Czarna śmierć nadchodzi i zbiera krwawe żniwo. „A Plague Tale: Innocence” – recenzja gry

-

Jako weteranka gier przygodowych singleplayer i produkcji nastawionych na liniowe zmaganie nie mogłam przejść obojętnie obok A Plague Tale: Innocence. Szumnie zapowiadana na E3, a później polecana przez samego Seana Beana (Boromir z Władcy Pierścieni i Ned Stark z Gry o tron) rozgrywka od francuskiego Asobo Studio okazała się sporym zaskoczeniem wśród graczy.

Do tej pory zbiera pozytywne opinie i uznawana jest za jedną z największych niespodzianek tego roku. Nic dziwnego, w końcu studio nie słynie z wielkich hitów, podobnie jak wydawca, Focus Home Interactive. Mimo wszystko ostateczny efekt ich współpracy okazał się znacznie lepszy niż ktokolwiek przypuszczał. A Plague Tale to produkcja, którą należy umieścić gdzieś pomiędzy God od War od Capcom/Sony i The Last of Us od Naughty Dog. Przy takich konkurencyjnych tytułach ten od Asobo wypada naprawdę dobrze.

Francja XIV wieku – epidemia czarnej śmierci

Akcja A Plague Tale: Innocence osadzona została w XIV-wiecznej Francji, kiedy kraj owładnięty jest nie tylko plagą czarnej śmierci, ale zmaga się także ze skutkami trwającej Wojny Stuletniej. Do tego na terenie całego państwa działa Wielka Inkwizycja, która realizuje swoje własne cele. Główną bohaterką jest Amicia, wywodząca się z rodziny szlacheckiej. Kiedy Święte Oficjum wdziera się do rodzinnej posiadłości, dziewczyna wraz ze swoim młodszym bratem Hugo zmuszona zostaje do ucieczki. Okazuje się bowiem, że rodzina De Rune skrywa mroczny sekret, który szczególnie interesuje inkwizytorów. W czasie swojej wędrówki rodzeństwo będzie musiało nie tylko zmierzyć się z wrogimi żołnierzami, ale także z plagą krwiożerczych szczurów panoszących się na terenie całej Francji.

Screen z gry

Szczury, wszędzie są te szczury!

Istotnym elementem w A Plague Tale: Innocence jest rosnąca więź między rodzeństwem. Hugo od urodzenia izolowano od ludzi ze względu na swoją chorobę. W jego życiu obecna była tylko matka, która z pomocą Laurentiusa (lekarza i alchemika) próbowała znaleźć lekarstwo na jego przypadłość. Natomiast Amicia widywała młodszego brata sporadycznie, co nie pozwoliło im zbudować żadnych trwałych relacji. Dopiero najazd Inkwizycji na ich rodzinny dom i późniejsza podróż pozwoliły im się lepiej poznać. Widać tutaj, że twórcy wyraźnie inspirowali się innymi grami, a mianowicie The Last of Us i God of War. Niestety stosunki Amicii i Hugo nie zostały tak dobrze zrealizowane jak w przypadku Joela i Ellie czy Kratosa i Atreusa. Podejmowane przez nich decyzje często są nielogiczne, a ich nastawienie wobec siebie zmienia się zbyt szybko i łatwo. Oczywiście dziewczyna bierze na siebie pełną odpowiedzialność za braciszka. Przez większość gry trzyma go za rękę, pomaga mu się wspinać czy biegnie za nim, gdy zanadto się oddali (wszystko to nie zważając na zagrożenie). Kontynuuje także rozpoczęte przez matkę i lekarza poszukiwania lekarstwa. To wiąże się z tym, że często musi stawiać czoła żołnierzom inkwizycji, a także hordom szczurów, uzbrojona jedynie w procę.


Screen z gry

Skoro o broni mowa, to dzięki napotykanym po drodze sojusznikom zyskujemy nowe atrybuty. W głównej mierze powiązane jest to z alchemią, gdyż dzięki zmieszaniu ze sobą różnych składników pozyskujemy najróżniejsze pociski do naszej procy: gaszące, rozpalające, kwasowe, usypiające czy zwabiające szczury. To właśnie te krwiożercze bestie stanowią jedno z największych zagrożeń. Są zorganizowane i działają zawsze w stadzie. Ich pojawieniu się towarzyszą sugestywne dźwięki, które wywołują ciarki na plecach. Aby utorować sobie między nimi drogę, trzeba kombinować ze światłem, gdyż ono jako jedyne odstrasza te agresywne zwierzęta. W tym przypadku twórcy postarali się o zbudowanie atmosfery brutalnego horroru, zwłaszcza kiedy jesteśmy świadkami, jak szczury obgryzają ciało żywego człowieka do suchej kości. Oczywiście wszystko to obserwujemy zza pleców Amicii (TPP), bo to właśnie nią sterujemy przez większą część rozgrywki.

Screen z gry

A Plague Tale: Innocence niestety nie ustrzegło się błędów. Sporą wadą jest bardzo mała inteligencja przeciwników. Wystarczy rzucić gdzieś kamieniem, aby strażnik od razu ruszył w kierunku źródła hałasu. Możemy nawet zabić mu partnera, a on nawet nie zwróci na to najmniejszej uwagi. Zasadniczo strażnicy reagują na dwa sposoby: „pewnie mi się zdawało” albo „pewnie już są daleko”. 

Przez cały czas gra trzyma równy poziom, jednak pod koniec wymaga od nas nieco większego wysiłku. Podobnie rzecz ma się ze skradaniem – na każdym etapie wygląda tak samo, jedynie zmienia się podejście do każdego problemu dzięki stopniowemu poznawaniu sztuki alchemii.

Screen z gry

Piękno zarazy i moru

Naprawdę ciężko odejść od A Plague Tale: Innocence. Nie tylko dzięki wspomnianej wcześniej poruszającej historii, ale także ze względu na prześliczną oprawę graficzną. Szczególną uwagę przykuwa gra świateł, która ukazuje kunszt twórców. Promienie rozchodzące się od źródła ognia czy snopy wpadające przez szczeliny do wilgotnych podziemi wyglądają nieziemsko. Dodać do tego jeszcze świetną sferę artystyczną. Absolutnie zachwycające krajobrazy przeplatają się z dantejskimi scenami. Podróżujemy przez urokliwy las, aby zaraz trafić na pobojowisko zasłane trupami, do miasta wypełnionego wisielcami bądź też na drogę zatłoczoną przez hordy szczurów. Niewinność miesza się ze spaczeniem, a oglądanie, jak małoletni są zmuszani zabijać w imię przetrwania, porusza. 

Screen z gry

Przejście tego tytułu zajęło mi ponad dziesięć godzin. Nie jest to dużo, jednak mówimy tutaj o zamkniętym świecie i liniowej fabule. Po ukończeniu nie ma już po co do niego wracać, ale można było się tego spodziewać. Autorzy od samego początku zapowiadali, że tworzą jednorazową przygodę dla pojedynczego gracza. Nie liczcie więc na żaden dodatkowy tryb czy możliwość spędzenia więcej czasu w tym świecie. Owszem, w grze poukrywane są różne znajdźki, których skompletowanie wypełni dodatkowe godziny, ale to wyzwanie wyłącznie dla najbardziej upartych graczy.

Screen z gry

Perełka, której nikt się nie spodziewał

A Plague Tale: Innocence to perełka wśród gier przygodowych. Asobo Studio stworzyło piękną, poruszającą historię zasługującą na jak największy rozgłos. Z pewnością miłośnicy singleplayerów docenią kunszt twórców i będą się doskonale bawić przy tej produkcji. Odznacza się ona nie tylko ciekawą fabułą, ale także świetnie wyreżyserowaną akcją i fantastycznie zbudowanym światem z mrocznym klimatem. A Plague Tale: Innocence to jedno z największych pozytywnych zaskoczeń tego roku. Fani dobrych opowieści i rozgrywki dla pojedynczego gracza muszą umieścić ten tytuł na swojej liście zakupów i to na najwyższym miejscu.

  • Wciągająca fabuła i interesujące postacie,
  • Mroczne lokalizacje,
  • Pomysłowe wykorzystanie mechaniki hordy szczurów,
  • Intuicyjne sterowanie,
  • Klimatyczna oprawa audiowizualna.

  • Jednolity poziom trudności,
  • Gra do jednego podejścia,
  • Słaba, sztuczna inteligencja przeciwników.

 

Obejrzyjcie nasz gameplay:

podsumowanie

Ocena
9

Komentarz

Francuskie studio Asobo przygotowało zaskakująco dobrą produkcję. „A Plague Tale: Innocence” zyska sympatię wszystkich graczy, którym brakowało ciekawej przygodowej skradanki z elementami horroru. Dodatkowo historia rodzeństwa rozkruszy nawet serce z kamienia. Uwaga jednak na szczury!
Agnieszka Michalska
Pasjonatka czarnej kawy i białej czekolady. Wielbicielka amerykańskich seriali i nienasycona czytelniczka książek, ale nie znosi romansów. Podróżuje rowerem i pisze fantastyczne powieści - innymi słowy architekt własnego życia.

Inne artykuły tego redaktora

Odpowiedz

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Uzupełnij komentarz!
Podaj imię

UWAGA! Komentarze przechodzą wstępną weryfikację i pojawiają się na stronie z opóźnieniem.

Popularne w tym tygodniu