Zaprzepaszczona szansa. „Hal” – recenzja mangi

-

– Przez to nie mogę jej pomóc. Nie wiem, jak postąpić…
– Nic nie musisz robić. Tylko miej na nią oko.
– Tyle wystarczy?
– Tak. Wystarczy. Ludziom naprawdę… więcej nie potrzeba.

Hal, Umi Hayase

 

Terapia z przyszłości

Dziewczyna imieniem Kurumi traci w wyniku katastrofy lotniczej swojego ukochanego – Hala. Informacje na temat tego, ile mieli lat, nie są podane, ale można wywnioskować, że byli oni „młodymi dorosłymi” w dosyć poważnym związku. Kobieta niezwykle mocno przeżyła śmierć tak bliskiej osoby: nie chciała opuszczać swojego pokoju, odmawiała posiłków. Pochłonięta rozpaczą, oddalała się od bliskich i powoli doprowadzała się na skraj życia.

Co ważne, w tym świecie roboty już na stałe zadomowiły się w społeczeństwie i nie są niczym zaskakującym dla mieszkańców. Dziadek głównej bohaterki, pracujący przy konstruowaniu inteligentnych maszyn, postanawia wykorzystać jeden ze swoich tworów, by pomóc wnuczce. Maszynie o numerze Q01, którego zdolnością jest umiejętność przybrania dowolnej postaci nakazuje, aby wcielił się w zmarłego Hala. W założeniu miało to pomóc Kurumi oswoić się z tragedią i wrócić do w miarę normalnego życia. Forma terapii dosyć dyskusyjna i nawet niebezpieczna, ale słowo się rzekło – Q01, zwany teraz Hal, udaje się do domu Kurumi.

Przeładowanie

Nie będę wchodzić głębiej w historię, aby uniknąć spoilerów, ale jak na tak krótką mangę, wątków jest zdecydowanie za dużo. Autorka skacze po wspomnieniach, nie zatrzymując się przy żadnym na dłużej. I tak w ciągu kilku stron oglądamy sceny z przeszłości, mające nam pokazać wygląd relacja Kurumi i Hala (kiedy jeszcze żył), przeplatane tym, jak robot stara się zrealizować zlecone mu zadanie. Brak  czasu na refleksję, sytuacja zmienia się dosyć dynamicznie, co rusz poznajemy kolejnych bohaterów drugoplanowych, którzy wtrącają swoje trzy grosze. Chociaż „poznajemy” to ciut za duże słowo. Po prostu pojawiają się, mówią co mają powiedzieć i koniec. Żadnego tła, żadnego wyjaśnienia ich pochodzenia (no, może oprócz jednej postaci, której przypadek zostaje omówiony w jednym czy dwóch zdaniach).

Pomysł na historię świetny, tylko zasługiwałby ona na co najmniej kilka tomów: umożliwiłyby one odpowiednie rozpisanie, a tym samym zżycie się z bohaterami i światem. Cała opowieść jest piękna, pouczająca, mądra, a nawet zaskakująca w pewnym momencie, ale nie była w stanie mnie poruszyć. Lektura była przyjemna, lecz czasem nawet przepis na muffinki można czytać z pozytywnym nastawieniem. Bohaterowie nie porwali mnie ze sobą, nie wciągnęli w swoje życie – a szkoda. Myślę, że z tego pomysłu można było wyciągnąć dużo, dużo więcej.


Tragedia oblana słodką polewą

Umi Ayase stworzyła całkiem nietuzinkowe dzieło. Z jednej strony styl rysowania, jaki przyjęła, pasuje jak ulał do mang shoujo, z drugiej – historia, którą opowiada, jest zdecydowanie trudniejsza i dojrzalsza niż te zwyczajowo poruszane w tym gatunku.

Po samej fabule można wywnioskować, że w założeniu komiks miał zagrać na uczuciach czytelników i zmusić ich do uronienia choć jednej łzy. Ostatecznie jednak niezbyt się to udało. Po skończeniu lektury nie czułem się emocjonalnie sponiewierany czy nawet odrobinę poruszony. Być może główny problem to mała objętość mangi – przeczytanie jej nie zajmuje zatem wiele czasu, a w ciągu tak krótkiej chwili trudno utworzyć więź z bohaterami. Albo też twórczyni nie potrafiła odpowiednio dobrze „sprzedać” ich odbiorcy.

Piękny obrazek

Polskie wydanie mangi jest bardzo ładne, nie ma się tak naprawdę do czego przyczepić. Jednak co z tego, skoro śliczna skorupka skrywa wydmuszkę? Pomysł i realizacja, na pierwszy rzut oka, zdają się być idealne, sugerując wyważoną opowieść, a mimo to nie porywają. I żebyśmy się dobrze zrozumieli: to nie jest zła historia, po prostu brakuje w niej emocji. Może manga byłaby znacznie lepsza, gdyby autorka odważyła się wydać dłuższą serię?

 

Tytuł: Hal

Autor: Umi Ayase

Wydawnictwo: Waneko 

ISBN: 9788380967847

podsumowanie

Ocena
5

Komentarz

Jeśli jesteście odporni na zawiedzione nadzieje, to możecie śmiało sięgnąć po ten tomik. Zdecydujcie, czy terapia przyszłości w stylu shoujo to dobry pomysł.
Przemysław Ekiert
W wysokim stopniu uzależniony od popkultury - by zniwelować głód korzysta z książek, filmów, seriali i komiksów w coraz większych dawkach. Popijając nowe leki różnymi gatunkami herbat, snuje głębokie przemyślenia o podboju planety i swoim miejscu we wszechświecie. Jest jednak świadomy, że wszyscy jesteśmy tylko podróbką idealnych postaci z telewizyjnych reklam.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu