Współczesna wiedźma. „Te wiedźmy nie płoną” – recenzja książki

-

Stało się – jedna z najbardziej zachwalanych powieści minionego roku pojawiła się na polskim rynku księgarskim. Peanom na jej cześć nie było końca, nawet nasi rodzimi blogerzy i vlogerzy postanowili sięgnąć po tę pozycję w oryginale, by dokładniej zrozumieć jej fenomen. Skąd tyle pochwał odnoszących się do powieści Isabel Sterling? Czy autorka stworzyła aż tak wciągającą i przy tym oryginalną historię? A może to bohaterowie urzekli czytelników?

Oto opowieść o współczesnej nastoletniej wiedźmie. Brzmi znajomo? Cóż, na fali popularności serialu platformy Netflix,  który z kolei bazuje na znanym komiksie, obecnie powstaje bardzo wiele książek, których głównymi bohaterkami są czarownice. To jeden z wiodących motywów pojawiających się w tym roku w literaturze. W tamtym uraczono nas sporą dawką opowieści o syrenach, teraz przyszedł czas na władające magią kobiety. Jak wypadła pozycja Te wiedźmy nie płoną?

Regowie, czyli mugole

Hannah ma złamane serce. Była dziewczyna wyrządziła jej wielką krzywdę, dlatego bohaterka postanowiła zakończyć toksyczny związek. Protagonistka miała dość podporządkowywania się, bycia kontrolowaną i tańczenia jak jej zagrają. Po wydarzeniach w Nowym Jorku zrozumiała, jaka naprawdę jest Veronica – obiekt westchnień Hannah. Zerwania nie są jednak łatwe, a jeszcze trudniejszy okazuje się czas po rozstaniu.

Wprawdzie bohaterka ma na głowie wiele spraw – naukę w szkole, pracę w Kotle Nocnych Lotów i przyswajanie sobie podstawowych zaklęć – jednak co i rusz dziewczyna myśli o swojej byłej. Zwłaszcza że ta należy do tego samego sabatu co Hannah, więc chcąc nie chcąc, obie dość często się spotykają. Pewnego razu, podczas imprezy organizowanej w lesie, protagonistka i jej znajomi widzą martwe zwierzę. Nie zostało ono jednak zabite przez inne stworzenie, wszystko wskazuje na to, iż złożono je w ofierze. Kto stoi za tym czynem? Niebawem dochodzi do kolejnych dziwnych i niebezpiecznych wydarzeń. Hannah obawia się, że stała się celem Krwawej Wiedźmy.

Problemy czarownicy

Te wiedźmy nie płoną to powieść z gatunku YA z domieszką fantasy, szczyptą elementów kryminalno-detektywistycznych i romansem w tle. Główną oś fabularną stanowią wydarzenia w życiu protagonistki opowieści – Hannah. Na początku możemy odnieść wrażenie, że prym wiodą jej uczuciowe rozterki, jednak nie tylko one napędzają zdarzenia. Owszem, w życiu miłosnym bohaterki wiele się dzieje – rozstanie, była ukochana niedająca jej spokoju, nowy obiekt westchnień. Hannah musi podjąć wiele decyzji, odkryć, z kim tak naprawdę chce być.


Widzimy, jak dziewczyna próbuje poukładać sobie swoje życie uczuciowe, co nie jest łatwe, gdyż przez to, iż jej i innym osobom z sabatu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, nie ma czasu na przemyślenie wszystkiego oraz uporządkowanie myśli.

Sterling podejmuje w swojej książce temat miłości osób tej samej płci. Hannah niedawno wyszła z szafy, związała się z dziewczyną, z którą wcześniej się przyjaźniła. Miało być pięknie, jednak los, jak zawsze, napisał bohaterce zupełnie inny scenariusz. Jak na wieść o tym, że dziewczyna jest lesbijką zareagowali jej bliscy? Isabel uświadamia czytelnikowi, że coming out bywa trudny, ale nie wszyscy piętnują nieheteronormatywne osoby. Oczywiście pojawiają się malkontenci, krzywo patrzący na protagonistkę, jednak większość postaci wspiera dziewczynę i nie zmienia o niej swojej opinii.

Czas na czary

Hannah jest wiedźmą. Co więcej, mieszka w Salem (zapewne większość z was wie, z czego „słynie” to miejsce). Dziewczyna należy do sabatu Wiedźm Żywiołów, osób, które, jak głosi nazwa, władają wodą, ogniem, ziemią i powietrzem. Bohaterka ukrywa prawdę o swoim pochodzeniu przed niemagicznymi, zwanymi Regami (jak ktoś woli, mugolami), bowiem zdradzenie się przed nimi mogłoby doprowadzić do kolejnego polowania na czarownice. Wiecie, palenia na stosie, topienia, przesłuchiwania przez Inkwizytorów. Wprawdzie od wielu lat wiedźmy żyją spokojnie, jednak nikt nigdy nie zna dnia ani godziny, wieść niesie, iż Łowcy Czarownic nie zostali wyeliminowani, więc trzeba zachować wszelkie środki ostrożności. Co nie jest łatwe. Zwłaszcza że ktoś zaczyna polować na Hannah i jej bliskich…

Najciekawszym wątkiem w powieści okazuje się ten dotyczący śledztwa w sprawie wydarzeń rozgrywających się w Salem. Czytelnik wraz z bohaterami krok po kroku sprawdza wszelkie tezy, ślady i podejrzanych. Kto okaże się wrogiem czarownic? Bardzo szybko możemy to wykoncypować. W pewnym momencie jedna z postaci wypowiada ważne zdanie, po którym dochodzimy do tego, kto prześladuje bohaterkę.

Podsumowanie

Książka Isabel Sterling to ciekawa i trzymająca w napięciu powieść. Problem jednak w tym, że po usłyszeniu tak wielu pozytywnych opinii oczekiwałam czegoś niesamowitego i nietuzinkowego Tymczasem autorka powiela wiele schematów, bardzo szybko rzuca światło na to, kto jest antagonistą i dlaczego chce skrzywdzić Hannah. Interesującym zabiegiem jest natomiast splecenie queeru i magii. Tak jak osoby homoseksualne boją się, jak na wieść o ich tożsamości seksualnej zareaguje otoczenie, tak czarownicy obawiają się, co uczynią niemagiczni, gdy prawda o ich istnieniu wyjdzie na jaw. Protagonistka należy do obu grup – boi się nie tylko reakcji na to, że kocha osobę tej samej płci, ale również na to, iż włada magią.

Ciekawym jest również element kryminalno-detektywistyczny, choć, jak już wspominałam, pisarka dość szybko psuje radość z odkrywania tego, kto stoi za niecnymi wydarzeniami.

Czy warto przeczytać? Tak.


Tytuł:
 Te wiedźmy nie płoną

Autorka: Isabel Sterling

Wydawnictwo: We need YA

Liczba stron: 352

ISBN: 978-83-665-1787-5

podsumowanie

Ocena
6.5

Komentarz

Wiedźmy, magia, polowanie na czarownice i... wątek LGBT. Ta historia wciąga, ale parę elementów okazało się typowym pójściem na skróty.
Monika Doerre
Dawno, dawno temu odkryła magię książek. Teraz jest dumnym książkoholikiem i nie wyobraża sobie dnia bez przeczytania przynajmniej kilku stron jakiejś historii. Później odkryła seriale (filmy już znała i kochała). I wpadła po uszy. Bo przecież wielką nieskończoną miłością można obdarzyć wiele światów, nieskończoną liczbę bohaterów i bohaterek.

Inne artykuły tego redaktora

2 komentarzy

  1. A ja mam pytanie. Zastanawia mnie używanie słowa sabat w tym kontekście. Ostatnio w poście We Need Ya też właśnie widziałam ‘do jakiego sabatu chcielibyście należeć?’, a jednak sabat dla mnie przede wszystkim oznacza specyficzne zloty czarownic, specyficzne dni w roku, które obchodzi się w konkretnym sposób, vide Yule czy Beltane. Czy nie powinno się używać słowa kowen, gdy mówimy o grupie? Nie da się przecież należeć do sabatu, można jedynie brać w nim udział. Pierwszy raz spotkałam się przy okazji tej książki z używaniem słowa ‘sabat’ jako określenie na grupę’; w wszelkiej literaturze ezo używa się tego w zupełnie innym kontekście. Skąd się wziął tutaj, w tej książce właśnie sabat jako grupa? Szczerze mnie to ciekawi, czy to jakiś błąd tłumacza, bo kompletnie nie potrafię tego umiejscowić, jak czytam, że ktoś należy do sabatu. Ciekawi mnie, jak to brzmi w oryginale.

    • Hej,
      Szczerze – nie mam pojęcia, to już musiałaby tłumaczka zadecydować. Może w oryginale było sabat? I po prostu oddano tłumaczenie.

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu