Człowiek na krańcu świata. „Arktyka” — recenzja filmu DVD

-

Arktyka — obszar Ziemi otaczający biegun północny. Miejsce, gdzie temperatury potrafią sięgać nawet minus sześćdziesięciu stopni Celcjusza. Śnieżna pustynia, na której człowiek, jeszcze samotny, ma znikome szanse na przeżycie. To właśnie pośród skutej lodem arktycznej pustki widać rozbity samolot i zmęczoną twarz samego Madsa Mikkelsena. Tak zaczyna się Arktyka, film, który na festiwalu w Cannes brał udział w konkursie głównym. Debiut, co w oczach wielu krytyków uchodzi za udany. Czy naszej redakcji również się spodobał? Zapraszam na recenzję.
Wielki początek kariery

Czasami w kinie zdarzają się takie historie. Nieznany reżyser podrzuca gwieździe filmowej scenariusz. Rozmawiają przez dwie godziny na Skypie, a zaraz potem stają razem na planie i zaczynają tworzenie czegoś nowego. Tym debiutantem jest nikt inny, jak Joe Penna — słynny brazylijski youtuber. Jego kanał MysteryGuitarMan ma prawie trzy miliony subskrybentów (a najchętniej oglądane wideo aż szesnaście milionów wyświetleń). Zrealizował ponadto reklamy dla Coca-Coli, Disneya czy Forda. Arktyka to pierwszy długometrażowy, kinowy film tego początkującego reżysera.

Głównym bohaterem produkcji jest niejaki Overgård (Mads Mikkelsen), o którym wiemy tylko tyle, że jego samolot rozbił się na tytułowej Arktyce, a on sam próbuje walczyć o przetrwanie. Nie ma żadnego wprowadzenia. Penna nie traci czasu na zbędne tłumaczenia. Domyślamy się jednak z pokazywanych scen, że od samego wypadku minęło już sporo czasu, bo Overgård ustanowił sobie swój regularny plan dnia. W jego skład wchodzą: dbanie o olbrzymi napis SOS wydrążony w śniegu, łowienie ryb w przeręblach i podjęcie próby nawiązania kontaktu z innymi ludźmi. Nastawia kolejne alarmy w zegarku, by nadać życiu rytm i odróżnić od siebie mijające dni i godziny. Ale to właśnie te powtarzane z konieczności przetrwania czynności, stanowiące pierwsze sceny filmu i dla widza początkowo zupełnie pozbawione kontekstu, są ważnym elementem w samej powieści. Reżyser skupia się na tym, co najistotniejsze i powoli, w najdrobniejszych szczegółach rekonstruuje życie rozbitka. Widz, obserwując wszystko z boku, minuta po minucie, wyłapuje niewielkie wskazówki, by pod koniec zrozumieć całą historię.

Kadr z filmu „Arktyka”

Tę wypracowaną monotonię przerywa pojawienie się helikoptera, który zamiast zabrać bohatera do domu, rozbija się o lodowe skały. Katastrofę przeżywa jeden pasażer — ciężko ranna dziewczyna (Maria Thelma Smáradóttir). Overgård decyduje się opuścić bezpieczne miejsce dotychczasowego bytowania i wyruszyć w niebezpieczną podróż do najbliższej stacji badawczej, by uratować poszkodowaną.


Człowiek kontra natura

Niewiele o tym filmie można napisać, aby nie zdradzić fabuły. Należy on do gatunku dramatu powiązanego z survivalem, gdzie każdy ruch musi być dokładnie zaplanowany. Błędy są kosztowne.  Arktyka to kino minimalistyczne, przemyślane, a jednocześnie niepozbawione silnych emocji, dające odbiorcy wiele do myślenia. Na ekranie łącznie widzimy trzy osoby, a cały film w gruncie rzeczy obraca się wokół jednej. To powieść o wielkich otwartych przestrzeniach pokazana w sposób kameralny. Nie ma tutaj zbędnych dialogów, wszystkie wypowiedziane słowa policzyć można na palcach.

Oglądając tę produkcję, na myśl przychodziła mi Zjawa z Leonardo DiCaprio  i Cast Away z Tomem Hanksem. Wszystkie te historie łączy jedno: siła i upartość ludzkiego ducha, który nie daje się złamać, nawet wtedy, gdy nie ma już nadziei. Przypominają nam one, jak wielka siła tkwi w każdym z nas.

Mads Mikkelsen spisuje się idealnie w roli człowieka walczącego o przetrwanie. Dobitnie udowadnia, że w tego typu rolach sprawdza się wzorowo. To jeden z tych aktorów, którzy samą mimiką są w stanie przekazać o wiele więcej niż słowami. Warto wspomnieć, że Arktyka została nakręcona na Islandii w zaledwie dziewiętnaście dni. Występujący w roli głównej Mikkelsen powiedział podczas festiwalu w Cannes, że kręcenie zdjęć do filmu Pennego było najtrudniejszym doświadczeniem w całej jego karierze aktorskiej.

Tym, co od razu rzuca się w oczy, i to dosłownie, to przepiękne zdjęcia scenerii, w której rozgrywa się akcja powieści. Doskonałe ujęcia tylko uwydatniają maleńkość głównego bohatera wobec miejsca, w którym się znalazł. Doskonale prezentuje się również strona dźwiękowa produkcji, a szczególnie muzyka – niepokojąca, a zarazem majestatyczna, idealnie wpasowująca się w klimat filmu.

Kadr z filmu „Arktyka”

Kilka minut sławy „Antka”

Nie byłabym sobą, gdybym w całej recenzji nie wspomniała chociaż przez sekundę o polskim akcencie pojawiającym się w produkcji. Otóż obok rewelacyjnego Madsa Mikkelsena gra ponad 45-letni samolot, który jeszcze niedawno należał do Aeroklubu Gliwickiego. Na potrzeby filmu został jedynie przemalowany (nie usunięto polskich napisów z kabiny i kokpitu). Tą sławną maszyną jest wysłużony dwupłatowiec Antonow An-2, nazywany przez byłych właścicieli pieszczotliwie „Antkiem”.

W 2015 roku maszyna została wystawiona na sprzedaż, bo koszty naprawy przekraczały wartość całego samolotu. Już po kilku dniach od opublikowania ogłoszenia w internecie, do aeroklubu zgłosił się 30-letni brazylijski reżyser z propozycją zakupu. Strony szybko uzgodniły formalności i transakcja doszła do skutku, a maszyna wyruszyła w dwóch kontenerach w ostatnią podróż po sławę.

Przeciętność

Pomimo dobrego pomysłu, świetnego aktorstwa, genialnej muzyki i klimatycznych zdjęć, film, jak dla mnie, okazał się lekko rozczarowujący.

Przede wszystkim jest on dość nierówny w swej nieprzewidywalności. Są momenty, gdy autentycznie nie wiemy, co wydarzy się za chwilę, a czasem to aż nadto oczywiste. Zdarzyło mi się też kilka razy kwestionować wybory głównego bohatera, które momentami były aż za bardzo nieprzemyślane.  Bądźmy szczerzy — Joe Penna nie rewolucjonizuje kina. Wszystko to już gdzieś było, każdy pokazany element jest wtórny, nudny i widziany uprzednio. Senne, arktyczne widoki powodują u widza coraz większe znużenie. Akcja rozwija się w powolnym tempie, czasami aż do przesady. Oglądając film, kilka razy wstałam z fotela na parę sekund, aby nalać sobie wody. Podczas żadnej z tych przerw nie straciłam nic ważnego. Samo zakończenie, chociaż miało być pełne emocji, wyszło takie jakby… niedopracowane. Po pokazaniu pierwszych napisów w mojej głowie pojawiło się pytanie: „Ale jak to, już?”. Brakło też kropki nad „i”.

Film obejrzałam dzięki uprzejmości Galapagos.

 

Tytuł oryginalny: Arctic

Reżyseria: Joe Penna

Rok produkcji: 2018

Czas trwania: 1 godzina 37 minut

podsumowanie

Ocena
6

Komentarz

Arktyka — obszar Ziemi otaczający biegun północny. Miejsce, gdzie temperatury potrafią sięgać nawet minus sześćdziesięciu stopni Celcjusza. Śnieżna pustynia, na której człowiek, jeszcze samotny, ma znikome szanse na przeżycie. To właśnie pośród skutej lodem arktycznej pustki widać rozbity samolot i zmęczoną twarz samego Madsa Mikkelsena. Tak zaczyna się Arktyka, jeden z mroźniejszych debiutów kinowych, jakie przyjdzie wam obejrzeć.
Weronika Penarhttps://recenzowniaksiazkowa.blogspot.com/
Z zawodu behawiorystka i badaczka kociego zachowania -  nic co kocie, nie jest jej obce. Z zamiłowania czytelniczka dobrych kryminałów i książek przygodowych, kinomaniaczka i ciągła podróżniczka. Jeśli nie biega na swojej uczelni, nie uczy studentów lub nie czyta pod kocem książek, to na pewno podróżuje, szukając swojego miejsca w świecie.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu