Najlepsze seriale rozpoznaje się po pierwszym odcinku. W dużej mierze jest to prawda, ale najważniejsze jest przede wszystkim otwarcie, czyli kilka pierwszych sekund. Wtedy właśnie rozbrzmiewa intro, po którym dana produkcja na zawsze ma zapaść nam w pamięci. Ale to nie może być byle jaki opening! Musi się on bardzo głęboko zakorzenić w podświadomości, aby (często nieświadomie) nucić daną melodię.

Znacie to? Nasi redaktorzy mają swoje ulubione intra, z którymi postanowili się z Wami podzielić. Ale uwaga! Po ich usłyszeniu nie będziecie mogli długo zasnąć.

Gra o tron, HBO

Chyba nikogo nie dziwi, że właśnie ten serial idzie na pierwszy ogień. Muzykę otwierającą znają niemal wszyscy (nawet ci, którzy nie oglądali żadnego odcinka), a na pewno fani George’a R.R. Martina. I chociaż minęło już trochę czasu od ostatniego sezonu, to zapewne niekiedy jeszcze im się wyrwie:

W każdym sezonie intra nieco się od siebie różniły, ale melodia zawsze pozostawała ta sama. I niekiedy w openingu można było dostrzec szczegóły mogące być spoilerem do pewnych wydarzeń. Fani spekulowali, twórcy robili swoje. Jednak HBO wykonało doskonałą robotę jeżeli chodzi o samą czołówkę i za to wielkie brawa. (Agido)

Carnival Row, Amazon Studios

Delikatność… Właśnie tym słowem określiłabym opening serialu Carnival Row. Spokojna melodia, która z czasem przyśpiesza. Piękne malowidła przedstawiające wróżki, centaury i inne stworzenia ze samej produkcji. I na końcu rzut na neowiktoriańskie miasto zwane Burgue. Nic więcej tutaj nie potrzeba. (Agido)

Człowiek z wysokiego zamku, Amazon Studios

Na serial Człowiek z Wysokiego Zamku trafiłem całkowitym przypadkiem i to dzięki intro, pochłonął mnie całkowicie. W trakcie jego trwania słyszymy Edelweiss. Jest to piosenka skomponowana przez austriacko-amerykańskiego kompozytora Theodora Bikela. Opowiada o tęsknocie za ojczyzną i konieczności ucieczki z kraju przejętego przez nazistów (Anschluss Austrii). Śpiewany powolnym i kobiecym głosem przyprawia o melancholię. Idealnie oddaje klimat całego serialu, tutaj bowiem USA zostało podzielone na rzecz Imperium Japońskiego oraz Trzeciej Rzeszy. Klimat jest ciężki i nie ma tam jednoznacznych postaci. Jeśli zaś chodzi o obraz, to widzimy krótkie klipy, wzorowane na tych wojennych, które ukazują inwazję nazistowskich niemców na Stany Zjednoczone oraz podział terenów okupowanych przez obie potęgi. Świetnie wprowadza w nastrój serialu. (Krake)

 

Doom Patrol, DC Entertainment oraz Warner Bros. Television

W przypadku Doom Patrol sprawa ma się odmiennie niż w poprzednim przykładzie. Tutaj pierwsze skrzypce gra obraz, dopiero później muzyka, która chodź ważna, jest tylko dopełnieniem całości. Na poszczególnych ujęciach widzimy naszych bohaterów i różne etapy z ich życia. W intrze zawarto fragmenty z ich przeszłości i wprawne oko wyłapie wszystkie smaczki i nawiązania do samego serialu. Moje ulubione to zdecydowanie urywki z Robotmanem. Jego wygląd jest genialny! (Krake)

Doctor Who, BBC

Dum, dudududum, dudududum, dududu dum dum dum, woooooEEEEooooooo EEEoooOOoo… Kto zna Doctora, to z pewnością właśnie sobie zanucił słynne intro. I chociaż graficznie nie powala, bowiem to tylko Tardis lecący przez wir czasoprzestrzenny (chociaż intra do klasycznych serii bardziej przypominały psychodeliczną wersję testu Rorschacha), to całym clue wstępu do najdłuższego serialu science fiction w historii jest właśnie wspomniany motyw muzyczny. Melodia była poddawana wielu zmianom, ale jej podstawa pozostała niezmienna i stanowi znakomity przykład, że jak ktoś chce, to zaśpiewa i utwór bez słów:

Ciężko nie nucić tak skonstruowanej i wpadającej w ucho melodii, jednocześnie wystukując rytm dowolną częścią ciała, bujając głową i lekko się uśmiechając. Pomijanie jej jest wręcz przestępstwem i wie to każdy fan. To co, zanućmy razem! (Adrianna)

American Horror Story, FX

Każdy, kto oglądał American Horror Story wie, w jaki sposób twórcy kreują intro każdego sezonu. Mroczne, klimatyczne i straszne – to za mało powiedziane, bo w tym wypadku słowa nie mogą oddać nastroju w nim panującego. Może oddać go przede wszystkim muzyka, która wraz z obrazem idealnie nawiązuje do fabuły. Czasami są to krótkie, przerywane dźwięki, innym razem ciekawa melodia. Soundtracki takie, jak w przypadku dobrych horrorów. Pobudzają wyobraźnię i wywołują gęsią skórkę. To samo dotyczy kadrów. Utrzymane w ciemnej kolorystyce, przedstawiające karykaturalne chwilami postaci. Nie sposób je wszystkie opisać, bo każdy sezon AHS jest inny, opowiada inną historię, pokazuje innych bohaterów, a intro ma związek przede wszystkim z fabułą. Jednak według mnie, jedno z najlepszych pochodzi z sezonu 2. Asylum – o szpitalu psychiatrycznym. To właśnie te krótkie kadry wpadają w oko i nie sposób pozbyć się ich z głowy. Zwłaszcza wracając w nocy, idąc nieoświetloną ulicą. Wtedy powracają najbardziej. (Wiola)

The Walking Dead, AMC

Ten przykład jest jak hiszpańska inkwizycja – nikt się go nie spodziewał. The Walking Dead jest serialem, który zbrzydł już naprawdę sporemu gronu, i patrzy ono teraz na ekran jak na rozkładające się zombie. Jednak ten, kto nadal walczy z głosem w głowie krzyczącym “To lepiej włącz Klan!”, na pewno został zaskoczony nowym intro. Muzyka ta sama, jednak materiał pojawiający się na ekranie jest kompletnie odświeżony. Choć pewne elementy na przestrzeni lat ulegały zmianie, to teraz twórcy pokusili się o zaserwowanie czegoś innego i wyszło im to na dobre. Widz czuje się jak Andrzej, który co niedziela miał schabowe, a tu nagle pojawił się devolay. Mnóstwo smaczków, nawiązań, a przede wszystkim animowana wersja – tego potrzebowało intro do adaptacji komiksu! (Artur Sobala)

Złotopolscy, TVP2

Już od pierwszych dźwięków wiadomo z jakim dziełem mamy do czynienia. Po pierwszej nutce każdy był przekonany, że jego życiowym celem jest umoszczenie się w fotelu i oddanie historii o najbardziej polskich Polakach. W tle pokazywano scenerię, w której zamieszkiwała dana postać, a głównym wątkiem było wyświetlanie bohaterów, wraz z przedstawieniem ich za pomocą imienia i nazwiska, korzystając z najzwyklejszej czcionki, bo takie też były losy protagonistów – normalne. Po prostu ludzkie. Mało tego, sylwetki aktorów ruszały się, ukazując za pomocą mimiki najważniejsze cechy bohaterów. Po Marku Złotopolskim było widać, że to taki, co pomyśli i zrobi tak, aby było dobrze. Kacper niby nieśmiały, a każdą na dożynkach może poderwać, natomiast Wiesiek Gabriel jest naszym, rodzimym Harrisonem Fordem i nikt mu tego nie odbierze. (Artur Sobala)

Shadowhunters, Freeform

Ruelle to niesamowita piosenkarka – cudowny głos, wspaniałe kompozycje, nostalgiczne utwory i to wykonanie… Nic więc dziwnego, że to właśnie jej piosenka, This is the Hunt, została wybrana jako dźwiękowy motyw przewodni serialu będącego ekranizacją serii Cassandry Clare. Oczywiście sam tekst idealnie oddaje koncept show Freeform, trudno również nie zostać oczarowanym samym utworem. A jak z filmikiem rozpoczynającym obraz? Ten pierwszego sezonu był dość przeciętny, jednak kolejnych okazał się naprawdę dobry. (Monika)

Muszkieterowie, BBC

Takiej czwórki bohaterów jak Aramis, Atos, Portos i D’Artagnan ze świecą szukać. Nic dziwnego, że powstało tyle interpretacji przygód czterech Muszkieterów. Filmy, seriale, książki osadzone w świecie wykreowanym przez Dumasa. Serial BBC był jedną z lepszych opowieści o tej czwórce śmiałków, choć mocno odbiegał od papierowego oryginału. Twórcy obrazu stworzyli niesamowitą, bardzo klimatyczną ścieżkę dźwiękową. Najlepszy okazuje się jednak utwór przewodni produkcji, ten z intro. Zresztą wizualnie też się postarano. Wprowadzenie do serialu to naprawdę kawał dobrej roboty. (Monika)

The Crown, Netflix  

Film biograficzny o życiu królowej Elżbiety II, emitowany przez Netflix i nakręcony na jego potrzeby. 

Muzykę do intro nagrał sam Hans Zimmer, niezwykle klimatyczna z odpowiednim apogeum na końcu intro. 

Sam wstęp jest niezwykle ciemny jak na czołówkę. Pojawiają się nikłe przebłyski światła, a w nich widzimy proces powstawania korony, której elementy raz są bardziej widoczne raz mniej. Czołówka idealnie odzwierciedla całe panowanie Elżbiety. Otóż cienie i przebłyski mogą symbolizować czasy gorsze i lepsze w latach panowania monarchini. Kilka poważnych skandali, szpieg na dworze, ekscesy księżniczki Małgorzaty, dziwne powiązania samego Księcia Filipa, po narodziny każdego z dzieci pary, wyjście z kryzysu. Monarchia jest i będzie celem wszystkich na całym świecie, tak więc każdy widzi ciemne i jasne strony nie tylko osób władających, ale zwykłych ludzi, którzy nie mając wyboru urodzili się akurat w tej rodzinie. (Kin)

Black Sails, Starz

O tym, jak istotne jest intro serialu, wiedzą niemal wszyscy współcześni twórcy. To dzięki pierwszym sekundom wstępu — muzyce, przyjemnej wizualizacji, wielu z nas podejmuje decyzję o rozpoczęciu przygody z konkretnym tytułem. Właśnie dlatego współczesne czołówki często pretendują do bycia małym dziełem sztuki. Wprowadzającym widza w klimat historii, meandry przedstawionego świata widowiskiem. True detective, Game of Thrones, Mindhunter czy Carnival Row, to jedynie kilka produkcji, mogących poszczycić się najlepszą, najbardziej zapadającą w pamięć czołówką. Jednak niewiele wstępów zasługuje na to, by oprzeć się pokusie wciśnięcia przycisku „pomiń” za każdym razem. Osobiście miałam tak jedynie raz. W przypadku serialu Black Sailis kanału Starz. Opowieści o XVIII-wiecznych wilkach morskich. Przez całe cztery sezony z podziwem chłonęłam dziewięćdziesięciosekundowe widowisko — cieszące oko doskonałym CGI. Wizualizację, której twórcy stworzyli wirtualną rzeźbę nawiązującą do licznych motywów: barokowego wizerunku śmierci, ornamentyki rodem z nurtu Rokoko czy gotyckiej architektury. Pomnika upamiętniającego złoty wiek piractwa. Co ciekawe, sama praca nad animacją trwała trzy miesiące. Przy jej stworzeniu zatrudniono ilustratorów rozrysowujących poszczególne ujęcia, specjalistów od 3D — modelujących każdy z obiektów oraz specjalistów od subsurface scatteringu pozwalającego oddać między innymi fakturę marmury. To naprawdę ogrom pracy! Dodajmy do tego doskonałą muzykę skomponowaną przez Bear McCreary’s oraz legendarnego producenta wykonawczego — Michael Bay. Oto przepis na doskonałą czołówkę. (Martyna)

Hannibal, NBC

W dobie Netflixa, kiedy czołówkę serialu można pominąć jednym kliknięciem myszki (tym samym oszczędzając od kilkunastu do kilkudziesięciu sekund życia), intro zdaje się tracić na znaczeniu. Czy aby na pewno? W końcu wiele jest produkcji, zachwycających intrem, które świetnie oddaje ich nastrój i zachęca do obejrzenia kolejnych odcinków. Jednym z takich wstępów jest – moim zdaniem – ten poprzedzający epizody Hannibala. Sam serial, opowiadający o relacji konsultanta FBI oraz dr. Hannibala Lectera, ma dość niepokojący klimat, który bez trudu oddaje czołówka. Utrzymane w biało-czerwonej kolorystyce nie rozprasza widza nadmiarem barw, a formujące się z bordowego płynu twarze odpowiednio intrygują, pobudzając wyobraźnię oraz ciekawość, zapowiadając naprawdę dobre widowisko, jakim ten tytuł niewątpliwie jest. (Martyna)

Mindhunter, Netflix

Wiecie, doba Netflixa dobą Netflixa. Odpowiadając na zadane w akapicie dotyczącym Hannibala pytanie, muszę stwierdzić, że możliwość pomijania czołówki niewiele zmieniło w podejściu twórców – oni wciąż starają się robić małe dzieła sztuki. Kolejnym świetnym tego przykładem jest jedna z nowszych produkcji, która nie tak znowu dawno doczekała się drugiego sezonu na wspomnianej platformie. Mindhunter, bo o tej produkcji piszę, może poszczycić się jedną z lepszych czołówek, jakie miałam okazję oglądać. Intro z pozoru wydaje się całkiem spokojne – ot, czyjaś dłoń przygotowuje taśmy i mikrofon do, co sugeruje nam tematyka serialu, przesłuchania. Właściwie dopiero po chwili dociera do nas, że w kilku krótkich przebłyskach pojawiają się niepokojące zdjęcia ofiar seryjnych zabójców: związane ręce, posiniaczone ciała i elementy ubrania migają na ekranie na tyle szybko, że często nie sposób dostrzec szczegółów, co dodatkowo wzmacnia niepokój. Nie mówiąc już o świetnym podkładzie muzycznym. To intro naprawdę warto obejrzeć! (Martyna)

Odpowiedz

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię