Gdy słowo jest na wagę złota. „Łap za słówka” – recenzja gry planszowej

-

Od kiedy jestem mamą, mam wrażenie, że mój mózg to czarna dziura. Nigdy nie wiem, co w nim zostanie, a co zaginie na wieki. Właśnie dlatego staram się trenować umysł, bo podobno niećwiczony organ zanika. Można znaleźć sobie różne formy pobudzania myślenia, ale jedną z przyjemniejszych są gry, szczególnie takie, do których usiądziemy z kimś bliskim. Naprzeciw moim oczekiwaniom wyszło Łap za słówka, jednak nie okazało się tak łatwe, jakby się wydawało na początku.

Oczywiście można sięgać po ambitniejsze sposoby spędzania wolnego czasu, ale ja uwielbiam lżejsze, które uczą poprzez zabawę. Zauważyłam również, że ostatnio gry będące w moim domu, sprawdzam również pod kątem tego, czy dziecko będzie się dobrze bawić. Tak, matka wariatka. Nie na moją głowę szachy czy warcaby, a ciekawa karcianka na pewno sprosta oczekiwaniom.

Małe wprowadzenie

Autorem tytułu jest Hartwig Jakubik, a nad koncepcją głowili się Wolfgang Kramer oraz Michael Kiesling. I to właśnie dzięki nim można miło spędzić czas w gronie rodzinnym. Tytuł dostępny jest w dwóch wersjach: planszówkowej i karcianej, którą ja posiadam. W niewielkim pudełku znajduje się instrukcja oraz karty: trzydzieści kategorii, czterdzieści dwie liter (w dwóch kolorach rewersów), trzydzieści osiem punktów. Do tego każdy gracz potrzebuje kartki, czegoś do pisania i bogatej głowy, pełnej słów.

Czas na zabawę

Przejdźmy jednak do rzeczy. Karty liter formuje się w dwa stosy, zgodnie z kolorem rewersów. Kartoniki z punktami oraz kategoriami układa się obok, a z ostatniego każdy biorący udział dostaje po dwie karty. Rozgrywkę rozpoczyna gracz, który ma najdłuższe imię. Wybiera jeden arkusz kategorii, a następnie odsłania dwie litery, po jednej z każdego stosu. W tym momencie uczestnicy zapisują na swoich kartkach pasujące do kategorii słowa, zawierające dane litery. Należy znaleźć minimum trzy wyrazy, ale można pokusić się o pięć. Kiedy gracz ma wszystko, krzyczy „stop”, a reszta przestaje pisać. Kompani czytają swoje wyniki, a jeśli wyraz się powtórzył, to wszyscy muszą go skreślić z kartki. Za każde słowo, które zostało, gracz otrzymuje jeden punkt bierze odpowiednią liczbę z ostatniego stosu.

Najlepiej na początku rozgrywki ustalić sobie zasady, żeby nie było niedomówień. My wybraliśmy dowolną formę słów, ale żeby nie było na przykład odmian zawodu (bibliotekarz, bibliotekarka). Gra teoretycznie kończy się po tylu rundach, ilu jest uczestników, to znaczy są trzy osoby i każda z nich wykłada trzy karty. U nas było trochę inaczej i dlatego czas spędzony z Łap za słówka wspominam jako długą, słodką torturę.

Uff, nie było łatwo

Moje odczucia po grze są bardzo dobre, choć nie spodziewałam się, że czasem będzie aż tak trudno. Tytuł jest przeznaczony dla od trzech do ośmiu osób, ale my graliśmy we dwójkę, z powodu koronawirusa. Myślę, że rozgrywka w większym gronie bardzo by się nie różniła.


Niektóre kombinacje liter i kategorii sprawiły nam nie lada problem. Miałam wrażenie pustki w głowie oraz na siłę szukałam odpowiednich słów. W takich momentach człowiek czuje, że jednak trzeba więcej czytać.

Podczas całej rozgrywki bardzo dużo się śmialiśmy. Nigdy nie myślałam, że można pokusić się o takie łamańce językowe albo nazwy własne. Najgorszymi momentami były sytuacje, kiedy wiele pasujących słów przychodziło do głowy po skończonej rozgrywce.

Cieszy oko

Gra jest wykonana z dbałością o najmniejsze detale. Kategorie okraszone zostały ciekawymi rysunkami, odnoszącymi się do treści. Wszystko jest utrzymane w zielono-żółto-białej tonacji. Małe pudełko o wielkim potencjale pokazuje, że nie trzeba zawiłych i drogich plansz, żeby świetnie się bawić. Na uwagę zasługuje również instrukcja, która została naprawdę dobrze zrobiona, a wszelkie niejasności wyjaśnione. Jak wspominałam, jest jeszcze rozszerzona wersja, zawierająca kartki do notowania, kostki i klepsydrę. Reguły są trochę zmodyfikowane, ale sens ten sam. Na pewno pokuszę się o zakup.

Coś ciekawego?

Z całego serducha mogę polecić Łap za słówka, bo jest to ciekawa rozrywka dla całej rodziny. Można miło spędzić czas. Niewielkie pudełko idealnie nadaje się na wyjazdy czy podróże. Wiem, że jeszcze nie raz zagramy w ten tytuł, ponieważ to naprawdę świetny trening dla mózgu. Cena nie jest wysoka i może być dobrą alternatywą dla droższych planszówek. Jeśli macie dzieci, to najlepiej rozegrać z nimi partię jeśli mają siedem/osiem lat. W innym wypadku może się ona okazać za trudna. Jeśli zastanawiacie się nad zakupem, to naprawdę warto!

 

 

Tytuł: Łap za słówka. Gry do plecaka

Liczba graczy: 3-8

Wiek: 8+

Czas rozgrywki: 30 minut

Wydawnictwo: Egmont

 

 

Za przekazanie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Egmont, więcej o grze przeczytacie tutaj:

podsumowanie

Ocena
10

Komentarz

Ciekawa karcianka, która zmusza do ruszenia głową. Idealna gra na imprezę ze znajomymi czy w gronie rodzinnym. „Łap za słówka” to niewielki tytuł, który ma dużą moc.
Katarzyna Gnacikowska
Rodowita łodzianka. Z papierków wynika, że magister inżynier po Politechnice Łódzkiej, jednak z zawodem nie mogą się znaleźć. Wolny duch szukający swojego miejsca na ziemi, Wielka fanka seriali maści wszelakiej, szczególnie Supernatural, Teen Wolf, American Horror Story, ale nie ma co się ograniczać. Książkoholiczka (nie dla obyczajówek i historycznych!) pierwszej wody, która prawdopodobnie umrze przygnieciona swoimi "małymi" zbiorami. Lubi się śmiać, czytać i spędzać miło czas. Nie lubi chamstwa, hipokryzji i beznadziejnych ludzi. Dobra znajoma Deadpoola i Doktora Strange.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu