We śnie możemy zobaczyć czyjeś prawdziwe oblicze, którego nie jesteśmy świadomi albo nie chcemy go dostrzegać w świecie realnym. Zazwyczaj po tym jak najszybciej pragniemy się obudzić. A jakby tak nasze majkami senne przeniosły się do rzeczywistości? Co byśmy zrobili, gdybyśmy po otwarciu oczu nadal przeżywali  tą samą katorgę?

Swego czasu do DARQ wypuszczono wiele szumnych zapowiedzi, ponieważ tytuł miał zaoferować coś nowego na rynek gier wideo. Zamierzeniem twórców było stworzenie rozgrywki przygodowo-logicznej z gatunku psychologiczny horror. Czy miało to rację bytu? Okazuje się, że tak, a wszystko dzięki grafice 2,5D i pojawiających się na ekranie zmorach sennych, które potrafiły czasami nieźle gracza wystarczyć. Ale o tym w dalszej części recenzji.

Screen z gry
Niekończący się koszmar

W DARQ sterujemy chłopcem o imieniu Lloyd. Pewnej nocy bohater odkrywa, że znalazł się w świadomym śnie. Ten szybko zamienia się jednak w prawdziwy koszmar. Niestety każda próba wybudzenia się z niego spala na panewce. Naszym zadaniem jest przetrwać w rzeczywistości rządzonej prawami świata zewnętrznego, pełnej czyhających na nas niebezpieczeństw i dziwnych zjawisk.

Jednak o tym wszystkim gracz dowiaduje się dopiero w trakcie rozgrywki. Już na samym początku trafiamy w sam środek akcji, a raczej mieszkania głównego bohatera. Gra została podzielona na siedem poziomów, czyli koszmarów. Po każdym epizodzie wracamy do początku i ponownie kładziemy się spać. Opowieść może się zakończyć na kilka sposobów, a to, który z finałów ujrzymy, zależy od dokonanych przez nas wyborów.

Screen z gry25
Requiem dla snu

Jeżeli porównacie ten tytuł do Inside czy Little Nightmares, to popełnicie ogromny błąd. DARQ ma swój własny, niepowtarzalny klimat, który zawdzięcza między innymi charakterystycznej stylistyce przywodzącej na myśl filmowe dzieła Tima Burtona. Akcję obserwujemy z boku, jednak kamera podążająca za głównym bohaterem często zmienia pozycję, ukazując lokacje z odmiennych perspektyw. I tak każda ściana staje się sufitem lub podłogą, dając nam szereg możliwości podczas przemierzania mrocznych korytarzy i pozwalając dotrzeć do ukrytych przedmiotów (czasami tak groteskowych jak ręka zombie). Manewrowanie między ścianami wpływa też odpowiednio na grawitację. Musimy dobrze się zastanowić, co powinno spaść w pierwszej kolejności i w którą stronę. Z czasem robi się coraz trudniej, gdyż przychodzi nam lawirować także w przód i tył. Podczas rozgrywki odwiedzamy przeróżne scenerie (stacja kolejowa, teatr), wszystkie pieczołowicie dopracowane przez twórców.

Warto w tym momencie nadmienić, że zagadki logiczne nie są jakoś szczególnie trudne. Owszem, czasami trzeba się nieźle nagłowić, ale przy odrobinie cierpliwości w końcu znajdzie się wyjście z danej sytuacji. Wracając do wspomnianych na początku elementów grozy. Kilka razy twórcy nieźle  napędzili mi stracha, ale w większej mierze odpowiedzialny jest za to soundtrack. Nie spodziewajcie się jednak dynamicznej ścieżki dźwiękowej. Całość okraszona została jedynie cicho pobrzmiewającą w tle muzyką, przerywaną donośnymi odgłosami naszych kroków, zmian perspektyw czy pracujących w tle maszyn. To wszystko sprawia, że powoli narasta w nas napięcie w oczekiwaniu na pojawienie się zagrożenia. Wierzcie mi, w tym przypadku takie brzmienie lepiej sprawdza się niż jakakolwiek głośniejsza nuta.

Screen z gry
Chcę się obudzić!

DARQ to małe arcydzieło, które powinno zachwycić osoby sięgające najczęściej po logiczne gry. Niewątpliwie spędzicie przy nim dużo czasu, chcąc nie tylko zakończyć rozgrywkę, ale także poznać każde możliwe zakończenie. Nie jest to horror, ale zapewne będziecie odczuwać napięcie towarzyszące oczekiwaniu na pojawienie się kolejnego koszmaru. Dla mnie ten tytuł okazał się chwilowym oderwaniem od rzeczywistości i może jeszcze kiedyś do niego powrócę.

  • Zagadki środowiskowe wymagające naginania praw fizyki,
  • Manipulowanie światem snu,
  • Unikalna oprawa graficzna,
  • Kilka zakończeń.

 

  • Zbyt krótka.

 

 

Odpowiedz

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię