, nie jest jej obce. Z zamiłowania czytelniczka dobrych kryminałów i książek przygodowych, kinomaniaczka i ciągła podróżniczka. Jeśli nie biega na swojej uczelni, nie uczy studentów lub nie czyta pod kocem książek, to na pewno podróżuje, szukając swojego miejsca w świecie.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu