Taki Venom straszny jak go malują. „Venom. Tom 2” – recenzja komiksu

-

Venom to taki bohater Marvela, którego się uwielbia lub nienawidzi. Jednocześnie to jedna z tych postaci, będąca zupełnie inaczej jest przedstawiona w komiksach, a odmiennie w ekranizacji filmowej. Jeśli wybraliście się na seans kinowy, to pamiętacie, że główny bohater pokazano go w dość groteskowy sposób. Bardziej bawił niż przerażał, a całość była mocno komediowa. Owszem, mogliśmy poznać jego mroczną stronę, ale to epizody, które nie zaburzały odbioru obrazu. Jeśli szukacie właśnie takiej rozrywki, to na wstępie zdradzam, że w komiksie jej nie znajdziecie. Ten bowiem opowiada mroczną historię Eddiego Brocka i jego symbionta. 

Seria wydawana jest w miękkiej okładce, którą zdobi genialna ilustracja z antagonistą tytułowego bohatera. Album podzielono na pięć części. Znajdziemy tu zeszyty od trzynastego do szesnastego oryginalnej serii Venom, a także pierwsze przygody Venom Unleashed i Web of Venom: Funeral Pyre. Komiks zawiera materiały dodatkowe i okładki poszczególnych numerów. Jak zwykle, Egmont stawia na wysoką jakość papieru i druku. Na szczególną pochwałę zasługuje nasycenie i wielość kolorów. Ten komiks po prostu świetnie wygląda. 

Album stworzyło kilkanaście osób, wśród których znajdziecie takie nazwiska, jak Cullen Bunn i Donny Cates czy Danilo S. Beyruth. Są to bardzo utalentowani i uznani scenarzyści i rysownicy. Czytając komiks, mamy możliwość porównać ich warsztat pracy. Historie są w różnym stylu graficznym oraz sposobem prowadzenia fabuły. Odnoszę wrażenienie, że czytelnik dzięki temu może w pełni zachwycać się różnorodnością tego uniwersum i podziwiać wizje wielu artystów. 

Komiks otwiera historia umiejscowiona w latach sześćdziesiątych, w której pojawia się Logan. Został wezwany do pomocy  w walce z bestiami będącymi efektem eksperymentów wojskowych. Opowiadanie jest dość krótkie, ale znakomicie ilustruje potęgę symbiontów, ich waleczność i siłę. 

Druga fala. „Mario Kart 8 DLC” – recenzja dodatku do gry

Potem przechodzimy do kontynuacji historii z poprzedniego albumu. Tym razem Venom znajduje się w Nowym Jorku i tam mierzy się z potężną armią pochodzącą z innego świata. Ważnym elementem opowiadania są mocarne elfickie wiedźmy, które mają swoje plany względem głównego bohatera. 


Świetną historią jest ta ukazująca próby wskrzeszenia Carnage’a, śmiertelnego wroga Venoma. Jednak największe wrażenie wywarły na mnie dwa finałowe epizody. Pierwszy z nich to praktycznie niemy Venom Unleashed. Genialne grafiki, wartka akcja nieprzerywana dialogami. Po prostu kwintesencja agresji, wspaniałych kadrów i kolorów. Funeral Pyre natomiast zaczyna się dość spokojnie i nic nie wróży wspaniałej końcówki albumu. 

Venom urzeka przede wszystkim warstwą graficzną. Nie spodziewajcie się tu fajerwerków fabularnych. Owszem, historia Brocka, jego syna i tego obcego interesuje, ale stanowi tylko tło dla szalonych walk i pojedynków głównego bohatera. Niezwykle wartka akcja, a kadry biją kolorami i mnogością szczegółów. Całość jest mroczna i krwawa, dlatego przestrzegam wszystkich, którzy zbudowali sobie wyobrażenie postaci na podstawie filmów, że tutaj nie znajdziecie tego zabawnego, lekko niezrównoważonego potwora. Ze stron patrzy na nas potężna i niebezpieczna bestia, uwielbiająca mordować.  Jeśli lubicie podziwiać świetne grafiki, to komiks powinien wam się bardzo spodobać. 

Mam dość mieszane odczucia po lekturze Venoma. O ile jestem zachwycony wizualną stroną albumu, to czuję mocny niedosyt, jeśli chodzi o fabułę. To są bardzo proste i przyjemne historyjki, którym brakuje drugiego, głębszego dna. A szkoda, bo widzę ogromny potencjał tkwiący w zawiłej relacji człowieka i symbionta i myślę, że wart szerszego pokazania. Mocną stroną wydania jest to, że możemy obejrzeć różne style pokazania postaci i jego wrogów. Szczególnie przyjemnie oglądało mi się okładki oryginalnych wydań, a także materiały dodatkowe. Zarówno Venom, jak i Carnage świetnie prezentują się na rozkładówkach i dużych planach, których kilka znajdziemy w tym albumie. Po dwóch tomach czuję się nasycony Venomem, dlatego nie wiem, czy będę kontynuował jej czytanie. Mimo wszystko miałem nadzieję na trochę lepszą fabułę. W kategorii komiksu rozrywkowego to świetny wybór, ja jednak oczekiwałem czegoś więcej niż tylko genialnych rysunków. 

Venom. Tom 2 - Bunn Cullen, Cates Donny, Beyruth DaniloTytuł: Venom. Tom 2

Ilustracje:   Cullen Bunn, Donny Cates

Autor: Iban Coello, Danilo S. Beyruth

Liczba stron: 256

Wydawnictwo: Wydawnictwo Egmont

podsumowanie

Ocena
6

Komentarz

Genialny wizualnie komiks superbohaterski.   

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu

Taki Venom straszny jak go malują. „Venom. Tom 2” – recenzja komiksuGenialny wizualnie komiks superbohaterski.