Krwawiąca róża Apokalipsy. „Rewolucjonistka Utena” – recenzja anime

-

Czy wyobrażacie sobie sytuację, gdy po traumatycznej śmierci rodziców jesteście naznaczani przez tajemniczego Księcia piętnem, które będzie kiełkowało w was niczym ta szkarłatna róża, by kontrolować przeznaczenie? By odebrać wam poczucie sprawczości? Pociągać za sznurki zatopione w toni egzystencji? Zatracić ją w absolucie siły wyższej, dla was szczególnie niezrozumiałej i w konsekwencji nad wyraz fatalnej w skutkach? 

Klasyczne arcydzieło od J.C. Staff w wysublimowany sposób poszukuje odpowiedzi na owe pytania, balansując na granicy egzystencjalizmu i romantycznego, baśniowego liryzmu.

Nigdy nie trać tej szlachetności, maleńka

Takie słowa usłyszała młodziutka Utena pewnego feralnego dnia. Wkrótce jednak okazało się, że właśnie one miały determinować każde jej kolejne postanowienia i zachowania. Owe frazy wpłynęły na nią tak dotkliwie, iż nie była w stanie dostrzec alternatywy. Liczył się dla niej jedynie sygnet z wygrawerowaną różą, pamięć o spotkanym Księciu i tym, co do niej wtenczas mówił. Z dumą uosabiała wchłonięte ideały. Twierdziła, że mógł być jedynym obiektem jej miłości. Przejęła tożsamość walecznego, szlachetnego, niezłomnego Księcia – archetypu wartości, które w najgorszym momencie życia ocaliły ją przed zgubą. Przez kolejne lata trwała w tym złożonym sobie przyrzeczeniu, choć nie pojmowała powagi dokonanej decyzji. Przyświecały jej idee. Była pewna swojego. Buntowniczość miała stać się jej domeną, chłopięcość zaś przysłaniała podświadome poczucie zagubienia. 

Niczym skołowany bohater fenomenalnego Truman Show, odgrywała główną rolę we własnym dramacie i, co najgorsze, przez większość serii żyła w błogiej niewiedzy. Była, przynajmniej początkowo, pozbawioną woli marionetką w szponach zachłannych mocy przeznaczenia. 

Chciała chronić słabszych, bo tak nakazywały jej ideały. Nie mogła znieść przemocy – właśnie wtedy jej losy skrzyżowały się z Różaną Oblubienicą. Przelała na nią swoje potrzeby, jednakże w rzeczywistości to Oblubienica przelewała na nią swe własne i przeobraziła się w ich odzwierciedlenie.


Różowowłosej Utenie zostało wszystko narzucone. Pod sam koniec widowiska czuje się nad wyraz dotkliwie, iż każdy aspekt został pieczołowicie rozplanowany, jakby ona sama nie posiadała żadnej dozy sprawczości. Stopniowo miała przenikać poziomy mroku (tutaj aż prosi się porównanie do kręgów piekła Dantego), by w końcu dotrzeć do samego końca. Całe otoczenie pchało ją ku nieuniknionemu, manipulowało zdarzeniami. I odnoszę także nieodparte wrażenie, że nawet większa część owego otoczenia również o tym nie wiedziała. Bohaterowie byli jedynie statystami mającymi do odegrania konkretną rolę na drodze Uteny Tenjou. Inne jednostki natomiast nadzorowały przebieg wydarzeń. Całkiem niewykluczone, iż cały ich świat był uniwersum wykreowanym tylko na potrzeby doprowadzenia do Apokalipsy. I opowiedzenia tej historii. 

Przerażająca wizja, czyż nie?

Ostateczne przeznaczenie: Apokalipsa

Wraz z każdym pojedynkiem bowiem, jako że pełniły one rolę swoistej hierarchizacji oraz chronologiczności całej kompozycji, słyszymy chóralny, bardzo donośny, acz niepokojący śpiew ze złowrogimi nutami. Treść piosenek, aczkolwiek z zasady nieposiadająca najmniejszego sensu, dopiero z perspektywy czasu sprawia wrażenie spójnej i w istocie adekwatnej do wszystkiego, co tam się wydarzyło. Katastroficzne, zwiastujące upadek dźwięki bijących dzwonów stanowiły zapowiedź nadchodzącej walki o Różaną Oblubienicę oraz utracony honor, a poetyckie, wysoce metaforyczne zwrotki podnosiły wzniosłość ostatnich, głębokich oddechów, branych tuż przed pojedynkami.

Można się tutaj doszukiwać nieskończonej symboliki, jednak jest ona na tyle zróżnicowana, że ciężko mówić o jakiejkolwiek uniwersalności. Dlatego też każdy powinien podejść do tego dzieła osobiście i rozłożyć składowe na części pierwsze. Sama, gdy tylko myślę o tym wszystkim, co się tam odbywało, przed oczyma rozgrywa mi się pamiętna scena z Kubrickowskiego Oczy szeroko zamknięte, gdzie Cruise wchodzi do domu arystokratycznej rozpusty i przeżywa niesamowity dysonans. Był bohaterem tragicznym. Tam samo, jak Utena, szukał sensu, chciał odnaleźć swą drogę. 

W Rewolucjonistce Utenie dostrzegam obłudę rzeczywistości, nieskończoną satyrę i kpinę z protagonistki, która dostała do wypełnienia konkretne zadanie bez względu na jej wolę – fatalizm aż bije po oczach. Choć sama forma uraczyła nas subtelną krainą o pastelowych kolorach niczym z bajki, to jest to jedynie fasada okalająca prawdziwe zepsucie.  

W trakcie seansu widz chwiejnie balansuje na cienkiej linii między jawą a realnością i nie potrafi określić, gdzie się wówczas znajduje. Ekspozycja jest momentami tak melancholijna i niedosłowna, że można stracić rezon i nie zauważyć tego, co niepokojące. Mniemam, iż był to celowy zabieg twórców – jeśli rzeczywiście tak, jestem szczerze urzeczona. Liczne kadry nasycone oranżem, różem i fioletem zwyczajnie wzmagają nostalgiczny nastrój, natomiast ujęcia rozgwieżdżonego nieba sugerują coś nieuchwytnego i zbyt trudnego do pojęcia. Całość składa się zatem na lekkostrawną, a wręcz słodką mieszankę, podczas gdy oddolnie jesteśmy bombardowani egzystencjalną degrengoladą, w związku z czym doświadczamy znacznej rozbieżności: bajkowe oblicze momentami kłóci się z fabułą i pogodzenie tego stanowi niemałą trudność. Osobiście owe zabiegi wzbudzają u mnie niepokój, więc i w tym przypadku wzrósł on do niebotycznego poziomu. 

Pozłacany Eden

Czy tylko ja dostrzegam mieszaninę przeróżnych, paradoksalnie gryzących się ze sobą motywów? I to w dodatku bardzo udaną? Na pierwszy rzut oka dostajemy przede wszystkim wytworny romantyzm: chłopcy jako ci posągowi książęta i poruszające się z gracją dziewczyny, niczym nimfy o enigmatycznej urodzie… na tle przestrzennych, zamkowych korytarzy, różanych ogrodów oraz strzelistych okien pełnych tematycznych witraży. 

Relacje między bohaterami nie są typowe dla produkcji anime, bowiem wchodzą one na wyższy, głębszy poziom; często niezwykle zawiły, przywdziewający maskę pełną pozorów. Oszczędność dialogów i emocjonalna narracja ze sobą współgrały, oddając tym sposobem niezwykłość widowiska i rozbudzając ciekawość. Widz od razu czuje, że coś jest nie tak, ale nie wie dlaczego. Za dostojnością skrywa się fałsz, za kwiecistą finezją trauma – to wszystko rozwija się bardzo spokojnie, wybijając na powierzchnię w odpowiednim momencie. 

Warstwa wierzchnia przysłania cierpienie nie tylko Uteny, ale również Anthy, Różanej Oblubienicy. O samej jej postaci nie wiemy zbyt dużo. To małomówne, biedne dziewczę stanowi dla nas wielką niewiadomą, lecz kiedy nadchodzi siarczysta, zwalająca z nóg chwila prawdy, przecieramy oczy z niedowierzania. Widzimy zniewolenie, czyściec, udręczenie, mistyczne wręcz poświęcenie dla ukochanej osoby. I wtenczas nawet rosalium zaczyna nabierać znaczenia. Jej postać urzekła mnie najmocniej – była krucha i silna zarazem, popadłam w podziw (tutaj mogę być mocno subiektywna, bo mam słabość do kreacji pokutujących grzeszników). Późniejsza więź Anthy z Uteną uderza widza choćby ze względu na jej wielowymiarowość: otrzymujemy coś między platoniczną miłością a nieuświadomioną, dziewczęcą namiętnością. 

Natomiast historie innych postaci też nie zostały pominięte, a zatem ich postępowanie jest względnie uzasadnione. 

Co się tyczy namiętności, ze słodkością koliduje nam udręka głównych bohaterek oraz… ekspozycja cielesności. Sceny seksu, mimo że jako takie pomijane, nadal istnieją. Podsuwane nam na tyle blisko, byśmy mogli połączyć fakty, wyzbyte są z niesmacznej nachalności czy uprzedmiotowienia. 

Uwaga! Nadbiega słoń!

Nawiązując jeszcze to wcześniej wspomnianych motywów – w Rewolucjonistce Utenie nie brak elementów komediowych i to takich doprawdy absurdalnie zabawnych. Chwilami dzieją się tam rzeczy wprost nieopisane, przez co nie sposób ich przewidzieć. W ramach rozluźnienia między ciężkimi wątkami dostajemy (spoiler!) eksplodujące curry, wściekle taranujące zwierzęta i krowią transformację… Także balans został zachowany.

Obiecuję, że jeszcze kiedyś się spotkamy

Integracja elementów utraty niewinności (seksualnej, jak i psychicznej), romansu, zafałszowania, dramatu zakrawającego o horror psychologiczny, zepsucia, wykorzystania, poszukiwania tożsamości i młodzieńczych ambicji czyni ów anime dziełem ponadczasowym, unikalnym, a ponadto uniwersalnym. Próba fuzji i wyraźnie eksperymentalna forma, która została tutaj przedsięwzięta, może albo wywrzeć piorunujące wrażenie, albo wzbudzić awersję – nie da się przejść obok tego projektu obojętnie. Rewolucjonistka Utena to okraszony powłoką z pastelowego cukru, wdzięczący się przed nami potwór, po którego obnażeniu nie zdołamy się otrząsnąć. Tak samo jak róża, posiada on wiele oblicz, ukrytych znaczeń i złożoną symbolikę.

Zakończenie serii zwala z nóg i nadaje jej jeszcze bardziej metaforycznego charakteru. 

Co do strony technicznej: przede wszystkim wizualna realizacja mnie zachwyciła. Muzyka także nie pozostała w tyle, bowiem ścieżka dźwiękowa wprost idealnie oddaje nastrój serii, w razie potrzeby sprawnie przenosząc się od filuternych nut fortepianu niczym z baśni, aż po katastroficzne śpiewy. Aktorzy głosowi zostali dobrze dobrani. 

Rażący brak moralności bohaterów skłania do wnikliwej refleksji i stawia ich w świetle niejednoznaczności, zaś starannie prowadzona fabuła zachęca do filozoficznych rozważań. I dlatego z całego serca polecam niniejszą serię osobom, które cenią sobie owe wartości. Oglądajcie, bo warto!

Serię w wersji polskiej znajdziecie na serwerze grupy tłumaczeniowej yamisubs.

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

„Rewolucjonistka Utena” to okraszony powłoką z pastelowego cukru, wdzięczący się przed nami potwór, po którego obnażeniu nie zdołamy się otrząsnąć.

Inne artykuły tego redaktora

1 komentarz

  1. Cześć. Wiadomo może, co się stało z Yamisubs? Ich strona facebookowa chyba nie działa, a link do discorda wygasł. Szukam ich, ponieważ szukam napisów do Haibane Renmei. Widziałem je wtopione w video, ale szukam ich wersji soft/osobno.

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu