Własna armia dinozaurów. „Jurassic World Alive” – recenzja gry

Jakiś czas temu w sklepach z aplikacjami pojawiła się gra Jurassic World Alive – akurat przy okazji premiery i hype otaczającego najnowszy film z serii Park Jurajski. O ile na film się nie wybieram (Jurassic World bardzo mnie zniesmaczył), tak grę ściągnęłam z ciekawości. Bo kto nie chciałby mieć własnej armii dinozaurów?
DinoGO!

Jeśli znacie Pokemon GO, wygląd JWA nie będzie wam obcy. Menu składa się z pięciu ikonek: Market, Mapa, Kolekcja, Walka i Newsy. Na mapie znajdują się miejsca, tzw. punkty zrzutu (jak PokeStopy), w których po zakręceniu otrzymamy przedmioty potrzebne do gry (rzutki do zbierania DNA i monety) oraz oczywiście jaszczury. Nie ma trackera, dlatego ograniczeni jesteśmy tylko do pola widzenia. Proste. Punkty zrzutu nie odzwierciedlają żadnych ważnych czy interesujących miejsc, jak to jest w PoGo, a to znaczy, że są rozmieszczone bardziej równomiernie, a pojawianie się dinków nie zależy od intensywności sygnału komórkowego.

Dinozaurów nie łapiemy w piłki, a raczej zbieramy ich DNA dostępnymi rzutkami wypuszczanymi z dronów. Dino uciekają (bo kto lubi ukąszenia komarów), więc trzeba je namierzyć i nawet przewidywać, w którą stronę pójdą. Po zebraniu wystarczającej ilości kodu w Kolekcji tworzymy, a także mutujemy prehistoryczne potwory, które dzielą się na zwykłe, rzadkie, epickie i legendarne. A co można z nimi robić? Otóż oprócz zbieractwa (ja się uzależniłam) gra pozwala na PvP! To coś, czego straszliwie brakuje w PoGo, a tu zostało bardzo prosto rozwiązane. Nie walczy się ze znajomymi, ale z każdym, kto akurat w tym samym czasie kliknął „Battle”. Wraz z podwyższającym się rankingiem odblokowujemy kolejne areny oraz nagrody, do których należą inkubatory z DNA (czasami niespotykanych gatunków!) oraz oczywiście monety.

Raptor, wybieram cię!

Walka jest ważnym elementem rozgrywki. To po to zbiera się i mutuje DNA, by tworzyć silniejsze, szybsze i bardziej śmiertelne gatunki, jak na przykład znany z filmu Indominus rex – połączenie T. rexa i welociraptora. W swojej drużynie można mieć sześć stworów, ale walczy się czterema, które wybierane są losowo przez system tuż przed walką. Moja drużyna to w połowie „czołgi”, a w połowie szybkie drapieżniki. Aby wygrać, należy pokonać trzy dinozaury przeciwnika. Sporo zależy tu od posiadanych gatunków i znajomości ich ataków, ale także od szczęścia – jeśli system wybierze niezbyt zgraną drużynę, mamy problem. I trzeba zacząć bitwy od nowa. Polecam zapoznać się ze statystykami swoich wybrańców przed walką i tak zebrać zespół, by dobrze się uzupełniał. Powolny, ale przeczołgowaty apatozaur weźmie na siebie sporo ataków, ale ostateczny cios najczęściej należy do raptorów. Im szybszy dinozaur, tym częściej zadaje ataki, ale jeśli dostanie mu się mocnym ciosem, może od razu paść. Równowaga znana z wielu innych gier.

I co dalej?

No, okej. Walczę, zbieram – czasami gdzieś nawet pójdę, bo w oddali widać coś świecącego się na niebiesko lub żółto (a to oznacza rzadkie lub epickie stworzenia), ale co z tego? Na razie Ludia Inc. przeprowadza tydzień „unikatów” i każdego dnia w parkach można spotkać rzadsze stwory z limitem na łapanie i specjalne punkty zrzutu z większą liczbą strzałek.

Czy się w końcu znudzę? Pewnie tak, więc mam nadzieję, że firma wprowadzi jakieś misje fabularne, zadania, które trzeba wykonać, aby coś otrzymać albo odkryć jakąś historię. Bo czemu nie?

Dinozaury zostały zrenderowane świetnie; wyglądają znakomicie, a niektóre mają nawet pióra! Tak! Nie można z nimi robić wiele… Co najwyżej zdjęcie AR. Póki co, loguję się do gry co kilka godzin, żeby otworzyć inkubatorki i uzupełnić braki w inwentarzu, biorąc udział w walkach. I z ciekawością czekam na dalszy rozwój i nowe pomysły.

Tytuł: Jurassic World Alive
Producent: Ludia
Platformy: Android, iOS
Wydawcy: Ludia, Ludia Inc.

Diana Cereniewicz

Diana Cereniewicz

Science fiction, boks i joga - to lubię. Szczególnie science fiction, ale (często) zdarzają mi się też guilty pleasures w postaci filmów i seriali klasy c. Nie lubię spacerów w deszczu i smętnego gapienia się przez okno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.