Gdzie dom oddycha, a wścibskie duchy szepczą. „Siostra gwiazd” — recenzja książki

-

Czarodziejka traci moc i robi wszystko, aby ją odzyskać — to w fantasy motyw doskonale znany. Potrzeba więc dobrego pomysłu, odpowiedniego literackiego kunsztu i solidnej porcji magii, żeby obronić taką historię. Czy Marah Woolf się to udało? Przekonajmy się.
Najsłabsza z sióstr

Główną bohaterkę, Vienne, poznajemy tuż po tym, kiedy udaje jej się pokonać niemal śmiertelną chorobę — syfilidę. Cudem zwalcza trawiącą organizm zabójczą gorączkę, w czym pomaga jej Ash, czarodziej brytyjskiej instytucji magicznej — Kongregacji. Wraz z dwiema siostrami Vienne została tam wysłana przez Ezrę — Wielkiego Mistrza Loży i najlepszego przyjaciela. Już od pierwszych stron wiemy jednak, że główna bohaterka pała do chłopaka ogromną miłością. Wyprawienie do Wielkiej Brytanii jest dla niej olbrzymim ciosem i jednoznacznym sygnałem, iż ukochany nie żywi podobnych uczuć. Kiedy Vienne wraca do Francji, świat znajduje się  w przededniu wojny z królem demonów. Czarodzieje, ludzie i magiczne istoty stają ramię w ramię, by przygotować się na atak ze strony potworów roszczących sobie prawa do ich ziem. Jakim więc szokiem jest dla bohaterki oraz jej sióstr odkrycie, że Ezra nawiązał międzygatunkową współpracę z demonami-rewolucjonistami! Dziewczynie przychodzi zmierzyć się z odtrącaniem, ale również wewnętrzną walką pomiędzy Kongregacją a Lożą. Staje też przed arcytrudnym wyzwaniem, jakim jest odzyskanie magicznych mocy, które utraciła w wyniku choroby.

Strony ociekające magią

Wielkim atutem powieści jest jej niewiarygodnie magiczny klimat —czarodziejską mocą dysponują budynki, pomieszczenia czy przedmioty. Bohaterki wypowiadają łacińskie zaklęcia, więc tym bardziej — jako fanka twórczości Rowling — odnalazłam się w tym świecie. Był to jednak prawdziwy labirynt, gdyż mnogość wątków (wyjaśnianych dopiero z czasem lub wyłącznie powierzchownie opisywanych) sprawiała, że niejednokrotnie kręciło mi się w głowie. Przez dobrych sto stron nie wiedziałam kto z kim, przeciwko komu i dlaczego. Meandry działania magicznych instytucji, rola ludzi i współczesnego społeczeństwa w tej historii długo były dla mnie nie do końca zrozumiałe. Do tego stopnia nie mogłam tego wszystkiego pojąć, że przez chwilę zastanawiałam się, czy nie trafiłam przypadkiem na środkową część serii! Upewniwszy się jednak, iż na pewno mam do czynienia z pierwszym tomem, oddałam się lekturze — im dalej, tym okazywała się bardziej wciągająca. Zdecydowanie zabrakło konkretnego wytłumaczenia motywów, na których cała ta powieść się opierała.

Magia potężnych uczuć

Osią dla wszystkich wydarzeń opisywanych przez Woolf była relacja głównej bohaterki z Ezrą. Mężczyzna przed laty odesłał dziewczynę, żeby pomóc jej w walce z ciężką chorobą, a pod jej nieobecność przygotować się do zbliżającej wojny. Ich pozorna przyjaźń z czasem przerodziła się w płomienne uczucie, na które — zdaniem maga — nie było w ich świecie miejsca. Początkowo nie pałałam sympatią do tej relacji, miałam nadzieję, że zakochana Vienne, dostrzegając niechęć chłopaka, odpuści sobie ciągłe rozdrapywanie własnych ran, to byłoby jednak zbyt proste. Czymże w końcu jest młodzieżowe fantasy bez dramatycznego wątku romantycznego? Im dalej w akcję, tym losy pary komplikowały się, a ja zaczęłam im coraz silniej kibicować i przeżywać sytuację, w jakiej się znaleźli. Kończąc lekturę, stwierdziłam też, że to Ezra jest moją ulubioną postacią — przepełniony dumą i honorem, troszczący się o swoich ludzi oraz Vienne, na pewnym etapie zupełnie skradł moje serce.

Uczucia romantyczne nie były jednak jedynymi, które napawały ciepłem i wzruszeniem. Również relacje trzech sióstr obserwowałam z rozrzewnieniem. Każda z nich na swój sposób wyjątkowa i magicznie silna, walczyłaby do ostatniej kropli krwi o dobro swojej rodziny oraz przyjaciół. Mam nadzieję, że kolejne tomy serii zostaną poświęcone pozostałym czarodziejkom z rodu — zaintrygowała mnie zwłaszcza postać Maëlle, dlatego tym bardziej nie mogę doczekać się jej historii. Wszystko wskazuje również na to, iż podbijający serca fanów tej powieści demon Caleb w następnych częściach będzie silnie związany z siostrami, co umiarkowanie mnie cieszy. Nie była to moja ulubiona postać, nieco irytował mnie swoją wymuszoną nonszalancją, dodawał jednak elementu luzu i humoru tam, gdzie zdecydowanie się przydały.


Przyszła akcja i nagle… cliffhanger!

Historia Vienne oraz jej sióstr, cały ten proces zanurzania się w magicznym świecie wykreowanym przez Woolf był dla mnie niezwykle miłym doświadczeniem. Przez dobre ćwierć książki nic nie zapowiadało, że będę się tak wyśmienicie bawić — akcja nabierała tempa boleśnie wolno, a niejasności i zawiłości wątków nie nastrajały do rzucenia się w wir lektury. Opłacało się jednak wykazać cierpliwością. Ostatnie sto stron zaserwowało mi emocjonalny rollercoaster, a autorka przerwała historię w brutalnie niespodziewanym momencie. Ten cliffhanger był jednak w moim odczuciu strzałem w dziesiątkę — dawno tak nie czekałam na kontynuację serii, jak w tym przypadku. Wypatruję więc wieści o kolejnych tomach, w międzyczasie polecając Siostrę gwiazd wszystkim tym, którzy w poszukiwaniu oderwania od rzeczywistości lubią czasem sięgnąć po czarodziejską pozycję okraszoną porządną dawką romansu i międzygatunkowych konfliktów.

Tytuł: Siostra gwiazd

Autor: Marah Woolf

Wydawnictwo: Jaguar

Ilość stron: 460

ISBN: 978-83-7686-953-7

Więcej informacji TUTAJ

podsumowanie

Ocena
7

Komentarz

Mimo początkowo apatycznego tempa akcji, "Siostra gwiazd" wciągnęła mnie bez reszty, pozostawiając w niecierpliwym oczekiwaniu na kolejne tomy serii.
Aleksandra Plichta
Wierna fanka Patricka Swayze, psów i braci Shelby. Nie ma czasu na nic, co nie jest serialem, książką albo dobrym kanałem na YT. Wielbicielka muzyki z lat '80 i produkcji kostiumowych. Nie lubi się przytulać.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu