Waleczna księżniczka. „Dziedzictwo krwi” – recenzja książki

-

Czytelniczo rok 2021 obfituje u mnie w literackie odkrycia. Owszem, sporo z przeczytanych przeze mnie pozycji to książki autorek i autorów, których od lat cenię i szanuję, w ciemno sięgam po każdy ich utwór, jednak całkiem pokaźną liczbę z nich stanowią również debiuty albo tytułu twórców, jakich powieści wcześniej nie znałam. Alexandra Christo, Alix E. Harrow czy Mackenzi Lee to tylko niektóre z moich tegorocznych odkryć. Nie o ich literackich dokonaniach będzie jednak ta recenzja.

Niedawno sięgnęłam po powieść jeszcze jednej autorki, z której prozą nie miałam wcześniej styczności. Chodzi o utwór Amelie Wen Zhao – zainspirowany kulturą i historią Rosji. Jak twierdzi sama pisarka, pomysł na książkę narodził się, gdy przebywała we wspomnianym przed chwilą państwie. Była zafascynowana zwłaszcza opowieściami o Anastazji Romanowej, postanowiła więc stworzyć swoją własną wersję historii córki cara Mikołaja II. I tak oto główną bohaterką Dziedzictwa krwi jest księżniczka imieniem Anastazja, nazywana również Aną.

Czy książka Zhao okazała się równie ciekawa jak prawdziwa opowieść o dziejach Romanowej?

Oskarżona

Ana, a dokładniej Anastazja Michajłowna, większość swojego życia spędziła w pałacu, otoczona służbą. Jej życie nie było jednak usłane różami, sporo zmienił w nim fakt odkrycia, iż dziewczyna jest powinowatą – osobą posiadającą specjalną umiejętność. Istnieją różne rodzaje powinowatych – jedni kontrolują jakiś żywioł, inni ciało czy umysł, bohaterka potrafi natomiast oddziaływać na krew, przez co jej dar uważa się za niezwykle niebezpieczny. O jego sile zdołano się przekonać, kiedy moc protagonistki wymknęła się spod kontroli – Ana, przypadkowo, zabiła kilka niewinnych osób. Od tego czasu jej ojciec przestał patrzyć na nią jak na ukochaną córkę i zamknął za murami pałacu.

I zapewne dziewczyna spędziłaby za nimi resztę swojego życia, gdyby nie tragiczne w skutkach wydarzenie. Nadworny alchemik zamordował jej ojca. Problem w tym, że cała wina spadła na Anę, księżniczka musiała salwować się ucieczką z pałacu, by ocalić skórę. Obecnie żyje z dnia na dzień, a jej myśli zaprząta jedna rzecz – udowodnienie swojej niewinności. Widziała twarz mordercy, teraz musi go odszukać i zmusić do powiedzenia prawdy. Jedną osobą, która może pomóc protagonistce w odnalezieniu zbiega, jest Ransom Złotousty – typek spod ciemnej gwiazdy. Niestety obecnie przebywa w więzieniu, Ana musi więc go stamtąd wydostać. Czy uda jej się to? Czy odnajdzie alchemika i oczyści swoje imię? Czy jej moce okażą się pomocne?

Apetyt rośnie w miarę czytania

Dziedzictwo krwi to przykład książki, przy której apetyt rośnie w miarę czytania. Na początku historia nie wciąga, ot kolejna opowieść o dziewczynie szukającej zemsty. Poznajemy bohaterów i ich motywacje, jednak powieści brakuje pazura i fabuła nie wciąga. W pewnym momencie wszystko ulega zmianie – niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki akcja przyspiesza, dzieje się więcej interesujących wydarzeń, protagoniści pokazują swoje inne oblicza, autorka zaś zaczyna czarować odbiorców. I czaruje do samego końca. Pozycja Zhao to całkiem zgrabnie napisana opowieść fantasy, dlatego warto dać jej szansę i nie zrażać się do niej po kilku przeczytanych stronach.


Powieść Amelie nie okazała się typowym utworem young adult fantasy. Owszem, znajdziemy w nim sporo elementów charakterystycznych dla wspomnianego gatunku, jednak jest to również mroczna i niepokojąca opowieść, w której na próżno szukać szczęśliwych zakończeń. Pisarka nie stworzyła słodko-puchatej książki, pokazuje świat brutalny, rządzący się nieetycznymi zasadami, w jakim wygrywa silniejszy. Inność jest w nim piętnowana. Powinowaci nie mają łatwego życia w królestwie Anastazji – samą księżniczkę uznano za potwora, ponieważ okazała się powinowatą. Uzdolnieni magicznie są ścigani – niektórych się zabija, kolejni trafiają na areny albo zostają sprzedani jako służący. Zhao pokazuje zdeprawowany świat, by w nim przetrwać, trzeba być sprytnym i bezwzględnym.

Ana nie jest taką osobą. Żyła pod kloszem, uważała, że w jej królestwie każdego traktuje się z szacunkiem. Prawda okazuje się jednak zupełnie inna i dziewczyna musi zrewidować swoje przekonania, musi również nauczyć się poruszać w świecie, gdzie pieniądze i strach znaczą więcej niż honor.

Amelie Wen Zhao to autorka, którą warto zapamiętać. Warto również dać szansę Dziedzictwu krwi, książka okazała się bowiem sporym zaskoczeniem. A zakończenie pierwszego tomu serii obiecuje kolejną dawkę emocji.

Podsumowanie

Dziedzictwo krwi nie trzyma w napięciu od pierwszych stron. Akcja rozwija się stopniowo, pisarka powoli ubarwia swoją opowieść. Kiedy jednak Zhao podkręca tempo historii, czytelnik nie może się od niej oderwać. Nie da się rady nie polubić Any czy Ransoma – to swoje przeciwieństwa, ale ich związek ewoluuje w miarę rozwoju fabuły. Relacja dwójki głównych bohaterów nie jest stworzona na siłę, muszą się poznać, zdobyć swoje zaufanie, dopiero wtedy jedno z nich będzie miało wpływ na zachowanie drugiego.

Za egzemplarz recenzencki dziękujemy

dziedzictwo krwiTytuł: Dziedzictwo krwi

Autorka: Amelie Wen Zhao

Liczba stron: 432

Wydawnictwo: Rebis

ISBN: 978-83-8188-299-6

Więcej informacji TUTAJ

podsumowanie

Ocena
6.5

Komentarz

„Dziedzictwo krwi” to powieść, której naprawdę warto dać szansę. Może nie jest to najoryginalniejsza historia, ale Zhao oddaje w nasze ręce dopracowaną i odpowiednia poprowadzoną opowieść.
Monika Doerre
Dawno, dawno temu odkryła magię książek. Teraz jest dumnym książkoholikiem i nie wyobraża sobie dnia bez przeczytania przynajmniej kilku stron jakiejś historii. Później odkryła seriale (filmy już znała i kochała). I wpadła po uszy. Bo przecież wielką nieskończoną miłością można obdarzyć wiele światów, nieskończoną liczbę bohaterów i bohaterek.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu