„Rat Queens: Dalekosiężne macki N’rygotha” – recenzja komiksu

Dzień dobry! Przyszliście po kolejną działkę przekornego fantasy w stylu Dungeons & Dragons? Nic z tego, na dzisiaj bowiem mistrz gry przygotował Zew Cthulhu.

Wielu RPG-owców zapewne zna tę sytuację, kiedy z pozoru prosta i dawno zakończona misja znienacka przeradza się w znacznie bardziej skomplikowaną intrygę, niż ktokolwiek mógł przewidywać. Coś podobnego przydarza się walecznym Królowym Szczurów: Hannah, Dee, Vi i Betty. Były przekonane, że skoro to „stara pani” Bernadette spiskowała przeciwko awanturnikom Palisady, sprawa zamknięta – no, przydałoby się jeszcze złapać elfkę i doprowadzić przed oblicze sprawiedliwości, ale kto by się przejmował detalami. Od czegoś jest straż miejska, nie?

Prawdą zatem okazuje się stara ludowa mądrość twierdząca, że bohaterowie pewne tropy i informacje sprawdzają tylko raz, a dobra intryga powinna mieć co najmniej podwójne dno.

Terminarzyk poszukiwacza przygód

Czas pogodzić się więc z faktem, że Bernadette nie była genialnym szwarccharakterem, a jedynie wygodną marionetką, za której macki… przepraszam, sznurki pociągał kto inny. Toteż czytelnik podąży tropem opętanego żądzą zemsty Gerriga. Niepozorny przedstawiciel gildii handlowej skradł niebezpieczny artefakt i zaczął się bawić w okultyzm… A robi to z okrucieństwem typowym dla neofity.

Ponadto w drugim tomie Rat Queens – niczym na dobrej sesji RPG – autorzy odnoszą się również do wątków osobistych bohaterek. Retrospekcje pozwalają czytelnikowi odkryć, jakie dokładnie okoliczności doprowadziły do zgolenia brody przez Violet, dowiedzieć się, dlaczego osobliwa fryzura Hannah utrudnia jej życie prywatne, a także poznać więcej szczegółów na temat rodzimego kultu Delilah. Pod koniec najbardziej tajemniczą postacią pozostaje zatem Betty, ale nie wątpię, że i historii „maluśka” zostaną poświęcone komiksowe kadry w kolejnych tomach.

Chleb niepowszedni

Dalekosiężne macki N’rygotha, podobnie jak tom pierwszy, przyciągają spojrzenie niby niedbałą kreską i wyrazistą paletą barw. W dodatku rysunki są tak samo – jeśli nie bardziej – dosłowne: to, co dla Lovecrafta bywało bluźniercze i nieopisane, tu zostaje przedstawione wprost. I chociaż już wcześniej trudno było uznać Rat Queens za lukrowaną fantastykę (no chyba że lukrowaną krwią rozczłonkowanych goblinów), to tu autorzy poszli o krok czy dwa dalej: żadnej szkaradnej deformacji zesłanej przez bogów, żadnych tortur, a nawet żadnej intymnej sytuacji nie traktuje się tu jak tabu.

Co bezpośrednio łączy się z faktem, że komiks Wiebego, Upchurcha i Šejicia nie daje się wprzęgnąć w proste, czarno-białe ramy klasycznego fantasy. Rozprawiający się z demonami bohaterski paladyn prawdopodobnie jest jednocześnie mordercą ukochanych matek/sióstr/córek, kapłani przedziwnych bóstw nie mogą tak po prostu zasłaniać się wiarą, a istnienie półelfów, półorków i tym podobnych implikuje istnienie ich zaangażowanych w nieakceptowany społecznie związek rodziców. I właśnie tego typu dekonstrukcja ogranych motywów podoba mi się najbardziej w przygodach Królowych Szczurów, i to jej mam nadzieję ujrzeć więcej w kolejnych tomach – jak również rozwinięcie przeuroczego cliffhangera, którym poczęstowano czytelników w ostatnim kadrze.

 

Tytuł: Rat Queens: Dalekosiężne macki N’rygotha

Autorzy: Kurtis J. Wiebe, Roc Upchurch, Stjepan Šejić

Wydawnictwo: Non Stop Comics

Liczba stron: 136

ISBN: 978-83-8110-337-4

 

Anna Jakubowska

Anna Jakubowska

Filolog, edytor, publicystka, mól książkowy, gamer, RPG-ówka - kolejność przypadkowa. Zacięta narratywistka, święcie przekonana, że życie to opowieści, a opowieści to życie.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.